Takie rozwiązanie znalazło się w projekcie noweli prawa o zgromadzeniach, który do Sejmu złożyli posłowie.

Abonament na miejsce

Projekt wprowadza nowy rodzaj zgromadzeń – cykliczne. Za takie uważane mają być zgromadzenia organizowane przez ten sam podmiot w tym samym miejscu lub na tej samej trasie:

- co najmniej cztery razy w roku według opracowanego terminarza lub

- co najmniej raz w roku w dniach świąt państwowych i narodowych, jeśli odbywały się w ciągu ostatnich trzech lat (chociażby nie w formie zgromadzeń) i miały na celu „w szczególności uczczenie doniosłych i istotnych dla historii Rzeczypospolitej Polskiej wydarzeń”.

– Co ciekawe, organem właściwym do wydawania zgód na organizację zgromadzeń cyklicznych nie będzie – jak obecnie w przypadku zgromadzeń zwykłych – prezydent czy burmistrz miasta, ale wojewoda, czyli przedstawiciel administracji rządowej – zauważa adwokat Dariusz Goliński.

Po co zmiany

Zgodnie z projektem zgromadzenia cykliczne nie będą mogły być zakłócane przez uczestników zgromadzeń spontanicznych.

– W Polsce jest kilka różnego rodzaju manifestacji, które odbywają się od wielu już lat w tym samym miejscu i czasie. Na przykład marsz 11 listopada czy Parada Szumana. Każdego roku swoją manifestację 10 kwietnia organizuje też PiS. Nie chcemy, by te wydarzenia były celowo zakłócane przez inne kontrmanifestacje. Przy czym proponujemy przepis, który umożliwi prowadzenie wszelkich zgromadzeń lub kontrmanifestacji, ale w odległości nie mniejszej niż 100 m od zgłoszonego cyklicznego – wyjaśnia poseł PiS Arkadiusz Czartoryski.

W jego ocenie wprowadzenie powyższego przepisu w żaden sposób nie ograniczy konstytucyjnego prawa Polaków do zgromadzeń, ale będzie przeciwdziałać niepotrzebnej eskalacji skrajnych emocji. Mówiąc wprost, zapobiegnie ulicznym bijatykom. – Bądźmy mądrzejsi przed szkodą. Warszawa chyba nie jest tak mała, by nie można było się przesunąć o kilkadziesiąt metrów. Odsunięcie się na taką odległość nie ograniczy przecież niczyich praw obywatelskich – dodaje poseł Czartoryski.

Brak potrzeby

Innego zdania są jednak prawnicy. – Konstytucja zapewnia nie tyle prawo zgromadzeń, ile wolność zgromadzeń. Jest to istotne rozróżnienie, gdyż skoro mamy do czynienia z wolnością, to państwo jej nie stwarza, ale jedynie ma zabezpieczyć jej realizację – mówi adwokat Zbigniew Krüger z Kancelarii Krüger & Partnerzy.

Dlatego też w jego ocenie dokument przesłany do Sejmu kłóci się z wartościami zawartymi w ustawie zasadniczej. – Ten projekt szyty jest pod miesięcznice smoleńskie. Może też prowadzić do prawnego usankcjonowania monopolizacji przestrzeni publicznej przez określonych organizatorów zgromadzeń – podkreśla.

Jak zauważa bowiem mecenas Goliński, nowelizacja zaostrzy zasady prowadzenia zgromadzeń również przez to, że da pierwszeństwo tym organizowanym przez organy władzy publicznej oraz zgromadzeniom odbywanym w ramach działalności kościołów i innych związków wyznaniowych. Efekt? – W miejscu i czasie zgromadzenia inicjowanego przez władze publiczne ma występować gwarantowany ustawą zakaz prowadzenia innej manifestacji – wskazuje adwokat Dariusz Goliński.

Taki zabieg legislacyjny jest kwestionowany przez prawników. – Niedopuszczalne jest preferowanie i dawanie pierwszeństwa zgromadzeniom organizowanym przez organy władzy publicznej przed zgromadzeniami obywateli. Jak wspomniałem wcześniej, wolność zgromadzeń nie jest prawem koncesjonowanym przez państwo – akcentuje Zbigniew Krüger.

Zaznacza też, że nie widzi wystarczającego uzasadnienia do procedowania projektu. – Dotąd nie było przecież żadnych problemów w organizacji czy marszów niepodległości, czy też cyklicznych zgromadzeń upamiętniających katastrofę smoleńską. Zgromadzenia te były zgłaszane i odbywały się bez problemów w dotychczasowych, nieograniczających wolności konstytucyjnych, ramach prawnych – zauważa Krüger.

Widać jednak, że projektodawcom zależy na tym, by nowe regulacje zaczęły szybko działać. Dokument zakłada bowiem, że postulowana nowelizacja prawa o zgromadzeniach wejdzie w życie już w dniu ogłoszenia w Dzienniku Ustaw.

Etap legislacyjny

Projekt ustawy wpłynął do Sejmu