Tak jak przy poprzednich próbach uregulowania wysokości opłat śmieciowych w Warszawie (od gospodarstwa domowego, od zużycia wody), także teraz po uchwaleniu nowych zasad, czyli naliczania stawek dla gospodarstw domowych w zależności od metrażu mieszkania, odzywają się głosy niezadowolonych mieszkańców. Kto zyska, a kto straci na takim rozwiązaniu?
Przy okazji zmiany metody naliczania opłaty śmieciowej w każdej gminie uwypuklane są zwłaszcza jej wady, zwykle na skrajnych przykładach. Pojawiają się więc opisy sytuacji życiowej staruszki, która po śmierci męża mieszka sama, czy rodziny mieszkającej w domku jednorodzinnym z dużym ogrodem, która zużywa spore ilości wody, czy punktowana jest niesprawiedliwość metody zrównującej opłaty dla gospodarstwa jednoosobowego i pięcioosobowego. Specyfika każdej gminy jest inna i dobiera ona metodę, która pozwoli w sposób jak najbardziej sprawiedliwy obciążyć mieszkańców, a jednocześnie zapewnić wpływy na pokrycie kosztów systemu. Przy czym gmina ma ograniczone możliwości wyboru metody naliczania opłaty. Nie może tego robić np. w zależności od ilości wytworzonych przez mieszkańca odpadów.