W sierpniu 2019 r. w wiejskiej gminie Bielsk Podlaski zebrały się trzy komisje rady, żeby obradować nad rewitalizacją. Na posiedzeniu pojawił się też mieszkaniec wsi Haćki – pięknie położonej, z zabytkami archeologicznymi, ale za to z prawie żadną infrastrukturą, starzejącej się i biednej. Nic więc dziwnego, że temat rewitalizacji – która zgodnie z internetowymi informacjami ma dotyczyć „ożywienia społeczno-ekonomicznego” – mógł mu się wydawać interesujący. Jak się jednak okazało, obecni na posiedzeniu radni postawili warunki udziału mieszkańca w posiedzeniu. I kiedy wyciągnął telefon, by nagrywać spotkanie, wezwali policję. Ta zaś skierowała do sądu wniosek o… ukaranie mieszkańca za zakłócanie posiedzenia.

Radni

Z tym się jeszcze nie spotkaliśmy. Zarzut wykroczenia w postaci korzystania z prawa do informacji – zawartego w artykule w art. 54 ust. 1 i 61 Konstytucji RP – zdarzył się według naszej wiedzy po raz pierwszy.
Argumentem za zabronieniem nagrywania miał być art. 18 ust. 2 ustawy o dostępie do informacji publicznej, który stanowi, że „Posiedzenia kolegialnych organów pomocniczych organów, o których mowa w ust. 1, są jawne i dostępne, o ile stanowią tak przepisy ustaw albo akty wydane na ich podstawie lub gdy organ pomocniczy tak postanowi”.
Reklama
To te ostatnie słowa miały stanowić podstawę rozpoczęcia całej sprawy. Nigdzie nie jest bowiem napisane, że mieszkaniec może nagrywać obrady. W zasadzie jedyne, co jest wprost zapisane w prawie, to to, że może uczestniczyć w takim posiedzeniu. Reguluje to art. 11b ust. 1 i 2 ustawy o samorządzie gminnym („1. Działalność organów gminy jest jawna. Ograniczenia jawności mogą wynikać wyłącznie z ustaw. 2. Jawność działania organów gminy obejmuje w szczególności prawo obywateli do uzyskiwania informacji, wstępu na sesje rady gminy i posiedzenia jej komisji, a także dostępu do dokumentów wynikających z wykonywania zadań publicznych, w tym protokołów posiedzeń organów gminy i komisji rady gminy”).
Tak więc radni – za podpowiedzią radczyni prawnej – postanowili, że określą zasady uczestniczenia mieszkańca w ich obradach. I uznali, że nie może nagrywać. Mogli przegłosować i inne opcje, np. że nie może słuchać albo siedzieć, albo odejść od progu pomieszczenia na więcej niż pół metra... Nigdzie bowiem w ustawie nie napisano, że może takie rzeczy robić. A najwyraźniej radni uznali, że mają prawo do dosyć głębokiego wkraczania w sferę praw i wolności obecnego na sali mieszkańca.

Reklama
Ktoś oczywiście może powiedzieć, że nagrywanie stanowiło naruszenie prywatności radnych. Tyle tylko, że radni – zgodnie z art. 115 par. 13 pkt 2 kodeksu karnego – są funkcjonariuszami publicznymi. A ci mają nieco mniejszą ochronę prywatności. Zgodnie z art. 5 ust. 2 ustawy o dostępie do informacji publicznej, „Prawo do informacji publicznej podlega ograniczeniu ze względu na prywatność osoby fizycznej lub tajemnicę przedsiębiorcy. Ograniczenie to nie dotyczy informacji o osobach pełniących funkcje publiczne, mających związek z pełnieniem tych funkcji”.
Obrady komisji niewątpliwie mają związek z pełnieniem funkcji przez radnych. I co więcej, wystarczy, że przejdą oni do plenarnej sali posiedzeń i będą obradować na sesji rady, a będą nagrywani zarówno w wersji audio, jak i wideo, zaś nagranie będzie upowszechniane – zgodnie z art. 20 ust. 1b ustawy o samorządzie gminnym („Obrady rady gminy są transmitowane i utrwalane za pomocą urządzeń rejestrujących obraz i dźwięk. Nagrania obrad są udostępniane w Biuletynie Informacji Publicznej i na stronie internetowej gminy oraz w inny sposób zwyczajowo przyjęty”).
Należy również zauważyć, że prawo bezwzględnie pozwala na rozpowszechnianie nawet wizerunku, zgodnie z art. 81 ust. 2 pkt 1 i 2 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych („2. Zezwolenia nie wymaga rozpowszechnianie wizerunku: 1) osoby powszechnie znanej, jeżeli wizerunek wykonano w związku z pełnieniem przez nią funkcji publicznych, w szczególności politycznych, społecznych, zawodowych; 2) osoby stanowiącej jedynie szczegół całości takiej jak zgromadzenie, krajobraz, publiczna impreza”).
Choć w sumie nie warto nawet tego rozważać, gdyż w tej sytuacji chodziło tylko o to, że mieszkaniec chciał nagrać dźwięk na telefon. Piszemy o tym głównie po to, by pokazać, że miałby prawo także do nagrywania obrazu.

