Wybetonowany plac Dąbrowskiego w Łodzi ma zostać odbetonowany – chwali się urząd miasta. Więcej zieleni będzie na Rynku Łazarskim w Poznaniu, Gdynia od kilku lat pozbywa się betonu ze swojego centrum, Kraków ubiera w zieleń zabytkowe powierzchnie. O zmianach na rynkach myśli Ciechanów, Skierniewice, Gliwice czy Gniezno. Biorą z tego przykład i mniejsze miejscowości, które rewitalizując swoje centra przed kilku czy kilkunastu laty, przewidywały wycinkę starych drzew i zastąpienie trawników betonem, asfaltem albo kamiennymi płytami. Trend na zwiększanie ilość zieleni eksperci i znaczna część mieszkańców oceniają pozytywnie. Ale słuszna skądinąd moda na zazielenianie ma swoje pułapki. Trzeba to robić z głową, by osiągnąć zamierzony efekt i nie zniszczyć tego, co zostało już osiągnięte.
Zwrot możliwy
Przede wszystkim nie zawsze da się poprawić sytuację natychmiast. Większość tzw. betonoz była bowiem finansowana ze środków UE w ramach działań rewitalizacyjnych. A to znaczy, że nie wolno tych miejsc dowolnie zmieniać, bo trwałość projektu musi być utrzymana przez określony czas. – Przez ten okres przejściowy z tą nawierzchnią nie da się nic zrobić, by nie stracić dofinansowania – przestrzega Krzysztof Gruszecki, radca prawny specjalizujący się w zagadnieniach związanych z ochroną przyrody i środowiska. Potwierdza to Robert Markiewicz, doradca w departamencie adaptacji do zmian klimatu w Narodowym Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. I cytuje wydany w ubiegłym roku przez resort funduszy i polityki regionalnej poradnik „Trwałość w projektach współfinansowanych z funduszy UE. Komentarz do przepisów”. A czytamy w nim tak:
„Zgodnie z przepisami rozporządzenia ogólnego (UE), w przypadku projektu obejmującego inwestycje w infrastrukturę lub inwestycje produkcyjne, dokonuje się zwrotu wkładu z europejskich funduszy strukturalnych i inwestycyjnych, jeżeli w okresie pięciu lat (albo trzech lat w przypadku MŚP) od daty płatności końcowej na rzecz beneficjenta (lub w okresie ustalonym zgodnie z zasadami pomocy państwa) zajdzie jedna z niżej wymienionych okoliczności:
a) zaprzestanie działalności produkcyjnej lub przeniesienie jej poza obszar objęty programem,
b) zmiana własności elementu infrastruktury, która daje przedsiębiorstwu lub podmiotowi publicznemu nienależne korzyści,
c) istotna zmiana wpływająca na charakter projektu, jego cele lub warunki wdrażania, która mogłaby doprowadzić do naruszenia pierwotnych celów projektu”.
– W sytuacji gdyby w ramach tzw. rewitalizacji utwardzono dany teren, a następnie w okresie jego trwałości doszło do jego odbetonowania, wydaje się, że mogłaby mieć zastosowanie trzecia przesłanka ze wskazanych powyżej – mówi Robert Markiewicz.
Nie znaczy to jednak, że z wszystkimi działaniami należy czekać przez pięć lat. Pytani przez nas samorządowcy i eksperci zwracają uwagę, że takie inwestycje, zanim się je podejmie, należy przekonsultować starannie zarówno ze specjalistami, jak i z mieszkańcami. I wykonać odpowiednie projekty. Wszystko to można robić właśnie w okresie „karencji” betonowej inwestycji.
