Część samorządów wstrzymuje sprzedaż należących do nich nieruchomości w ramach ustnego przetargu, czyli licytacji. Nigdy nie wiadomo bowiem, ilu pojawi się zainteresowanych kupnem wystawianych przez gminę działki czy mieszkania. Bywa to często kilkadziesiąt osób.
Reklama
Tymczasem w związku z epidemią w zgromadzeniach publicznych może uczestniczyć maksymalnie pięć osób (rozporządzenie Rady Ministrów zmieniające rozporządzenie w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii, Dz.U. z 2020 r. poz. 1871).
– Wydaje się, że ograniczenia te mają zastosowanie również do postępowań przetargowych w zakresie zbywania nieruchomości. W praktyce oznacza to, iż samorządy nie mogą przeprowadzać przetargów stacjonarnie – tłumaczy Mateusz Karciarz, prawnik w Kancelarii Radców Prawnych Zygmunt Jerzmanowski i Wspólnicy sp.k. w Poznaniu.
Wątpliwości budzi też to, czy do limitu pięciu osób należy zaliczyć pracowników urzędu. – Z zakazów są zwolnione osoby wykonujące czynności służbowe, ale one w tym wypadku mieszają się z uczestnikami licytacji – zastanawia się prawnik.
Jeśli gmina zorganizuje przetarg ustny, na którym zjawi się więcej niż dopuszczalna liczba osób, naraża się na karę do 30 tys. zł, którą może nałożyć powiatowy inspektor sanitarny.
Rozwiązaniem mogłoby być przeprowadzenie przetargu ustnego online (podczas epidemii umożliwia to rozporządzenie Rady Ministrów – Dz.U. z 2020 r. poz. 1698). Dla części samorządów nie jest to jednak dobre rozwiązanie. Mniejsze gminy i mieszkańcy mogliby mieć problem z dostępem do niezawodnego sprzętu. Część chętnych do udziału w przetargu ustnym mogłaby więc zostać z niego wykluczona. Dla niektórych samorządów kłopotem jest już zdalne przeprowadzenie sesji rady. Dynamika licytacji przeprowadzanej online z udziałem kilkudziesięciu osób byłaby zdecydowanie większym wyzwaniem.