W opinii ekspertów i samorządowców wprowadzenie zupełnie nowego narzędzia do lokalizowania farm wiatrowych może wywołać chaos. Z kolei oczekiwane przez gminy wydłużenie czasu na uchwalenie planów ogólnych uniemożliwi wydawanie WZ-ek.

Nowelizacja zaproponowana przez nową większość parlamentarną to nie tylko odejście od tzw. reguły 10H, czyli uzależnienia lokowania elektrowni wiatrowych od dziesięciokrotności ich wysokości, na rzecz badania emitowanego przez wiatraki hałasu (dziś minimalna odległość od zabudowań to 700 m, po zmianach mogłoby to być 300–400 m), ale również od zasady, że takie inwestycje mogą być realizowane tylko na podstawie miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego.

Posłowie chcą, aby było to możliwe na podstawie uchwały o ustaleniu lokalizacji inwestycji, niezależnie od istnienia planu miejscowego, studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego gminy lub planu ogólnego gminy (doprecyzowują również przepisy w zakresie powstawania takich inwestycji na podstawie zintegrowanego planu inwestycyjnego – ZPI).

– Owocem takiego działania byłby chaos. Dopiero co uchwalono 7 lipca 2023 r. zmianę ustawy o planowaniu przestrzennym, a już proponuje się odstępstwa od niej. Z jednej drogi lokalizowania elektrowni wiatrowych – czyli zmiany planu miejscowego, robi się kilka. A do pogodzenia są interesy mieszkańców, władz samorządowych i inwestora. Jesteśmy zwolennikami odejścia od zasady 10H i ustalenia minimalnej odległości na 500 m – komentuje Leszek Kuliński, wójt gminy Kobylnica i przewodniczący zarządu Stowarzyszenia Gmin Przyjaznych Energii Odnawialnej.

Plan swoje, uchwała swoje

Zgodnie z projektowanymi przepisami rada gminy nie będzie mogła podjąć nowej uchwały o ustaleniu lokalizacji inwestycji tylko w przypadku, jeśli plan miejscowy wprost zakazuje stawiania na danym terenie wiatraków albo został przeznaczony na budynki mieszkalne lub o funkcji mieszanej. Eksperci zgodnie twierdzą, że chociaż tego rodzaju zakazy zdarzają się w planach miejscowych, to jest to rzadka praktyka.

– Zapis ten będzie raczej dotyczył aktów planistycznych uchwalanych obecnie lub zmienianych. To może spowodować oczekiwania lokalnej społeczności co do wprowadzenia takiego zakazu w obowiązujących i nowych planach miejscowych, aby zablokować budowę wiatraków na podstawie specuchwały – ocenia Piotr Jarzyński, prawnik z Kancelarii Prawnej Jarzyński & Wspólnicy, ekspert Komitetu ds. Nieruchomości Krajowej Izby Gospodarczej.

Doktor Aleksandra Błaszczyńska-Śmigielska z kancelarii Jacek Kosiński Adwokaci i Radcowie Prawni przypomina, że w wielu planach miejscowych znajdują się zakazy lokalizowania instalacji OZE powyżej 100 kW, co jest pokłosiem sporu, czy stanowią one infrastrukturę techniczną służebną wobec istniejącej zabudowy (np. mieszkaniowej), czy stanowią samodzielną elektrownię.

Przedstawiciele większości parlamentarnej zapowiedzieli złożenie poprawek do nowelizacji, ale tylko w pewnym zakresie

– Nie wydaje się, by można było nowy przepis interpretować tak, że miejscowy plan musi zakazywać wyłącznie elektrowni wiatrowych. Jeśli zakazuje lokalizacji instalacji OZE, to znaczy, że dotyczy to też elektrowni wiatrowych – podkreśla ekspertka. Z chwilą wejścia w życie uchwała stanie się szczególną formą planu miejscowego. I tu dr Aleksandra Błaszczyńska-Śmigielska zwraca uwagę, że taki rodzaj uchwały to forma nieznana dotąd prawu – hybryda pomiędzy ZPI a uchwałą lokalizacji inwestycji mieszkaniowej. Z jednej strony ma moc planu miejscowego, a z drugiej nie musi być zgodna z już obowiązującym planem, studium czy planem ogólnym. – W pewnym sensie jest to zatem mnożenie bytów, które nie dodaje przejrzystości regulacji – ocenia prawniczka.

Nowelizacja przewiduje także uznanie farm wiatrowych o łącznej mocy zainstalowanej elektrycznej większej niż 1 MW za inwestycje celu publicznego w rozumieniu ustawy z 21 sierpnia 1997 r. o gospodarce nieruchomościami (t.j. Dz.U. z 2023 r. poz. 344 ze zm.). Rozpoczęło to dyskusję o lokalizowaniu inwestycji w drodze decyzji administracyjnej i o ewentualnych wywłaszczeniach. W zmienianym art. 3 ustawy wiatrakowej wskazuje się jednak na trzy możliwe formy: na podstawie planu miejscowego, zintegrowanego planu inwestycyjnego lub uchwały o ustaleniu lokalizacji inwestycji.

Duże wątpliwości co do wprowadzania nowej formy lokalizowania elektrowni mają również urbaniści. Według nich, choć samo przyjęcie uchwały będzie szybsze, to może przynieść branży i gminom więcej szkody niż pożytku.