Niegospodarność nie grozi
Włodarze nie muszą się natomiast obawiać posądzenia o niegospodarność, jeżeli przed kilku laty gmina wydawała pieniądze na brukowanie rynku, a teraz chce wrócić do zielonej nawierzchni. Zarówno kilka lat temu, jak i teraz włodarz wykonywał uchwałę rady – mówi Andrzej Wasilewski, biegły sądowy w zakresie finansów publicznych i rachunkowości budżetowej, były wieloletni skarbnik i kontroler RIO. – Niegospodarność trzeba rozpatrywać w kategoriach podejmowania decyzji na dany moment. – Takie rewitalizacje były najpierw jakimś planem, potem uchwałą rady. Mamy więc do czynienia z ciągiem zdarzeń. Jeśli chodzi o uchwałę rewitalizacyjną, to prezydent po prostu zrealizował budżet. Nie można mówić, że on cokolwiek źle wykonał – tłumaczy Wasilewski. – Kolejna decyzja została podjęta po jakimś czasie, w innych warunkach – dodaje ekspert. Mówi też, że nie ma czegoś takiego, jak zbiorowa odpowiedzialność całej rady za naruszenie dyscypliny finansów publicznych. Skoro rada decyduje teraz inaczej, to musi pokazać swoje argumenty zanim podejmie kolejną decyzję, a włodarz ma ją wykonać.
Zabytkowo-zielona ofensywa
Przypuściła ją Magdalena Gawin, wiceminister kultury, generalny konserwator zabytków. W odpowiedzi na zarzuty, że rynki stały się nie tylko miejskimi wyspami ciepła, ale są wręcz puste, nielubiane przez mieszkańców, nie pełnią funkcji społecznych, Gawin zapowiedziała walkę z brakiem zieleni na historycznych ulicach i placach. – Czas na zmiany i przyspieszenie walki z betonozą urzędniczą – deklarowała. W lipcu zostały wydane wytyczne, ma też być wspólny z resortem klimatu program zazieleniania. Wytyczne dotyczące zieleni miejskiej są rozsyłane do wszystkich urzędów marszałkowskich, a samorządy mają nie dostawać pieniędzy na wycinkę drzew pod betonowe powierzchnie [pytania do eksperta]. Wytyczne, które już dotarły do marszałków, są przekazywane samorządom m.in. z informacjami, gdzie na stronach internetowych można je znaleźć. . Dotychczas bowiem często konserwatorzy zabytków z niechęcią patrzyli na zieleń, a zwłaszcza drzewa na miejskich rynkach i zabytkowych uliczkach. Bo w historycznych czasach, kiedy te miejsca powstawały, pełniły one inną niż dzisiaj funkcję – przede wszystkim rynku, placu targowego i zieleń nie była tam potrzebna. Otwarta przestrzeń eksponowała też budynek ratusza czy parycjuszowskie kamienice. Posadzone drzewa zaś mogłyby przesłaniać ich widok. Dziś funkcja tych miejsc jest inna. To powinny być miejsca spotkań, rekreacji, wypoczynku. Jak ważne pokazała pandemia.

pytania do eksperta

Najwyższy czas podkreślić walory drzew w historycznych centrach
Magdalena Gawin, podsekretarz stanu w Ministerstwie Kultury, generalnej konserwator zabytków
Jak należy postępować z zielenią w historycznych częściach miejscowości czy przy historycznych traktach?
Po zmianach wprowadzonych w 2017 r. w ustawie z 23 lipca 2003 r. o ochronie zabytków i opiece nad zabytkami generalny konserwator zabytków w myśl art. 90 ust. 3 cytowanego aktu, w ramach koordynowania działalności wojewódzkich konserwatorów zabytków, może ustalać ogólne kierunki ich działania, wydawać instrukcje i wytyczne określające sposób ich postępowania. Zagadnienia związane z zielenią w historycznych miejscowościach zostały poruszone w wytycznych z 2 sierpnia 2019 r. dotyczących standardów postępowania konserwatorskiego w zakresie zagospodarowania przestrzeni rynkowych oraz wytycznych z 23 lipca 2021 r. związanych z zasadami konserwatorskimi, ochroną zabytkowej zieleni i zagospodarowaniem historycznych układów. Warto podkreślić, że funkcje reprezentacyjne rynków miejskich nie wykluczają drzew, zieleni i zachowania powierzchni biologicznie czynnej.
Zapowiadała pani kolejne „zielone” wytyczne. Kiedy mają się pojawić? Co będą zawierać?
