Liczba osób przekraczających granicę RP na przejściach granicznych z Ukrainą rośnie o kilkadziesiąt tysięcy dziennie. Zapewnienie im dachu nad głową i zabezpieczenie podstawowych potrzeb to podstawa, by w ogóle mogli zmierzyć się z przyszłością. Egzamin z gościnności i natychmiastowej pomocy Polacy zdają znakomicie: przygraniczne punkty recepcyjne, organizacje pozarządowe i rzesze wolontariuszy błyskawicznie mobilizujący najpotrzebniejsze wsparcie oraz biznes, przekazujący pieniądze, miejsca hotelowe, transport i towary pierwszej potrzeby. Wreszcie ogromna liczba osób prywatnych, które w odruchu serca zgłaszają pomoc w zakwaterowaniu. Ale trzeba zadać sobie pytanie, co dalej? Wszyscy chyba zdajemy już sobie sprawę, że czeka nas długi maraton, a nie krótki egzamin sprawnościowy.
Samorządy nie mają obecnie możliwości szerokiego finansowania kosztów przyjęcia tak dużej liczby uchodźców, jakby chciały. Choć oczywiście intensywnie wspierają Ukraińców w potrzebie. Informują o obiektach na swoim terenie, wytypowanych i przygotowanych do tymczasowego rozlokowania potrzebujących schronienia, włączają się w informowanie o noclegach w miejscach prywatnych. Co jeszcze mogą zrobić?