- Będziemy wiedzieć, czy widz siedzi przed telewizorem, czy poszedł do kuchni. Damy mu ocenić prowadzącego program i zająć stanowisko w sprawach politycznych - uważa Tomasz Szopa, prezes Netii.
Ostatnio głośno jest o problemach Emitela z nadawaniem sygnału Telewizji Polskiej. Wy kilka miesięcy temu mieliście swoje kłopoty: kto stał za cyberatakiem na Netię przed szczytem NATO?
Nie udało się nikogo wprost zidentyfikować. Były pewne ślady prowadzące poza granice kraju.
Spekulowano o Rosji i Ukrainie.
Pojawiały się dwie, trzy lokalizacje. Ale dziś haker, który robi tak zaawansowany atak, jednocześnie potrafi perfekcyjnie się zabezpieczyć. Zacieranie śladów i pokazywanie mylnych tropów jest tu oczywiste.
Minister obrony Antoni Macierewicz stwierdził, że atak na was i na Orange to nie był przypadek.
Faktem jest, że zaatakowano w tym samym czasie kilka podmiotów gospodarczych. O jednych wiadomo, inne, niebędące operatorami, nie mówiły o tym głośno. Taki atak tuż przed szczytem NATO trudno nazwać zbiegiem okoliczności.
Oszacowaliście straty?
Nie były duże na tyle, żeby je publikować.
Właśnie stuknął panu rok w fotelu prezesa. To długo, biorąc pod uwagę wcześniejszą rotację na tym stanowisku w waszej firmie. Pora na bilans.
Kluczowym momentem było przekonanie rady nadzorczej do wydania prawie 1 mld zł na inwestycje w budowę infrastruktury światłowodowej na obszarze całej obecnej sieci spółki do 2020 r. Myślę, że doszło do tego dzięki temu, że akcjonariusze uwierzyli, że Netia to spółka, która ma przed sobą dobre perspektywy, choć boryka się z wieloma wyzwaniami.
Poza tym bardzo ładnie zatrzymujemy spadki przychodów, szczególnie na rynku klienta indywidualnego. Po trzech kwartałach 2016 r. widać, że ten spadek będzie jednocyfrowy, a gdy dołączałem do Netii trzy lata temu, sięgał niemal 20 proc. W tym roku udało się już odpalić inwestycje, oddajemy pierwsze łącza w standardzie światłowodowym o prędkości 1 Gb/s. Sukcesem jest też pilotaż projektu Local Netia, który przyniósł bardzo obiecujące wyniki.
Co to jest Local Netia?