Gminy są na różnym etapie wyłaniania inwestycji, które otrzymają dofinansowanie z budżetu obywatelskiego w 2022 r. W niektórych miastach odbywa się wstępna weryfikacja wniosków, zanim zostaną one poddane pod głosowanie. W innych mieszkańcy są już zapraszani do oddania głosu. Z kolei Warszawa projekty do realizacji w 2022 r. już wyłoniła. Część z nich to pomysły wybierane przez mieszkańców poszczególnych dzielnic.
Urodzaj tężni
Wynikom na Pradze-Południe, jednej z warszawskich dzielnic, przyjrzało się Stowarzyszenie Wiatrak. – Otóż w głosowaniu zostały wybrane dwa praktycznie identyczne projekty, których jednoczesna realizacja może ze sobą kolidować – informują jego przedstawiciele. Jeden z nich to projekt nr 80, czyli „Tężnia solna na Pradze-Południe” za 400 tys. zł, drugi – projekt nr 106 „Tężnia solna nad Balatonem” za 300 tys. zł.
Oba – jak podkreśla stowarzyszenie – przewidują budowę tężni w tym samym miejscu, czyli w parku nad Balatonem. Pytanie o sensowność stawiania dwóch tężni w tym samym miejscu wydaje się zasadne. Mateusz Karciarz z Kancelarii Radców Prawnych Jerzmanowski i Wspólnicy podkreśla, że co do zasady problem realizacji dwóch podobnych inwestycji na tym samym obszarze powinien zostać uregulowany w uchwale rady gminy w sprawie budżetu. Jak zaznacza, powinny być w niej regulacje odnoszące się do tego, który projekt w takiej sytuacji jest realizowany, ewentualnie na wcześniejszym etapie wybierany do poddania go pod głosowanie.
– Przecież możemy uniknąć już niepotrzebnych komplikacji na etapie oceny projektów zgłoszonych, które następnie są dopiero kierowane do głosowania przez mieszkańców w ramach budżetu obywatelskiego – zaznacza Mateusz Karciarz.
Tak się jednak nie stało w przypadku wniosków dotyczących tężni nad Balatonem. Przedstawiciele stowarzyszenia uważają, że już na etapie oceny wniosków urzędnicy popełnili dwa błędy. – Najpierw na etapie weryfikacji należało nakłonić autorów pomysłów do porozumienia między sobą. Zaś w przypadku braku konsensusu należało przyznać zwycięstwo tylko jednemu projektowi – temu z wyższą liczbą głosów mieszkańców. Tak przewiduje regulamin – podkreśla stowarzyszenie.
Frustracja uczestników dzielnicowego konkursu wynika z tego, że – jak podkreślają – zwykle urząd bardzo skrupulatnie weryfikuje projekty, a wiele jest odrzucanych.
Chcemy, ale nie wiemy
Sprawa lokalizacji tężni nad Balatonem nie jest jednak taka prosta. Okazuje się bowiem, że w przypadku jednej z nich (projekt nr 80) miejsce realizacji, czyli Balaton, zostało podane tylko jako przykład.
Mieszkańcy głosując, niekoniecznie mieli tego świadomość. Trudno odmówić więc argumentacji, że opowiedzieli się za dwoma tężniami w jednym miejscu, z tym że za jedną nad Balatonem i drugą, w przypadku której jako „lokalizację pierwszego wyboru” wskazano też właśnie park na Gocławiu.
Tymczasem urzędnicy dzielnicy Praga-Południe podkreślają, że lokalizacja inwestycji (projekt nr 80) zostanie ostatecznie wybrana w porozumieniu z autorem projektu i oczywiście po uwzględnieniu społecznych opinii w tej sprawie. – Lokalizacja tej tężni jest kwestią otwartą – wyjaśnia urząd.
Pytanie tylko, w jakim trybie i kto podejmie taką decyzję – zastanawia się Stowarzyszenie Wiatrak.
Niechciane inwestycje
W Brzegu (woj. opolskie) zespół urzędników odrzucił na wstępie aż 10 z 13 zgłoszonych projektów. Jeden z nich dotyczył podobnie jak w warszawskiej dzielnicy budowy tężni solankowej. Co było powodem jego odrzucenia? Autorzy wniosku wskazali trzy różne miejsca, w których tężnia miałaby stanąć, a formularz przewiduje zgłoszenie tylko jednej lokalizacji.
Decyzja urzędników z Brzegu może być z jednej strony krytykowana za zbyt duży formalizm. Z drugiej – miejsce realizacji inwestycji dla lokalnej społeczności jest kluczowe. Niechciane, narzucone inwestycje realizowane w ramach budżetu obywatelskiego tylko zniechęcają do tej inicjatywy.
Taka sytuacja ma miejsce w Dolinie Służewieckiej w Warszawie. Powstaje tam plac zabaw, który wygrał w puli ogólnomiejskiej. Inwestycji sprzeciwiają się zaś okoliczni mieszkańcy. Czy mogą oni zablokować budowę, o której zdecydowali mieszkańcy spoza ich dzielnicy. Czy mogą uniemożliwić realizację przedsięwzięcia, jeśli nie mieli wpływu na jego lokalizację? Mateusz Karciarz podkreśla, że takie są uroki demokracji – większość wybrała, więc mniejszość musi się dostosować. – Przepisy w żaden sposób nie określają, kiedy inwestycja wybrana przez mieszkańców ma być zrealizowana. O tym decyduje wójt z radą gminy na etapie tworzenia uchwały budżetowej. Tym samym gmina widząc jakąś niechęć, sprzeciw co do wybranej inwestycji, może ją opóźniać – mówi.
– To samo się tyczy dwóch podobnych inwestycji na danym terenie – gmina mogłaby realizować jedną z nich, a drugą w taki sam sposób opóźniać – dodaje. ©℗
Mieszkańcy zgłaszają pomysły