Wytyczne, o które pani pyta, to program „Zielone centra miast”, mający umożliwić samorządom zazielenianie głównych placów i ulic miast. Ma on zawierać szczegółowe wytyczne co do prawidłowego sposobu nasadzeń, a także inne zagadnienia związane z projektowaniem, zagospodarowaniem i utrzymaniem zieleni miejskiej. Ministerstwa Kultury, Dziedzictwa Narodowego i Sportu oraz Klimatu i Środowiska przygotowują zalecenia uwzględniające ochronę istniejących zadrzewień, przywracania obszarów biologicznie czynnych oraz promocji rodzimych gatunków roślin, wykorzystywanych do nasadzeń w środowiskach miejskich. Inicjatywa wspierania tworzenia takich terenów zieleni wpisuje się w konkluzje w zakresie rozwoju błękitno-zielonej infrastruktury w miastach, formułowane w ramach przewidywanej do zakończenia w bieżącym roku aktualizacji Krajowej Polityki Miejskiej (KPM).
Czy należałoby zweryfikować także zasady przyznawania zewnętrznego wsparcia?
Przestrzenie zabetonowane w trakcie rewitalizacji w większości są omijane przez mieszkańców, nie są przyjazne dla ludzi. Efektem jest marnowanie przyznanych funduszy przez niespełnienie głównych założeń, ponieważ rewitalizacja opiera się przede wszystkim na aspektach społecznych. Nasze ministerstwo postuluje wprowadzenie nowego narzędzia dla projektów rewitalizacji finansowanych z regionalnych programów operacyjnych. W trakcie telekonferencji z przedstawicielami urzędów marszałkowskich 13 września 2021 r. na temat ochrony zieleni w procesach rewitalizacji, pod rozwagę marszałków poddano pomysł, by już na etapie operacyjnym wprowadzić zmiany do regulaminów konkursów dotowanych dzięki temu programowi, uwzględniając ochronę przestrzeni zielonych i historycznych nawierzchni jako warunek obligatoryjny.
Z.J.
Nie znaczy to jednak, że problemy z decyzjami konserwatorskimi i obsadzaniem zielenią rynków skończyły się jak ręką odjął. W tej chwili jest np. kłopot z rewitalizacją rynku w Gliwicach – mówi rzecznik prasowy śląskiego wojewódzkiego konserwatora zabytków Mirosław Rymer. Miasto uważa, że nadmiar zieleni nie podoba się konserwatorowi. Z kolei według rzecznika nie chodzi o niechęć do drzew, a o to, że są one sadzone w donicach i rozmieszczane w niewłaściwy sposób, co zdaniem przedstawiciela konserwatora nie jest ani estetyczne, ani trwałe. Na znak, że konserwator nie sprzeciwia się, co do zasady zieleni, rzecznik podaje inny śląski przykład – ulicy przy starym dworcu w Katowicach wyłożonej wprawdzie płytami, ale obsadzonej również dwoma szpalerami drzew. – Nie jest tak, że zawsze upieramy się przy zieleni albo jej zakazujemy. Każdy przypadek trzeba oceniać indywidualnie. Rynki w większości nie pełnią już swojej pierwotnej funkcji, są to bardziej miejsca rekreacji, co nie oznacza, że mamy pozwolić na nadmiar obiektów małej architektury i zieleni, albo dopuścić do zaśmiecania rynków obiektami o wątoliwej estetyce – stwierdza Rymer. Zwraca również uwagę, że nie wolno też nadmiernie przesłonić zabytkowej zabudowy. Za każdym razem trzeba szukać konsensusu – dodaje.
Walkę o taki konsensus stoczył krakowski magistrat przy zazielenianiu placu św. Ducha w staromiejskiej części miasta. – Plac św. Ducha, który poddaliśmy rewitalizacji, do tej pory cały był parkingiem, teraz jest miejscem spotkań, w którym jedna trzecia powierzchni zamieniła się w powierzchnię zieloną porośniętą cisami, różami, niższymi roślinami – opowiada Piotr Kempf, dyrektor Zarządu Zieleni Miejskiej w Krakowie. Mówi też, że boje o umieszczenie tam drzew trwały długo. Początkowo konserwator zgodził się tylko na jedno, ostatecznie stanęło na siedmiu.
