Podniesienie kwoty wolnej od podatku z 3 do 8 tys. zł to dla rządu po pierwsze realizacja przedwyborczej obietnicy, a po drugie – konieczność dostosowania się do wyroku Trybunału Konstytucyjnego (rozstrzygnięcie zapadło, zanim PiS zaczął bojkotować orzeczenia TK).

Bez terapii szokowej

Dla samorządów ta sprawa to przede wszystkim ogromne ryzyko finansowe grożące zapaścią lokalnych budżetów. Jak na naszą prośbę wyliczyła Warszawa, zwiększenie kwoty wolnej do 8 tys. zł spowodowałoby w 2017 r. obniżenie dochodów z PIT o ok. 20 proc. we wszystkich samorządach, i to już od pierwszego miesiąca obowiązywania kwoty wolnej w nowej wysokości. – W przypadku stolicy spowodowałoby to ubytek ok. 850 mln zł w pierwszym roku funkcjonowania tych zmian – podlicza Magdalena Jadziewicz-Kasak ze stołecznego ratusza.

Podobne obawy ma Toruń, który z kolei wyliczył, że jednorazowa podwyżka spowoduje obniżenie nadwyżki bieżącej – liczonej jako różnica pomiędzy dochodami bieżącymi a wydatkami bieżącymi – średnio o ok. 40–60 proc. – Czyli miasta będą miały o ok. 40–60 proc. środków mniej niż dotychczas na obsługę zadłużenia – zwraca uwagę skarbniczka miasta Magdalena Flisykowska-Kacprowicz.

Na szczęście na terapię szokową się nie zanosi. Ministerstwo Finansów (MF) zamierza przeprowadzić reformę na raty. – W opinii resortu optymalnym rozwiązaniem jest wzrost kwoty wolnej w 2–3 krokach. Szczegółowe koncepcje wzrostu kwoty wolnej, a taki będzie następował, są analizowane – deklaruje Ministerstwo Finansów.

Zagrożona dynamika

Nowa propozycja rządu jest dla samorządów bardziej akceptowalna. – W pierwszym roku ubytek dochodów Lublina z tego tytułu wyniósłby ok. 15,7 mln zł, czyli byłby znacznie niższy niż 78,4 mln zł, które miasto utraciłoby, gdyby ulga została podniesiona jednorazowo – przyznaje Beata Krzyżanowska, rzeczniczka prezydenta Lublina.

Jednak większość jednostek wykazuje dużo mniejszy optymizm, słysząc zapowiedzi resortu finansów o stopniowym powiększaniu kwoty wolnej. – Wszystko musi się sprowadzć do konkretu, do zapewnienia samorządom dotychczasowej dynamiki dochodów w celu realizacji zadań własnych i zleconych – uważa Piotr Tomaszewski, skarbnik Bydgoszczy. Wtóruje mu Magdalena Flisykowska-Kacprowicz z Torunia. – Jeśli nie będzie to związane z rekompensatą ubytku w samorządowych dochodach, to pytanie: „co lepsze – jednorazowy wzrost, czy stopniowy”, porównać można do pytania: „czy lepiej popaść w ubóstwo nagle, czy stopniowo?” – stwierdza.

Przekaz ze strony samorządów jest prosty – rząd ma obowiązek zrekompensować im skutki wyższej kwoty wolnej, a najlepszym sposobem będzie zwiększenie ich udziałów we wpływach z PIT. Lokalne władze wyliczyły już nawet, jak duży powinien być ten wzrost. Mowa o 9,18 pkt proc., tj. z obecnych 49,64 proc. do 58,82 proc. (szczegóły na infografice).

Liczcie na reformy

MF jednak nie chce przystać na taki scenariusz. Stoi na stanowisku, że tzw. dobra zmiana rządu Beaty Szydło z czasem przyczyni się, przynajmniej w pośredni sposób, do powiększenia dochodów samorządów (chodzi m.in. o efekty programu „Rodzina 500 Plus” czy uszczelnianie systemu podatkowego). – W najbliższym czasie planowane jest przeprowadzenie wielu reform, między innymi w sferze gospodarczej i społecznej, które będą sprzyjać rozwojowi gospodarczemu, wzrostowi zatrudnienia i wzrostowi płac, co będzie miało pozytywny wpływ na dochody społeczeństwa, a tym samym również na samorządy. Wdrożenie programów rządowych będzie więc sprzyjać zwiększaniu bazy podatkowej, na czym skorzystają także samorządy. Ewentualne zmiany źródeł dochodów samorządów muszą być rozpatrywane w kontekście wszystkich wprowadzanych zmian i reform – wyjaśnia nam Ministerstwo Finansów.

Samorządy odbijają piłeczkę. – Jeżeli zapowiadane reformy przyniosłyby zakładane pozytywne skutki, można byłoby zweryfikować udział samorządów w PIT i dokonać ewentualnych korekt – odpowiada Beata Krzyżanowska z Lublina.

Gminom nie brakuje też innych propozycji, skoro zwiększenie udziałów w PIT budzi sprzeciw rządu. Lublin wskazuje, że alternatywnie można byłoby wprowadzić mechanizm pomostowy zapewniający utrzymanie dochodów z PIT. – Zakładałby on gwarantowaną kwotę dochodów z PIT na poziomie nominalnym np. z 2016 roku z wariantem korekty o poziom inflacji w przypadku jej wystąpienia. Źródłem finansowania byłaby rezerwa celowa w budżecie państwa z przeznaczeniem na wypłaty samorządom kwoty rekompensującej ubytek dochodów – wyjaśnia Beata Krzyżanowska.

Inne propozycje samorządów to choćby wprowadzenie nowego źródła dochodu, np. udziału lokalnych władz we wpływach z VAT, wprowadzenie tzw. PIT-u komunalnego (lokalnego, „odpornego” na ulgi wprowadzane na poziomie ustawowym) lub rezygnacja państwa z odgórnego regulowania maksymalnych stawek podatków lokalnych i danie wolnej ręki w tym zakresie samorządowcom. Niektóre gminy zadowoliłyby się też zwiększeniem puli pieniędzy, jaką dostają od rządu na realizację zadań.