Od 2021 r. do poziomów recyklingu nie wlicza się wszystkiego, co wjechało do zakładu przetwarzania na tzw. bramie, ale to, co rzeczywiście zostało do recyklingu lub ponownego użycia przekazane. A odpady zielone i resztki kuchenne stanowią największy wagowo odsetek śmieci selektywnie odbieranych od mieszkańców. I żeby uznać taki kompost za recykling, musi być on wytworzony w instalacji, która ma swoisty certyfikat, czyli pozwolenie ministra rolnictwa na wprowadzenie do obrotu nawozu organicznego lub organicznego środka poprawiającego właściwości gleby. - Wciąż stosunkowo niewiele instalacji przetwarzających odpady komunalne posiada do tego stosowne uprawnienia . Jeszcze mniej ma odpowiednią wydajność i zapas, żeby przyjmować odpady bio z innych gmin - mówi dr Jacek Pietrzyk z firmy Deloitte. Nie ma wątpliwości, że bez rozwiązania kwestii przetwarzania odpadów ogrodowych i kuchennych nie da się właściwych poziomów recyklingu osiągnąć.
Tymczasem stanowisko resortu środowiska jest jasne. „Kompost wytworzony w wyniku przetworzenia odpadów do czasu uzyskania pozwolenia ministra właściwego do spraw rolnictwa na wprowadzenie do obrotu nawozu lub środka poprawiającego właściwości gleby pozostaje odpadem i podlega pod przepisy ustawy z 14 grudnia 2012 r. o odpadach” - czytamy w odpowiedzi udzielonej na pytanie DGP. [wyjaśnienia, s. D2] Dlatego też urzędy marszałkowskie nie uwzględniają do poziomu recyklingu tych zielonych resztek, które wprawdzie znalazły się na pryzmie kompostowej, ale w zakładzie, który nie uzyskał certyfikatu albo który nie spełnia wymogów obowiązujących dla tego rodzaju polepszaczy gleby. Przekonało się już o tym jedno z dużych miast, gdy miejscowy urząd marszałkowski uznał, że ich kompost nie spełnia ustawowych wymogów. Zaliczyć można do recyklingu natomiast to, co mieszkańcy przetworzyli w przydomowych kompostownikach (które nie są certyfikowane), ale i z tym są kłopoty, o czym w dalszej części tekstu.