Paweł Rusiecki zastępca prezesa Państwowego Gospodarstwa Wodnego Wody Polskie ds. zarządzania środowiskiem wodnym. / Materiały prasowe
Na ponad 2,5 tys. wniosków taryfowych, jakie wpłynęły do regionalnych zarządów gospodarki wodnej, prawie tysiąc nie zostało uznanych. Tym samym przedsiębiorstwa wodociągowo-kanalizacyjne nie mają zielonego światła do wprowadzania nowych cenników opłat za zaopatrzenie w wodę i odprowadzanie ścieków na najbliższe trzy lata i ich sytuacja finansowa jest dość niepewna. Dlaczego tak się stało?
Spośród złożonych wniosków 177 nie zostało rozpatrzonych z powodu braków formalnych, odmowa zatwierdzenia taryfy nastąpiła zaś w 798 przypadkach. W głównej mierze wynikało to z naszej analizy, że wzrost cen jest niezasadny, czyli że przedstawione przez przedsiębiorstwa koszty albo są zawyżone, albo w ogóle nie powinny się znaleźć we wniosku taryfowym.
Co konkretnie budziło wątpliwości?
Przedsiębiorstwa wpisywały bardzo duże kwoty w tej części wniosku, która dotyczyła amortyzacji niektórych środków trwałych. Dokładnie to analizowaliśmy i w wielu sytuacjach okazywało się, że takie koszty byłyby uzasadnione po kilkudziesięciu latach używania sprzętu, a nie po kilkunastu. Modernizacja infrastruktury sieciowej w optymalnych warunkach następuje bowiem po ok. 50 latach użytkowania.
Powiedziałby pan, że było to wyłudzanie pieniędzy?
Może nie aż tak ostro. Ale z pewnością dzięki temu przedsiębiorstwo szybciej zebrałoby środki na inwestycje. Tylko że przedsiębiorstwa mają obowiązek przedstawić jak najniższą cenę. Czyli, jeśli mogą jej nie podnosić, bo nie jest to niezbędne z punktu widzenia ściśle technicznego, eksploatacyjnego, to tak właśnie powinny robić.
Od początku kością niezgody była też wysokość marży. Niektóre przedsiębiorstwa na etapie opracowywania wniosków informowały nas, że Wody Polskie nie będą uznawały tych powyżej 2 proc. Jakie były maksymalne stawki zaproponowane w taryfach?
Zdarzały się marże na poziomie 15‒16 proc. Każdy wniosek jest analizowany indywidualnie, a tym samym też marże, ponieważ warunki funkcjonowania każdego przedsiębiorstwa są inne. Uważamy jednak, że jeśli duże przedsiębiorstwa wodno-kanalizacyjne, które mają przychody na poziomie kilkuset milionów złotych, proponują marżę zysku na poziomie 8‒11 proc., a rok w rok płacą wysokie dywidendy właścicielowi, to nie jest to zasadne. Zatem nie jest też akceptowane przez regulatora, bo w naszej ocenie jest to nadmierny wzrost kosztów dla odbiorcy końcowego. Dostarczanie wody i odprowadzanie ścieków nie jest działalnością komercyjną.
Wobec tego na jakim poziomie powinny być marże?
Jeśli przedsiębiorstwo nie planuje inwestycji rozwojowych, to marża zysku powinna być buforem bezpieczeństwa na okres trzyletni, kiedy funkcjonują taryfy. Czyli powinna być tak oszacowana, by dawać szansę pewnej nadwyżki finansowej z działalności podstawowej przedsiębiorstwa, aby mogło np. wyrównać sobie nią wzrost cen w innych obszarach. W tegorocznym postępowaniu taryfowym na 960 pozytywnie rozpatrzonych wniosków średnie wzrosty cen, jakie były zatwierdzane przez regulatora, wynosiły 7‒8 proc. W większości przypadków, przy powtórnej analizie, w trakcie prowadzonego postępowania udało nam obniżyć taryfy, w niektórych przypadkach – znacznie.
Są jednak takie przedsiębiorstwa, które zapowiadają walkę w sądzie, bo uważają, że regulator niesłusznie ocenił wniosek negatywnie, albo uznają, że ocena ta przyszła po ustawowym 45-dniowym terminie na jej wydanie. Dużo jest takich spraw?
Odwołań od decyzji odmawiających zatwierdzenia taryfy do prezesa Wód Polskich jest obecnie ponad 140. Trzy lata temu było ich ponad 120. W trakcie trwania procesu trudno nam ocenić, w jakim stopniu decyzje organów pierwszej instancji są poprawne. W tym postępowaniu, na lata 2021‒2024, do sądu trafiła na razie tylko jedna taryfa. Prezes jako organ odwoławczy uchylił decyzję regionalnego zarządu i skierował sprawę do ponownego rozpatrzenia, ale przedsiębiorstwo nie zgodziło się z decyzją organu II instancji i złożyło wniosek do sądu.
Co z tymi przedsiębiorstwami, które weszły w konflikt z Wodami Polskimi i nie czekając na wydanie opinii, ogłosiły nowe taryfy?
Te przedsiębiorstwa często złożyły u nas zażalenia, odwołania i one są analizowane w organie wyższej instancji. Jeśli okaże się, że jakieś nie miało podstaw do ogłoszenia nowych cen, to uruchomimy procedurę nakładania kar. To maksymalnie 15 proc. przychodów przedsiębiorstwa, spore kwoty.
Wróćmy do proponowanych wzrostów cen za zaopatrzenie w wodę i odprowadzanie ścieków. Czy zdaniem regulatora mogły je wymuszać samorządy?
Przeanalizowaliśmy wypłatę dywidend przedsiębiorstw w latach 2015‒2019 i okazało się, że było to 0,5 mld zł! Tyle pieniędzy przekazały przedsiębiorstwa swoim właścicielom, czyli w głównej mierze samorządom. Oczywiście wypracowane środki pochodziły także z innych działalności przedsiębiorstw wodno-kanalizacyjnych, ale większość pochodziła jednak z działalności podstawowej, czyli z dostawy wody i odbioru ścieków. Uważamy, że to działalność użyteczności publicznej i zysk powinien być przeznaczony tylko na rozwój, inwestycje oraz na obniżanie kosztów usług.
A samorządy przeznaczały te pieniądza na inne cele, niezwiązane z gospodarką wodną czy ściekową?
Prawdopodobnie tak. Bo jeśli realizowałyby inwestycje, to musiały być właścicielami infrastruktury, a najczęściej zajmują się tym odrębne spółki infrastrukturalne, którym przedsiębiorstwa wodno-kanalizacyjne płacą opłaty dzierżawne, bardzo wysokie. W moim przeświadczeniu dużą część, a może nawet i 100 proc. pieniędzy z zysku, przeznaczano na inne cele.