Na problem zwróciła uwagę gmina Kotla. Jej mieszkańcy są zadłużeni z tytułu opłat za odbiór i zagospodarowanie odpadów. A od 1 lipca 2015 r. płacą jeszcze więcej. Stawka za mieszkańca wzrosła z 9 zł do 13,50 zł. Dla całej gminy koszt wywozu śmieci wzrósł z 32 tys. zł miesięcznie do 59 tys. – W całym kraju jest taka sytuacja. To efekt braku współzawodnictwa na rynku usług związanych z odbiorem i zagospodarowaniem odpadów komunalnych – mówi Małgorzata Sekuła-Szmajdzińska, poseł SLD.

Dyktowanie cen

Dlaczego tak się dzieje? Ustawa z 13 września 1996 r. o utrzymaniu czystości i porządku w gminach (t.j. Dz.U. z 2013 r. poz. 1399 ze zm.) zobowiązała je do wyboru firm zajmujących się odbiorem, transportem i zagospodarowaniem odpadów. Ale w przetargu mogą startować jedynie te, które mają regionalną instalację przetwarzania odpadów komunalnych (RIPOK) na danym terenie. To z kolei wynika z ustawy z 14 grudnia 2012 r. o odpadach (t.j. Dz.U. z 2013 r. poz. 21 ze zm.).

– Wyznaczone zostały strefy, poza które nie mogą wyjeżdżać śmieci komunalne. Chodziło o to, aby były wywożone do jak najbliższych instalacji. W efekcie ta firma, która ma RIPOK w danym regionie, dyktuje ceny i monopolizuje rynek – wyjaśnia Łukasz Horbatowski, wójt gminy Kotla.

Niekorzystne dla jego gminy jest usytuowanie przy granicy z innym województwem. Mimo to nie ma możliwości swobody w wyborze RIPOK-ów korzystniejszych cenowo. Efekt? Opłaty ustalone w wyniku przetargu na odbiór i zagospodarowanie odpadów komunalnych na lata 2015–2019 są rażąco zawyżone. Zagospodarowanie 1 tony odpadów realnie kosztuje ok. 300 zł, a firma odbierająca ustaliła koszt na 500 zł.

Podobny problem mają m.in. gminy Głogów czy Żukowice.

– Istnieje zatem potrzeba zmiany przepisów w zakresie swobodnego wyboru RIPOK-u, do którego będą oddawane odpady komunalne z danego terenu. Zmiana powinna wpłynąć na obniżenie kosztów usługi wywozu i zagospodarowania odpadów komunalnych, a ponadto pozwoli firmom z innych województw stawać do przetargów. Zwiększy to konkurencyjność w przetargach i wymusi obniżenie ceny za usługę odbioru i zagospodarowania odpadów do realnej wartości – uważa Łukasz Horbatowski.

Potrzebne negocjacje

Sprawę zna Ministerstwo Środowiska, ale przepisów nie zamierza zmieniać. „Nie jest planowana zmiana mająca na celu dopuszczenie do wyboru regionalnej instalacji znajdującej się poza regionem dla zagospodarowania zmieszanych odpadów komunalnych oraz odpadów zielonych” – czytamy w piśmie resortu.

Zdaniem ekspertów jest to obecnie wręcz niemożliwe. – W umowie partnerstwa pomiędzy Polską a Unią Europejską dotyczącej programowania perspektywy finansowej na lata 2014–2020 rząd zadeklarował, że zmieszane odpady komunalne będą przetwarzane w instalacjach regionalnych w ramach regionów wyznaczonych w wojewódzkich planach gospodarki odpadami, zaś od stycznia 2016 r. w kraju istnieć będzie 88 regionów gospodarki odpadami (w 2012 r. było ich 89). Oznacza to, że obowiązujący sposób organizacji systemu gospodarowania odpadami został usankcjonowany także w sposób prawnomiędzynarodowy i jego potencjalna zmiana będzie możliwa po przeprowadzeniu ponownych negocjacji z Komisją Europejską – wyjaśnia Tomasz Styś, ekspert Instytutu Sobieskiego.

Maksymalne stawki opłat za śmieci segregowane

Maksymalne stawki opłat za śmieci segregowane

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Resort środowiska dostrzega jednak problem monopolizowania rynku. Zwrócił się do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów o podjęcie ewentualnych działań w tym zakresie.

Ten sprawą zajmuje się już od dłuższego czasu. I jeszcze zanim zaczął obowiązywać nowy system gospodarowania odpadami komunalnymi, prognozował, że czeka nas monopol. – Funkcjonowanie w jakimś regionie gospodarki odpadami tylko jednej instalacji do przetwarzania odpadów komunalnych jest konsekwencją zmian prawnych. Z zainteresowaniem będę obserwował ewentualne działania UOKiK w stosunku do podmiotów gospodarczych, które znalazły się w sytuacji quasi-monopolu w wyniku decyzji organów państwa – wskazuje Tomasz Styś.