Profesor Barbara Szulczewska, zajmująca się planowaniem przestrzennym i architekturą krajobrazu, zwraca też uwagę na odpowiedni dobór roślin w takich miejscach, bo w intensywnie zabudowanych centrach miast nie wszystkie się sprawdzają. Tam należy sadzić przede wszystkim drzewa liściaste. – Co prawda drzewa iglaste sprawniej wyłapują pyły z powietrza, ale zanieczyszczenia gazowe są lepiej wchłamiane przez drzewa liściaste. Przetrwanie zieleni w miastach wymaga zarówno przemyślanych nasadzeń, jak i właściwego sposobu ich realizacji. Jak się do tego prawidłowo zabierać określają standardy przygotowane przez niektóre duże miasta. Takie opracowanie ma np. Warszawa.
Ustawy nie bronią
– Nie mamy takiego instrumentu, by zmusić miasto do zainwestowania w zieleń przy zabytkach. Możemy wprawdzie odmówić wydania pozwolenia na rozwiązania bez zieleni, ale nie jest to dobra metoda, gdyż powoduje konflikty lokalne – mówi Mirosław Rymer. – Na szczęście wiele samorządów, także mniejszych, już rozumie, że zieleń zabytkom nie szkodzi, a rynki pełnią inną rolę niż w dawnych czasach. My też przekonujemy do tego.
Czy można nakazać zwiększenie ilości zieleni przepisami? Są z tym problemy i samorządy na ogół poprzestają na określeniu w planie zagospodarowania przestrzennego wskaźnika powierzchni biologicznie czynnej. A jak uważa Krzysztof Gruszecki, radca prawny specjalizujący się w zagadnieniach związanych z ochroną przyrody i środowiska, można to robić znacznie skuteczniej [opinia].

opinia eksperta

Regulacje prawne są mocniejsze
Krzysztof Gruszecki radca prawny specjalizujący się w zagadnieniach związanych z ochrona przyrody i środowiska
Zastanawiam się na jakiej podstawie prawnej Ministerstwo Kultury wydaje wytyczne. Przypomina mi to prawo powielaczowe z lat 70. czy 80. Wydanie takich wytycznych może spowodować więcej szkody niż pożytku. Organy administracji będą bowiem czuły się zwolnione z samodzielnej oceny problemu, zapominając, że one nie są prawem. Tymczasem gdy dojdzie do rozprawy przed sądem ten może powiedzieć, że jego wytyczne nie obowiązują, a obowiązuje go litera prawa. A z niej nie wynika to, co organ wykonał. Lepiej jest korzystać z istniejących przepisów, zwłaszcza, że dają one możliwości działania. Wprawdzie lex Szyszko spowodował sporo szkody w przepisach o ochronie przyrody i możliwości chronienia drzew jest mniej, ale do tego zagadnienia trzeba podchodzić kompleksowo. Skuteczna ochrona drzew zaczyna się na etapie planowania przestrzennego, decyzji określającej uwarunkowania środowiskowe realizacji przedsięwzięcia lub innych decyzji wydawanych w procesie zagospodarowania terenu. Także w warunkach zabudowy nie można zapominać o drzewach. Trzeba w nich uwzględniać, że te drzewa występują. Samo pozwolenie na usunięcie drzew to jest końcowy element, więcej odpowiedzialności spoczywa na tych, którzy wcześniej wydają decyzje.
Także w planie zagospodarowania przestrzennego samorząd przesądza, w jakim kierunku ma postępować zagospodarowanie poszczególnych nieruchomości czy gospodarka zielenią. Niektóre gminy wprowadzają nakaz utrzymania istniejącej zieleni wysokiej – takie działania są dopuszczalne a rzadko stosowane. Ustanowienie wskaźnika powierzchni biologicznie czynnej to tylko minimum wynikające z warunków technicznych zagospodarowania nieruchomości. Z kolei tam, gdzie zieleni w ogóle nie ma nie wykluczałbym pójścia w drugą stronę – wprowadzenia do aktualizacji planu pewnych standardów związanych z zielenią – choćby w tej części publicznej gminy.
