Program budowy internetu szerokopasmowego z dotacji UE okazał się tak dziurawy, że zerwano co piątą umowę. I wciąż sypią się zarzuty
Jak budowano sieć z dotacji unijnych / Dziennik Gazeta Prawna
Ostatnie tygodnie to 14 osób z zarzutami wyłudzenia funduszy postawionymi przez prokuraturę w Gliwicach. Szczegóły nie są ujawniane, ale może chodzić o kwotę 60 mln zł z dotacji na budowę internetu szerokopasmowego. Jeszcze większy zakres ma śledztwo prowadzone przez prokuraturę w Katowicach. Dotyczy spółki Milmex, której udało się w konkursach zdobyć 80 mln zł dotacji, także podejrzewanej o wyłudzenie. Jak się dowiedzieliśmy, prowadzone jest ono obecnie przeciwko ośmiu osobom. Wśród podejrzanych jest czterech członków zarządu spółki, dwóch jej pracowników oraz dwie osoby trzecie. – Łącznie podejrzani usłyszeli 385 zarzutów. Wobec podejrzanych stosowane są poręczenia majątkowe, zakazy opuszczania kraju oraz dozory policji – przyznaje Marta Zawada-Dybek, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Katowicach.
Reklama
Obydwa śledztwa łączy to, że firmy, w których doszło do nieprawidłowości, były beneficjentami Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka, a konkretnie jego Działania 8.4, czyli dotacji na „zapewnienie dostępu do internetu na etapie ostatniej mili”. W latach 2007–2013 Polska otrzymała z Unii ogromne środki na budowę internetu szerokopasmowego, a wspomniane działanie miało dotyczyć dostarczenia usług bezpośrednio do użytkownika. I co ważne, miało się to dokonać za pośrednictwem mikro, małych i średnich firm telekomunikacyjnych. Niestety od początku z Działaniem 8.4 było sporo problemów. Do 2011 r. nie było chętnych. Dopiero gdy resort rozwoju regionalnego zdecydował, by dofinansowanie przyznawać bez wkładu własnego, na 100 proc. wartości inwestycji, posypały się oferty. Zabrakło jednak kontroli i w efekcie, jak się dowiedzieliśmy, z 653 umów z powodów uchybień, braku realizacji projektu czy wręcz po prostu podejrzeń wyłudzenia zerwano aż 129. Czyli niemalże co piąta umowa nie została zrealizowana, a do zwrotu trafiło 25 proc. dotacji.

Reklama
– To nie tak, że wszystkie inwestycje realizowane z tego programu nie zostały zrealizowane. Wręcz przeciwnie, powstała dzięki niemu spora infrastruktura – zapewnia Piotr Marciniak, szef Krajowej Izby Komunikacji Ethernetowej zrzeszającej małych i średnich operatorów telekomunikacyjnych, i dodaje, że część z zerwanych umów rozwiązywanych było na wniosek samych beneficjentów, którzy nie dali sobie rady z wykonaniem projektów. – Ale rzeczywiście pojawiła się grupa firm, które od początku budziły także nasze spore obawy i co do których już w 2010 i 2011 r. alarmowaliśmy.
Największe kontrowersje budziły działania powiązanych ze sobą firm Profit Group sp. z o.o., Profit Group Krzysztof Jankowski, EC Group Jarosław Sawa, Profit Group Jarosław Sawa. „Firmy te, niemające żadnego doświadczenia w świadczeniu usług dostępowych ani też personelu wykwalifikowanego w budowie sieci, uzyskały w latach 2009–2010 dofinansowanie 45 projektów na łączna? wartość nieco ponad 100 mln zł” – ostrzegało KIKE. Obawy okazały się być uzasadnione. Wszystkie te trzy firmy w lutym 2014 r. niespodziewanie ogłosiły upadłość, za niepowodzenie obwiniając nieprzychylnych urzędników. Wszczęte w ich sprawie śledztwo wciąż się toczy.
– Uważam, że wszystkie zarzuty są całkowicie nieuzasadnione – mówi nam Krzysztof Jankowski, prezes tych firm. Jak tłumaczy, poszło o jego zdaniem błędną ocenę zamówień publicznych na elementy budowy sieci. – Urzędnicy nie oceniali przetargów jako całości, tylko pojedyncze elementy, i zarzucili nam zakupy powyżej cen rynkowych. Na rok wstrzymano nasze prace, byliśmy w klinczu i czekaliśmy na ocenę urzędników. Wreszcie umowy z nami zerwano i sprawę skierowano do prokuratury oraz sądów administracyjnych. Najwyższy Sąd Administracyjny uznał, że popełniono błąd, i z powrotem skierował sprawę do rozpatrzenia do WSA – przekonuje Jankowski. Na wynik tego postępowania czeka też prokuratura warszawska, która wciąż prowadzi śledztwo.
Bliżej rozwiązania są wspomniane sprawy z Gliwic i Katowic. W obu śledczy stawiają podobne zarzuty. Poświadczania nieprawdy „co do okoliczności mających znaczenie prawne w fakturach VAT dokumentujących zdarzenia gospodarcze”. Dodatkowo w sprawie Milmeksu podejrzanym postawiono też zarzuty oszustw na szkodę dwóch firm leasingowych oraz oszustw na szkodę abonentów. Z przedstawicielami firmy nie udało się nam skontaktować mimo usilnych starań. Telefonów nikt nie odbiera.
Na szczęście kwoty dotacji z zerwanych umów na budowę ostatniej mili nie trzeba było zwrócić Unii, bo środki udało się poprzesuwać na inne działania.