- Obecnie możliwość restytucji mienia warszawskiego wynika jedynie z błędów popełnionych przy realizacji dekretu, nie zaś z woli ustawodawcy - uzasadnia Maciej Górski, adwokat, Instytut Badań nad Prawem Nieruchomości.
Mimo że już prawie 30 lat funkcjonujemy w wolnej Polsce, pokrzywdzeni dekretem Bieruta nadal nie doczekali się aktu, który rozwiązałby ich problemy.
To prawda. Do dziś nie nastąpiło rzetelne rozliczenie z byłymi właścicielami, pomimo tego, że ze skomunalizowanego niegdyś bezprawnie i bez odszkodowania mienia czerpią korzyści zarówno m.st. Warszawa, jak i Skarb Państwa. Obecnie możliwość restytucji mienia wynika jedynie z błędów popełnionych przy realizacji dekretu, nie zaś z woli ustawodawcy. Nierzadko postępowania trwają kilkadziesiąt lat, a sytuacja byłych właścicieli gruntów warszawskich jest bardzo zróżnicowana. Co do zasady, możliwość odzyskania nieruchomości mają jedynie nieliczni, którzy złożyli w drugiej połowie lat 40. wniosek dekretowy o przyznanie im na odebranym gruncie prawa wieczystej dzierżawy (własności czasowej) w nieprzekraczalnym, przepisanym przez dekret terminie sześciu miesięcy od dnia przejęcia nieruchomości we władanie. Pozostali często nie mają nic. To właśnie nad ich sytuacją powinien pochylić się ustawodawca, myśląc o reprywatyzacji.
Reklama
A tzw. mała ustawa reprywatyzacyjna, która właśnie czeka na ocenę przez Trybunału Konstytucyjnego, nie rozwiązałaby chociażby podstawowych reprywatyzacyjnych bolączek?
Mogłaby rozwiązać niektóre pojawiające się patologie, które rzucają cień na istotę reprywatyzacji. Mam tutaj na myśli choćby ograniczenie oszustw przy obrocie roszczeniami. Dziś bowiem sprzedaż roszczenia możliwa jest poprzez zwykłą formę pisemną. Nierzadko sprzedający wprowadzani są w błąd co do przedmiotu sprzedaży, w wyniku czego zbywają roszczenie warte miliony za kilka procent jego wartości. To jeden z elementów zjawiska dzikiej reprywatyzacji.

Reklama
W jaki sposób zaskarżona ustawa ten proceder miała wyeliminować?
Zakładała, że obrót roszczeniami dekretowymi może odbywać się jedynie w formie aktu notarialnego. W tym zakresie nowelizacja ustawy o gospodarce nieruchomościami nie została zresztą zakwestionowana przez prezydenta.
Co zatem wzbudziło jego zastrzeżenia? Jakimi przepisami zajmie się jutro trybunał?
Pochyli się przede wszystkim nad kwestią rozszerzenia przesłanek umożliwiających odmowę uwzględnienia wniosku dekretowego. W ocenie prezydenta ich wprowadzenie mogłoby bez odszkodowania odebrać roszczenia znacznej części dekretowców. Mowa tu chociażby o przesłance, która umożliwiałaby negatywne rozpoznanie wniosku w przypadku, gdy nieruchomość przeznaczona została na cel publiczny.
Gdzie kryje się zagrożenie?
Rada m.st. Warszawy mogłaby np. uchwalać mikroplany, wykorzystywane już wcześniej do utrudniania reprywatyzacji, i przeznaczać konkretne działki na cel publiczny. Pozwoliłoby to na bardzo łatwe rozgrywanie kwestii dekretowych i decydowanie, które nieruchomości zwracać, a które nie. Co więcej, prokurator generalny w stanowisku przesłanym do trybunału wskazał, że rozszerzenie przesłanek odmowy ustanowienia prawa użytkowania wieczystego jest niekonstytucyjne w zakresie, w jakim nie zawiera odrębnej podstawy do uzyskania odszkodowania po wydaniu takiej decyzji.
Zaskarżony został także przepis, który pozwalał zakończyć prowadzone postępowania dekretowe, gdy nie można odnaleźć byłego właściciela.
Zgadza się. Ustawa przewidywała możliwość umorzenia postępowania, jeżeli po ogłoszeniu i wezwaniu stron do udziału w nim te nie zgłoszą się w ciągu sześciu miesięcy. Znowu mielibyśmy więc do czynienia z lustrzanym odbiciem rozwiązania z dekretu warszawskiego, które sprowadzałoby się do tego, że osoba która przeoczy obwieszczenie czy po prostu nie przebywa dłuższy czas na terytorium Polski, mogłaby kolejny raz zostać pozbawiona swego mienia, tym razem roszczenia o ustanowienie prawa użytkowania wieczystego.
Co się stanie, gdy trybunał uzna, że przepisy jednak nie godzą w ustawę zasadniczą?
Maciej Górski, adwokat, Instytut Badań nad Prawem Nieruchomości / Dziennik Gazeta Prawna
Skutkiem takiego orzeczenia będzie na pewno zwiększenie zobowiązań miasta w przypadkach, gdy nastąpi odmowa ustanowienia prawa użytkowania w wyniku zastosowania nowych przesłanek. Mimo bowiem tego, że tzw. mała ustawa reprywatyzacyjna nie przewiduje odszkodowań w takich sytuacjach, niektórzy byli właściciele będą mogli skorzystać choćby z art. 215 ustawy o gospodarce nieruchomościami, który stanowi podstawę do wystąpienia z takowymi. W momencie, gdy rozszerzamy przesłanki do odmowy zwrotu nieruchomości, musimy się liczyć z tym, że zwiększa się wartość roszczeń odszkodowawczych. To broń obosieczna.
Załóżmy teraz, że ustawa reprywatyzacyjna zostanie zakwestionowana. Co wtedy? Przecież wniosek o zbadanie jej zgodności z konstytucją nie dotyczył całego aktu, tylko kilku przepisów.
Na to pytanie odpowiedzi należy szukać w ustawie zasadniczej. Zgodnie z nią prezydent odmawia podpisania ustawy, którą trybunał uznał za niezgodną z konstytucją. Jeżeli jednak niezgodność dotyczy poszczególnych przepisów, a trybunał nie orzeknie, że są one nierozerwalnie związane z całym aktem, prezydent ma dwa wyjścia: albo ustawę podpisać, albo zwrócić ją Sejmowi w celu usunięcia niezgodności.