Zaangażowanie samorządów to jeden z elementów gruntownej przebudowy systemu szczepień w II kw. Dziś preparaty podawane są w ok. 6 tys. miejsc takich jak przychodnie POZ, stacjonarne placówki medyczne czy szpitale węzłowe.
W kwietniu sieć się zagęści, bo szczepienia będzie można wykonywać np. w aptekach, dużych zakładach pracy, punktach drive thru czy właśnie tych tworzonych przez miasta. Rządzący trzymają kciuki, by się to powiodło. ‒ Samorządy mają duże doświadczenie związane z organizacją wyborów. Mają odpowiednie lokale: szkoły czy sale gimnastyczne, które stoją dziś puste. Warto z tego skorzystać ‒ przekonuje osoba z rządu.
DGP dotarł do rządowych wytycznych dotyczących tworzenia punktów szczepień masowych. W miastach do 50 tys. mieszkańców w tych miejscach ma być min. 200 dawek dziennie, powyżej 50 tys. ‒ co najmniej 500 dawek. To ‒ jak czytamy ‒ tylko orientacyjne limity, bo „wojewodowie i jednostki samorządu terytorialnego powinni dążyć do zapewnienia w każdym powiecie możliwości wykonywania ok. 800 szczepień tygodniowo na 10 tys. dorosłych mieszkańców”.
Reklama
Docelowo w każdym powiecie lub dużym mieście powinny funkcjonować przynajmniej dwa punkty szczepień masowych ‒ jeden prowadzony przez podmiot leczniczy (najlepiej szpital z dużym potencjałem szczepień), a drugi jako „organizowany od podstaw i prowadzony przez samorządy” we współpracy ze szpitalem. Mogą one powstawać np. w remizach, szkołach, domach kultury czy halach sportowych. Inne opcje to specjalne namioty. Osoby zaangażowane w ich organizację szacują, że ich wydolność mogłaby wynieść 2‒3 mln dawek tygodniowo. ‒ Oceniam, że w skali kraju może powstać kilkaset samorządowych placówek ‒ mówi Marek Wójcik ze Związku Miast Polskich (ZMP).
Wejście gminy czy powiatu w system szczepień jest dobrowolne, a „ewentualne koszty powinny być ponoszone we własnym zakresie w porozumieniu z wojewodą”. Niemniej samorządowcy usłyszeli, że mogą liczyć na jednorazowy ryczałt od rządu w wysokości 5 tys. zł na punkt oraz ten od NFZ za podanie jednej dawki szczepionki (61 zł). Gmina będzie odpowiedzialna za znalezienie kadr medycznych (ich poszukiwania ułatwi to, że rząd zamierza poszerzyć grono specjalistów, którzy będą mogli kwalifikować do szczepień i robić wkłucia). Szczepienia pierwszych zapisanych pacjentów mają się rozpocząć 19‒25 kwietnia.

Reklama
Miasta mają szkoły czy sale gimnastyczne, które stoją dziś puste – podpowiada rząd
‒ Zapewne większość punktów będzie działać pod patronatem placówki medycznej typu szpital węzłowy, który już jest w systemie, a to ułatwi koordynację dostaw. Łatwiej będzie zamawiać szczepionki, będzie tam też można np. trzymać zapas ‒ mówi osoba zbliżona do rządu. Zapisy będą odbywały się standardowym trybem, ale wraz ze wzrostem dostępności szczepionek i terminów możliwa będzie też rejestracja i szczepienie pacjentów zgłaszających się bezpośrednio. Do nowych miejsc będą kierowani przede wszystkim pacjenci bez przeciwwskazań do szczepienia, z uwagi na ograniczoną dostępność lekarzy.
