Wydany 26 października 1945 roku przez Krajową Radę Narodową obowiązuje do dziś. Mowa o dekrecie Bieruta, który posłużył do odebrania warszawiakom 12 tys. ha gruntów, na które składało się ponad 40 tys. hipotecznych działek
Całość mienia odebranego dekretem o własności i użytkowaniu gruntów na obszarze m.st. Warszawy obecne władze stolicy szacują na ok. 40 mld zł. Na mocy tego aktu na własność stołecznego samorządu przeszły bowiem wszystkie grunty w przedwojennych granicach miasta, a także ok. 25,4 tys. kamienic stojących w centralnych dzielnicach stolicy. Skomunalizowane nieruchomości w 1959 r. został znacjonalizowane, władze PRL bowiem zlikwidowały samorząd terytorialny.
Reklama

Szczytny cel

Reklama
Uchwalone przepisy miały ułatwić odbudowę stolicy. Przy czym przedstawiciele obecnie działającego Stowarzyszenia „Dekretowiec” zwracają uwagę, że duża część nieruchomości została przejęta bezzasadnie, bo wcale nie służyły rozbudowie. – Warszawa w przedwojennych granicach była zniszczona w 48 proc. – tłumaczy wiceprezes stowarzyszenia mecenas Ryszard Grzesiuła. – Co więcej, niektóre nieruchomości do dzisiaj są w takim stanie, w jakim zostały przejęte – podkreśla.

A ludzie czekają...

Dekret zakładał, że nieruchomości niewykorzystane zgodnie z celami w nim określonymi zostaną zwrócone właścicielom w naturze. Pozostali mieli otrzymać odszkodowanie w papierach miejskich, do czego oczywiście nie doszło. Przy czym w latach 50. było kilkadziesiąt przypadków zwrotu nieruchomości. – Potem je wstrzymano właściwie do lat 90. – mówi dyrektor Biura Gospodarki Nieruchomościami m.st. Warszawa Marcin Bajko.
Byli właściciele także dziś składają wnioski do urzędu miasta o zwrot odebranych im gruntów i budynków. A ponieważ do tej pory nie została uchwalona ustawa reprywatyzacyjna, zwrot odbywa się na podstawie... dekretu Bieruta.
To nie jest jednak proste. Powód? Z tego rozwiązania mogą skorzystać tylko byli właściciele, którzy w ciągu sześciu miesięcy od dnia objęcia działek w posiadanie przez gminę – a więc w 1946 r. – złożyli wnioski o przyznanie im „prawa wieczystej dzierżawy z czynszem symbolicznym lub prawa zabudowy za symboliczną opłatą”. Tymczasem wiele osób nie dopełniło tego warunku. Niektórzy nie wiedzieli o takiej możliwości, inni znajdowali się w więzieniach lub jeszcze nie zdążyli wrócić po wojnie do Polski lub Warszawy. W efekcie większość wniosków nie może być pozytywnie rozpatrzona. Aby to zmienić, Stowarzyszenie „Dekretowiec” 14 listopada ub.r. skierowało do prezydenta RP Bronisława Komorowskiego projekt nowelizacji ustawy o gospodarce nieruchomościami. Zakłada on zwrot wszystkich działek i budynków przejętych z naruszeniem dekretu, a wobec których nie zaszły nieodwracalne skutki prawne. Mecenas Grzesiuła podkreślił, że projekt jest zgodny z konstytucją i nie obciąża ani budżetu państwa, ani miasta. Nie narusza też praw nabywców wywłaszczonych nieruchomości.

Dwa pomysły

Swoje koncepcje tzw. warszawskiej reprywatyzacji przygotowali także stołeczni posłowie PO oraz ratusz. Parlamentarzyści zaproponowali nowelizację ustawy o gospodarce nieruchomościami, która umożliwiłaby zwrot w naturze, o ile właściciele w terminie złożyli wnioski dekretowe, a działki mają obecnie takie same obrysy jak przed wojną. – To pretekst do nieoddawania nieruchomości – mówi mecenas Grzesiuła. Podkreśla, że propozycja parlamentarzystów może skutkować tym, że ze zwrotu zostanie wyeliminowanych prawie 90 proc. odebranych nieruchomości. – Ale projekt ma negatywną opinię NSA, bo narusza konstytucję i prawo własności jeszcze z 1934 r. Zakładało ono możliwość wywłaszczenia gruntu tylko na cel publiczny. Tymczasem nowelizacja podaje wiele przyczyn, dla których można odmówić zwrotu. Choć brzmi to paradoksalnie, w tej sytuacji już lepiej zostawić dekret, przy czym należy go zmodyfikować. Choćby umożliwić złożenie tzw. wniosku dekretowego, jeśli ktoś tego nie zrobił w 1946 r. – dodaje Grzesiuła.
Z kolei projekt nowelizacji ustawy o gospodarce nieruchomościami przygotowany przez stołeczny ratusz przyznaje Skarbowi Państwa lub Warszawie prawo pierwokupu nieruchomości objętych roszczeniami, w tym także tych, które już zostały zwrócone. Przy czym były właściciel nie mógłby liczyć na przyznanie mu prawa użytkowania wieczystego do nieruchomości, jeśli stojący na niej budynek został odbudowany w 60 proc. ze środków publicznych. Projekt po przyjęciu przez Senat trafił już do Sejmu. – Byłby to dekret Bieruta bis – oburza się mecenas Grzesiuła.

Wyważyć interes

prof. Lech Królikowski varsavianista, samorządowiec

Moim zdaniem zwrot nieruchomości, na których stoją obecnie chociażby szkoły czy przedszkola, jest niemożliwy, podobnie jak wypłacenie 100-proc. rekompensaty ich właścicielom. Tu warto przypomnieć okres międzywojenny, kiedy za majątki zabrane np. przez carskich zaborców zwracano tylko część wartości nieruchomości, jeśli była ona przeznaczana na cele społeczne. Państwo powinno jak najszybciej znaleźć metodę na rozwiązanie problemu warszawskich gruntów, gdyż dochodzi do wielu nieprawidłowości. Mamy kuriozalne przykłady, kiedy np. nieruchomość odzyskuje 130-latek albo okazuje się, że właściciel sprzedał grunt w 1947 r., mimo że był on objęty dekretem. Takie przykłady można mnożyć w nieskończoność.

Problem dla inwestorów

Józef Forystek, mecenas

Warszawa została potraktowana w szczególny sposób. To jedyne miasto, którego mieszkańcom masowo odbierano nieruchomości. Ale co ważne, na początku nie była to nacjonalizacja, a jedynie przejęcie terenów w rejonie przedwojennej Warszawy. Niestety obiegowe hasło wśród warszawiaków „Bierut wiecznie żywy” wciąż jest aktualne. Do tej pory wiele nieruchomości ma nieuregulowany status, dotyczy to przede wszystkim tych, które są zlokalizowane na terenie Śródmieścia, Mokotowa czy Żoliborza. Jest to olbrzymi problem także dla inwestorów, którzy chcą budować w stolicy. Zawsze muszą się liczyć z ryzykiem, że trafią na grunt z roszczeniami.