Ustawa jest odpowiedzią rządu na wezwanie KE do usunięcia przepisów, które nie zapewniają odpowiedniej ochrony siedlisk leśnych oraz gatunków roślin i zwierząt, zgodnie z wymogami tzw. dyrektyw ptasiej oraz siedliskowej (dyrektywy Rady 92/43/EWG z 21 maja 1992 r. w sprawie ochrony siedlisk przyrodniczych oraz dzikiej fauny i flory oraz dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady 2009/147/WE z 30 listopada 2009 r. w sprawie ochrony dzikiego ptactwa).
Chodzi m.in. o art. 14b ust. 3 ustawy z 28 września 1991 r. o lasach (Dz.U. z 2021 r. poz. 1275 ze zm.), zgodnie z którym prowadzenie gospodarki leśnej zgodnie z wymaganiami dobrej praktyki nie narusza przepisów o ochronie poszczególnych zasobów, tworów i składników przyrody. - W 2016 r. wprowadzono przepis, który zakładał z góry, że przestrzeganie ogólnie sformułowanych „dobrych praktyk” zapewni bezpieczeństwo gatunkom chronionym i ich miejscom rozrodu. W praktyce jednak zwalniał prowadzących gospodarkę leśną z odpowiedzialności w sytuacji, gdy jakiś gatunek ucierpiał, ale prace były prowadzone zgodnie z „dobrymi praktykami” - tłumaczy Agata Szafraniuk z Fundacji ClientEarth Prawnicy dla Ziemi.
Tak ogólne i szerokie wyłączenie organy unijne uznały za niezgodne z prawem. Przypomnijmy, KE wezwała do usunięcia tego uchybienia już w lipcu 2018 r., a w grudniu 2020 r. ze względu na brak podjęcia działań naprawczych skierowała przeciwko Polsce skargę do TSUE. W przyjętej nowelizacji niefortunny przepis zostaje uchylony.
Reklama
Krok do przodu, dwa kroki w tył

Reklama
Eksperci podkreślają, że jest to właściwy krok. Zwracają jednak uwagę, że ta sama nowelizacja wprowadza podobny zapis - tym razem w ustawie z 16 kwietnia 2004 r. o ochronie przyrody (Dz.U. z 2021 r. poz. 1098 ze zm.). Zgodnie z nim minister środowiska wydaje w drodze rozporządzenia wymagania dobrej praktyki w zakresie gospodarki leśnej, które z jednej strony mają zapobiegać m.in. chwytaniu, zabijaniu czy płoszeniu gatunków objętych ochroną na gruncie prawa unijnego, z drugiej - spełniać wymogi gospodarcze, społeczne i kulturowe gospodarki leśnej. Zaś właściciel lasu - czyli w tym przypadku głównie Lasy Państwowe - będzie zobowiązany do jego stosowania.
- Przepis jest ogólny, nie wiadomo również, po co te „dobre praktyki” tam w ogóle są, bowiem ustawa o ochronie przyrody w żadnym innym miejscu się do nich nie odnosi - wskazuje Bartosz Kwiatkowski z Fundacji Frank Bolt. Zwraca również uwagę, że na podstawie lektury uzasadnienia oraz oceny skutków regulacji można wywnioskować, że pomimo deklaracji wycofania się z odstępstw od ochrony gatunkowej, w praktyce wprowadzenie katalogu „dobrych praktyk” będzie temu służyć, tylko w innym trybie. - Mamy obawy, że Lasy Państwowe będą się powoływać na owe „dobre praktyki”, twierdząc, że nie naruszają przepisów wynikających z ustawy o ochronie przyrody w postępowaniach w sprawie wniosków o odstępstwa od ochrony gatunkowej, kierowanych do regionalnych dyrektorów ochrony środowiska. Zaś ze względu na zgodność z „dobrymi praktykami” organy rozpatrujące takie wnioski będą się do nich przychylać - podkreśla.
Tym bardziej że wymagania zaproponowane w projekcie rozporządzenia dołączonego do ustawy są zdaniem ekspertów zbyt ogólnikowe. Tożsame dokumenty w innych państwach mają po kilkaset stron, zawierają szereg danych, opinii i analiz. Zaś projekt rodzimego rozporządzenia to ok. 20 ogólnych, niekonsultowanych społecznie punktów.
Lasy w Polsce / Dziennik Gazeta Prawna - wydanie cyfrowe
Krzysztof Cibor z Greenpeace Polska wytyka również, że nie wiadomo, na podstawie jakich danych przyjęto określone wymogi. - Nie mam pojęcia, na jakiej podstawie twórcy kodeksu określają poziom rekomendowanej ilości martwego drewna na hektar lasu, podobnie jest z odległością wycinek od granicy cieków wodnych. Moim zdaniem ktoś wpisał tam najniższe możliwe poziomy, czyniąc z katalogu wydmuszkę - pozorne narzędzie do ochrony lasów, które w istocie będzie służyć dalszemu pogarszaniu sytuacji - ocenia.
Zaś zdaniem Agaty Szafraniuk przestrzeganie bardzo ogólnych „dobrych praktyk” w zakresie gospodarki leśnej nie gwarantuje, że nie przyniosą one szkody przyrodzie i nie zostaną złamane przepisy mówiące o jej ochronie. - Większość prac prowadzonych w ramach gospodarki leśnej (czyli m.in. zakładanie upraw, cięcia pielęgnacyjne, ścinka drzew, wywóz drewna) może wiązać się z ryzykiem naruszenia zakazu, np. płoszenia ptaków i innych gatunków zwierząt chronionych - podkreśla.
To, czego nie ma
Eksperci wskazują również, że ustawa nie odpowiada w całości na wezwanie KE. W żaden sposób nie odnosi się bowiem do kwestii braku zaskarżalności planów urządzania lasów, czyli drugiego wątku skierowanej do TSUE skargi (o problemach dotyczących odrzucania przez sądy administracyjne takich skarg oraz próbie wstrzymania wycinki lasu na drodze postępowania cywilnego pisaliśmy w DGP nr 100/2021 „Mieszkańcy walczą o swój las - na drodze sądowej”). - Moim zdaniem w tym zakresie sytuacja jest jeszcze poważniejsza, a ustawa niczego nie zmienia. Zaś resort środowiska otwarcie wskazuje, że nie zgadza się ze zdaniem KE i ignoruje problem - podkreśla Bartosz Kwiatkowski.
Wtóruje mu Krzysztof Cibor. - Jest to co najmniej dziwne, że nie mamy możliwości sądowo walczyć o nasze wspólne lasy. Dopóki ministerstwo nie zrobi nic z tym uchybieniem, wszelkie inne zmiany będą niewystarczające - ani do ochrony przyrody, ani do uniknięcia konsekwencji sprawy przed unijnym trybunałem - kończy. ©℗
Etap legislacyjny
Ustawa skierowana do Senatu