Niektóre miasta już pracują nad utworzeniem placówki. Tak jest chociażby w Krakowie. ‒ Aktualnie prowadzone są uzgodnienia z administracją rządową i trwają prace zmierzające do utworzenia punktu na terenie Tauron Areny. Ma go prowadzić szpital uniwersytecki i w ramach tego miejsca planuje się możliwość wykonywania 2 tys. szczepień dziennie ‒ informuje Grażyna Rokita z Urzędu Miasta Krakowa. Kolejne placówki mogą powstać przy ul. Wielickiej 267 (w porozumieniu z Miejskim Centrum Opieki dla Osób Starszych, Przewlekle Niepełnosprawnych oraz Niesamodzielnych) i Centrum Kongresowym ICE Kraków.
Władze stolicy dziś na konferencji poinformują, gdzie zorganizują specjalne oddziały. ‒ Chodzi nie tylko o nowe lokalizacje, lecz także o rozszerzenie działalności tych istniejących w ramach ZOZ-ów ‒ mówi nam osoba z ratusza. ‒ To duże przedsięwzięcie, nieporównywalne do tego w małych gminach. Musimy przeprowadzić monstrualny nabór osób do kwalifikowania i wykonywania szczepień. Dobrze, że rząd zdecydował o dopuszczeniu większej liczby specjalistów ‒ dodaje nasz rozmówca.
W Koszalinie trwają prace nad uruchomieniem punktu przy Państwowej Wyższej Szkole Zawodowej. ‒ Tam jest kierunek związany z pielęgniarstwem i ratownictwem medycznym, chcielibyśmy zaangażować w proces szczepień studentów ostatniego roku ‒ opowiada nam jeden z urzędników. Miasto liczy, że w nowym punkcie można byłoby zaszczepić ok. 500 osób dziennie.
Część samorządów nie chce na razie składać wiążących deklaracji. ‒ Bydgoszcz jest zainteresowana otwarciem takich punktów, zwrócimy się z pytaniem do placówek POZ o deklarację realizacji tego zadania. Szczegóły będą znane za kilka dni ‒ mówi Marta Stachowiak z urzędu miejskiego.
Z kolei niektóre lokalne władze mówią wprost, że na dziś nie widzą potrzeby uruchamiania nowych lokalizacji. ‒ W Katowicach działa obecnie blisko 70 punktów szczepień, w tym mobilny, obsługujący osoby starsze i niepełnosprawne. W naszym mieście nie ma na razie potrzeby uruchamiania kolejnych, gdyż istniejąca sieć jest absolutnie wystarczająca i obłożona zaledwie na poziomie kilkunastu procent ‒ przekonują przedstawiciele katowickiego magistratu.
W podobnym duchu wypowiadają się urzędnicy z Częstochowy. ‒ Możemy znacząco zwiększyć wydajność działania dwóch punktów szczepień w Miejskim Szpitalu Zespolonym w Częstochowie, jeżeli szczepionek będzie więcej ‒ mówi Włodzimierz Tutaj, rzecznik prasowy Urzędu Miasta Częstochowy.
Jeden z naszych rozmówców z rządu obawia się, czy w trakcie aktualnych uzgodnień ze stroną samorządową nie pojawią się komplikacje. ‒ Już słychać głosy ze strony włodarzy, że trzeba dokładnie określić warunki, jak cały proces ma wyglądać. Chodzi np. o kwestię kosztów i ich podziału pomiędzy rząd i samorząd, kwestie personelu czy nawet wywozu odpadów medycznych. Jak zaczniemy negocjować najdrobniejsze szczegóły, to utkniemy w miejscu ‒ twierdzi osoba z rządu.
Dla samorządowców to jednak ważne kwestie. ‒ Punkty mają działać przez kilka miesięcy, co najmniej do lata. Samorządy muszą wybrać podmioty lecznicze do współpracy i wziąć na siebie dużą część kosztów, bo rządowy ryczałt 5 tys. zł to niewielka kwota. Dlatego zależy nam na jasnych procedurach ‒ odpowiada Marek Wójcik z ZMP. Zapewnia jednak, że jest wola ze strony samorządów, by pomóc w przyspieszaniu procesu szczepień. ©℗
Współpraca: Klara Klinger