Projekt ustawy o aktywności zawodowej utknął na etapie uzgodnień w Radzie Ministrów. Maleją więc szanse, że Sejm zdąży go uchwalić przed końcem kadencji.

Od 1 stycznia 2024 r. mają wejść w życie zmiany w funkcjonowaniu powiatowych urzędów pracy (PUP) oraz prowadzonych przez nie działań wobec osób bezrobotnych. Taki termin przewiduje projekt ustawy o aktywności zawodowej. Problem w tym, że może on nie zostać dotrzymany, a reforma może w ogóle nie ruszyć, bo do tej pory projekt nie został przyjęty przez rząd i nie skierowano go do Sejmu. Tymczasem wkrótce kończy się kadencja parlamentu i jeśli ustawa nie zostanie przyjęta, prace nad nowymi przepisami będzie trzeba zaczynać od nowa.

Wyścig z czasem

Przygotowany przez Ministerstwo Rodziny i Polityki Społecznej projekt ustawy o aktywności zawodowej zakłada kompleksową modernizację publicznych służb zatrudnienia oraz wprowadza regulacje, które mają lepiej odpowiadać na potrzeby gospodarki i rynku pracy. Jedną z najważniejszych zmian, jakie znalazły się w projekcie, jest oddzielenie statusu osoby bezrobotnej od ubezpieczenia zdrowotnego. Teraz jest bowiem tak, że znaczna część osób, które rejestrują się w PUP, robi to tylko po to, aby mieć uprawnienie do bezpłatnego leczenia (w 2022 r. ich odsetek sięgał 37 proc.). To zaś skutkuje zniekształceniem statystyk dotyczących faktycznej liczby osób bezrobotnych i powoduje, że pracownicy urzędów pracy nie mogą skoncentrować się na swoim podstawowym zadaniu, czyli pomaganiu pracodawcom i osobom, które rzeczywiście szukają zatrudnienia. Dlatego projekt zakłada, że przyznawaniem ubezpieczenia zdrowotnego będzie zajmował się ZUS.

Przygotowany przez Ministerstwo Rodziny i Polityki Społecznej projekt ustawy o aktywności zawodowej zakłada kompleksową modernizację publicznych służb zatrudnienia oraz wprowadza regulacje, które mają lepiej odpowiadać na potrzeby gospodarki i rynku pracy.

Nowe przepisy przewidują też rezygnację z niektórych form aktywizacji zawartych w obecnie obowiązującej ustawie z 20 kwietnia 2004 r. o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy (t.j. Dz.U. z 2023 r. poz. 735), które nie cieszyły się zainteresowaniem zarówno osób bezrobotnych, jak i pracodawców, oraz wprowadzenie nowych. Ponadto projekt ustawy znosi powiązanie osoby bezrobotnej z urzędem pracy właściwym ze względu na miejsce zameldowania, upraszcza system zasiłków dla osób, które straciły zatrudnienie, rozszerza dostęp do finansowania różnych form kształcenia ustawicznego oraz Krajowego Funduszu Szkoleniowego, a także rozwijanie centralnej bazy ofert pracy.

Chociaż jak zapowiadał w wywiadzie dla DGP Stanisław Szwed, wiceminister rodziny i polityki społecznej („Nowa ustawa ułatwi bezrobotnym korzystanie z usług urzędów” nr 35/2023), przyjęcie projektu przez rząd miało nastąpić w marcu lub kwietniu, to tak się nie stało. MRiPS pytane przez nas, na jakim etapie są teraz prace nad ustawą, wskazało jedynie, że obecnie zajmuje się nim Stały Komitet Rady Ministrów. To zaś stawia pod znakiem zapytania dalsze losy projektu, bo oprócz zaczynającego się dziś posiedzenia Sejmu w harmonogramie jego prac są zaplanowane jeszcze tylko dwa lipcowe posiedzenia przed jesiennymi wyborami. Jeżeli więc nawet w najbliższym czasie projekt zostanie zatwierdzony przez rząd i trafi do posłów, to zostaje jeszcze Senat, który może do ustawy zgłosić poprawki. W rezultacie przed końcem kadencji może nie starczyć czasu na przeprowadzenie pełnego procesu legislacyjnego i zgodnie z zasadą dyskontynuacji reforma trafi do kosza.

Drugie podejście

Zdaniem Małgorzaty Stafijowskiej, dyrektor PUP w Ostrowcu Świętokrzyskim i przewodniczącej Ogólnopolskiego Forum Dyrektorów PUP, taki scenariusz wydaje się realny, natomiast byłby niekorzystny dla publicznych służb zatrudnienia.

– Ustawa o promocji zatrudnienia ma już prawie 20 lat, a zawarte w niej rozwiązania nie są adekwatne do obecnej sytuacji na rynku pracy. Co więcej, w tym czasie była już ponad 100 razy nowelizowana i stała się przez to mało przejrzysta i skomplikowana w bieżącym stosowaniu. Dlatego potrzebujemy nowej ustawy i na nią czekamy – podkreśla.

Dodaje przy tym, że same urzędy pracy mocno zaangażowały się w proces konsultacji nad projektem i przekazywały resortowi rodziny swoje propozycje zmian oparte na ich praktycznych doświadczeniach.

– Gdyby ustawy nie udało się uchwalić, szczególnie szkoda byłoby właśnie wspomnianych przepisów o przeniesieniu ubezpieczenia zdrowotnego do ZUS, bo to oznacza, że przez najbliższe lata pracownicy wciąż będą borykać się z problemem osób notorycznie odmawiających podjęcia jakiejkolwiek propozycji pracy z tego powodu, że zależy im wyłącznie na objęciu bezpłatnym leczeniem – podkreśla Grzegorz Wolff, zastępca dyrektora UP w Warszawie.

Rozczarowani dotychczasowym tempem prac nad projektem są również pracodawcy.

– Zarówno ustawa o aktywności zawodowej, jak i druga opracowana przez MRiPS ustawa, dotycząca zatrudniania cudzoziemców, są kluczowe dla rynku pracy i wyzwań stojących przed firmami. Wygląda jednak na to, że ani jedna, ani druga nie doczeka się uchwalenia przed końcem tej kadencji – wskazuje Nadia Kurtieva, ekspert Konfederacji Lewiatan.

Również Wioletta Żukowska z Federacji Przedsiębiorców Polskich podkreśla, że ustawa reformująca instytucje rynku pracy zawiera zmiany idące w dobrym kierunku, a wiele uwag zgłaszanych do niej przez partnerów społecznych zostało przez resort uwzględnionych. Jednocześnie przypomina, że jest to już drugie podejście do uchwalenia nowej ustawy. Pierwsze miało miejsce w poprzedniej kadencji rządów PiS, kiedy powstał projekt ustawy o rynku pracy, ale utknął na etapie konsultacji i ostatecznie nie został uchwalony. Teraz może stać się podobnie.

– Gdyby faktycznie w tym parlamencie nie udało się przyjąć ustawy, to byłoby dobrze, aby kolejny rząd nie zaczynał pracy nad nowym projektem od zera, tylko wykorzystał przynajmniej częściowo wypracowane rozwiązania – dodaje.©℗

Przeciwdziałanie bezrobociu / Dziennik Gazeta Prawna - wydanie cyfrowe