– Uchwała znosi istniejące już plany miejscowe w zasadzie w przypadku każdej innej funkcji niż mieszkaniowa. A co z rozwiązaniami tych planów np. w zakresie obsługi zaprojektowanych w nich funkcji? Co ze stabilnością porządku prawnego w otoczeniu zakupionych już nieruchomości pod konkretny cel inwestycyjny w obrębie już funkcjonujących planów? Uchwała znosi nawet jeszcze nieistniejące ustalenia dla stref planistycznych w planach ogólnych gmin – podkreśla dr Łukasz Grzesiak, urbanista z Architektoniczno-Urbanistycznej Pracowni Projektowej „Romax”.

Podobnie nowe narzędzie ocenia Filip Sokołowski z firmy Urban Consulting, która wspiera rozwój projektów OZE. – Pomysł lokalizacji elektrowni wiatrowych na bazie uchwał przyjmowanych w 90 dni, bez szerokich konsultacji, bez uzgodnień i w oderwaniu od obowiązujących dokumentów planistycznych jest moim zdaniem pomysłem skazanym na porażkę. Z punktu widzenia systemu planowania przestrzennego (niedawno znowelizowanego) taka uchwała jest kolejnym specrozwiązaniem, które ten system demoluje – wskazuje ekspert.

Konsultacje do doprecyzowania

Nowelizacja nakazuje organowi zapewnienie udziału społeczeństwa w postępowaniu zarówno w przypadku podejmowania, jak i zmiany uchwały – m.in. poprzez podanie do publicznej wiadomości informacji o jego wszczęciu, wyznaczeniu 30-dniowego terminu na składanie uwag i wniosków czy organizacji spotkania otwartego. Wątpliwości budzi jednak zakres odwołania do rozbudowanych konsultacji obowiązujących obecnie w ustawie z 20 maja 2016 r. o inwestycjach w zakresie elektrowni wiatrowych (t.j. Dz.U. z 2021 r. poz. 724 ze zm., dalej: ustawa wiatrakowa). Wprawdzie odpowiednio mają być stosowane art. 6b–6d ustawy wiatrakowej (m.in. zasięgnięcie opinii włodarzy pobliskich gmin) – również w przypadku inwestycji realizowanych w ramach ZPI – jednak pomija się art. 6e–6f. Zobowiązują one gminę do organizacji przynajmniej dwóch spotkań otwartych – jednego bezpośredniego i jednego w formule zdalnej – z udziałem: wójta, burmistrza albo prezydenta miasta, jego zastępcy lub sekretarza gminy, przedstawiciela gminnej komisji urbanistyczno-architektonicznej oraz inwestora. Na cały proces konsultacji przepisy te przewidują przynajmniej 60 dni i nie więcej niż 90 dni – a więc tyle czasu, ile procedowana nowelizacja daje radzie gminy na przyjęcie uchwały od dnia złożenia wniosku przez inwestora (termin może być wydłużony maksymalnie o 60 dni).

Od 2026 r. bez WZ-ek?

W poselskim projekcie znalazło się również przedłużenie obowiązywania studiów uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego z 31 grudnia 2025 r. na 31 grudnia 2027 r. Tym samym gminy – o co wielokrotnie apelowali lokalni włodarze – będą miały dodatkowe dwa lata na uchwalenie planów ogólnych. Taka zmiana będzie jednak wymagać pochylenia się nad źródłem finansowania tego zadania. Krajowy Plan Odbudowy i Zwiększania Odporności zapewnia środki na ten cel, ale pod warunkiem uchwalenia nowych dokumentów planistycznych w gminach do końca 2025 r. Przedstawiciele nowej większości zapowiadali już renegocjacje tych zapisów (pisaliśmy o tym m.in. w artykule „Najpierw «ustawa czyszcząca», później zmiany w finansowaniu”, DGP nr 211/2023).

Na istotny problem ze zmianą terminu zwraca uwagę Joanna Maj z kancelarii SWK Legal. Zgodnie z art. 59 ust. 3 ustawy z 7 lipca 2023 r. o zmianie ustawy o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym oraz niektórych innych ustaw (Dz.U. z 2023 r. poz. 1688) od 1 stycznia 2026 r. ustalenie lokalizacji inwestycji celu publicznego lub wydanie decyzji o warunkach zabudowy na wniosek złożony od 1 stycznia 2026 r. będzie możliwe tylko, jeśli w danej gminie wszedł w życie plan ogólny.

– Patrząc na proponowane w projekcie zmiany, nie sposób nie zauważyć, że brak planów ogólnych do końca 2027 r. to brak decyzji WZ od 1 stycznia 2026 r. do końca 2027 r. Trzeba liczyć, że posłowie zreflektują się i – zanim uchwalą ustawę – wprowadzą stosowną zmianę do wspomnianego art. 59 ust. 3. A najlepiej, żeby reformę reformy planowania odłożyć na później i uchwalić w standardowej procedurze, z konsultacjami publicznymi – podsumowuje ekspertka.

Jak na razie przedstawiciele większości parlamentarnej zapowiedzieli złożenie poprawek do nowelizacji, ale dotyczące maksymalnej odległości wiatraków od zabudowy oraz doprecyzowania braku możliwości wywłaszczania pod budowę elektrowni wiatrowych.©℗

Udział elektrowni wiatrowych w produkcji prądu w Polsce / Dziennik Gazeta Prawna - wydanie cyfrowe