Niekiedy miasta mają też ciekawe własne inicjatywy mające służyć lepszej ochronie drzewostanów. Na przykład Warszawa zapowiedziała, że będzie informować mieszkańców o wycinkach na swoich terenach, przy czym informacje te nie obejmą terenów prywatnych i leśnych. Stolica wdraża też kartę praw drzew, z której mieszkańcy będą się mogli dowiedzieć wielu informacji o nich.
Będą programy
Wszyscy pytani przez nas specjaliści zachęcają do szybkiego przygotowywania projektów na zazielenienie miast i na tzw. zielono-błękitną infrastrukturę, bo pieniędzy na takie cele ma być dużo zarówno w programach regionalnych, jak i środowiskowych. Niektóre urzędy marszałkowskie już organizują spotkania z samorządami zachęcające do takich działań. Również Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej przewiduje kontynuacje tych programów w kolejnym unijnym rozdaniu. Chodzi przede wszystkim o program operacyjny „Infrastruktura i środowisko” działanie 2.1, 5. Systemy gospodarowania wodami opadowymi na terenach miejskich oraz działanie 2.5, Poprawa jakości środowiska miejskiego. Te dwa obszary cieszyły się na tyle dużym zainteresowaniem, że należałoby rozważyć ich kontynuację – mówi Robert Markiewicz. W nowej perspektywie na lata 2021–2027 dotychczasowy program ma być zastąpiony programem Fundusze Europejskie na Infrastrukturę, Klimat, Środowisko (FEnIKS). – W kontekście tzw. betonozy i lasów miejskich, to w ramach działań inwestycyjnych należałoby wspierać likwidację powierzchni nieprzepuszczalnych w miastach oraz działania odtwarzające parki i inne obszary zielone – w ramach kontynuacji działań – dodaje przedstawiciel NFOŚiGW. Poza tym wsparciem fundusz zapowiada też możliwość pomocy z programu LiFE. W nowej perspektywie finansowej zazielenianie miast będzie możliwe w ramach dwóch podprogramów:
a) Adaptacje do zmian klimatu – z nastawieniem na zmniejszenie wysp ciepła, poprawę warunków życia w mieście;
b) Przyroda i różnorodność biologiczna – nastawienie proprzyrodnicze „Europejska strategia bioróżnorodności do 2030 r.” – ma na celu odwrócenie utraty różnorodności biologicznej w miastach i przywrócenie usług ekosystemowych zapewnianych przez miejskie tereny zielone.
Jak dodaje Robert Markiewicz propozycje projektów dotyczące odtwarzania zdrowych i bioróżnorodnych ekosystemów na miejskich terenach zielonych, a także rozwoju zielonej infrastruktury i rozwiązań opartych na przyrodzie, są w programie LIFE traktowane priorytetowo, zwłaszcza jeśli wdrażają cele i środki dotyczące różnorodności biologicznej w planach zazieleniania miast.©℗
Dla klimatu i dla mieszkańców
Betonoza, określenie wylansowane przez organizację Miasto jest Nasze jako nazwa przede wszystkim dla placów w centrach miejscowości, które zostały pozbawione zieleni, dotyczy nie tylko ich. To też wielkie wyasfaltowane parkingi przy obiektach użyteczności publicznej, place i placyki w dzielnicach oddalonych od centrum. Mamy z nią do czynienia także w parkach czy na otwartych terenach rekreacyjnych, w których królują nieprzepuszczalne dla wody opadowej boiska, alejki czy placyki. To również modernizacja dróg i ulic zaczynająca się od wycinki starych drzew, a także nadmierne utwardzanie nawierzchni w osiedlach mieszkaniowych i przy domach jednorodzinnych. Skutkiem betonozy są nie tylko miejskie wyspy ciepła, gdzie latem na kamieniach można usmażyć jajecznicę, a noce nie dają ochłody, lecz także gigantyczne rozlewiska i powodzie po nawalnych deszczach – kanalizacja deszczowa bowiem nie jest w stanie przejąć szybko spływającej wody. A także większe zapylenie zimą, gdy nie ma co pochłaniać dymów wydostających się z przestarzałych pieców czy silników samochodów.