Ścigany

Mieszkaniec miał świadomość własnych praw i nagrywał obrady. Radni wezwali policję. Ta zaś stwierdziła:
„Na miejscu przeprowadziliśmy rozmowę z Panią Wójt Gminy Bielsk Podlaski Raisą Rajecką, która oświadczyła, że jeden z mieszkańców miejscowości Haćki utrudnia obrady komisji. Mężczyzna nie chce przerwać nagrywania, pomimo przegłosowania przez radnych braku zgody na nagrywanie obrad komisji w dniu dzisiejszym”.
Policja wezwała mieszkańca do zaprzestania nagrywania i sporządziła „dokumentację służbową”, a następnie Komenda Powiatowa Policji w Bielsku Podlaskim skierowała do sądu wniosek o ukaranie. Mieszkaniec został ukarany naganą. A podstawą do wymierzenia kary było popełnienie czynu z art. 51 par. 1 kodeksu wykroczeń („Kto krzykiem, hałasem, alarmem lub innym wybrykiem zakłóca spokój, porządek publiczny, spoczynek nocny albo wywołuje zgorszenie w miejscu publicznym, podlega karze aresztu, ograniczenia wolności albo grzywny”).
Oczywiście mieszkaniec złożył sprzeciw do wyroku nakazowego i w sądzie rejonowym wygrał sprawę, o czym za chwilę. W tym miejscu bowiem ważne jest, że policja się nie poddała i złożyła apelację. Podniosła w niej m.in., że „Zagadnienie prawne, które pojawiło się na gruncie stanu faktycznego, sprowadziło się do udzielenia odpowiedzi na pytanie, czy za prawem wstępu na posiedzenia komisji idzie wprost prawo do rejestrowania przez osoby postronne jej obrad”. I odpowiedź – zdaniem komendanta – brzmi „nie”, ponieważ sądy administracyjne orzekają, że nagrania dokonywane na posiedzeniach rady gminy mają charakter roboczy, a podczas posiedzeń mogłyby pojawić się jakieś dane wrażliwe. Co to wszystko ma wspólnego z nagrywaniem na swój użytek przez mieszkańca, który chciałby wiedzieć, o co chodzi z rewitalizacją i przyszedł zobaczyć, co jego przedstawiciele w tej sprawie postanawiają? Czy posiedzenie, na którym omawia się sprawy prywatne mieszkańców, mogłoby być jawne? Jakim prawem wybieralni przedstawiciele wyznaczają, jakich środków mamy użyć w celu zrozumienia i zapamiętania, o czym była mowa?
Na marginesie warto dodać, że w apelacji podnosi się też, że sąd I instancji nie ustalił, czy nasz mieszkaniec nie zachowywał się napastliwie. Ale to ustalenie miało miejsce – i znajduje odzwierciedlenie w wyroku Sądu Rejonowego w Bielsku Podlaskim, Wydział Karny (sygn. akt II W 286/19). „Jak wynika z materiału dowodowego, a przede wszystkim zeznań świadków Stanisława Olszewskiego i Lucyny Tkaczuk, zachowanie obwinionego w istocie sprowadzało się do udziału w posiedzeniu komisji rady gminy, rejestrowania dźwięku z posiedzenia oraz odmowy zaprzestania rejestracji pomimo takich żądań i głosowania radnych” – czytamy w uzasadnieniu.
I jeśli nawet nagrywanie wywoływało negatywne oceny radnych, uczucie odrazy, gniewu czy oburzenia, to problemem była nieświadomość radnych, co są winni mieszkańcom, a nie zachowanie mieszkańca.

Jednostka wobec władzy

Sprawa z Bielska Podlaskiego jest karykaturalnym wyolbrzymieniem problemów współczesnej polskiej demokracji. Lokalnie obserwujemy takie sytuacje od lat. To dlatego, że niedostatecznie rozwinęliśmy w Polsce społeczeństwo obywatelskie. Ludzie boją się korzystać z praw, a ci, którzy korzystają, ponoszą konsekwencje. I rzadko mają sojuszników.
Tymczasem władza ma czas i pieniądze. I niekontrolowaną uznaniowość. Jak to możliwe, że komendant powiatowy Policji Wojciech Gabrel nie spłonął ze wstydu, gdy w grudniu w apelacji zarzucił sądowi niedostateczne ustalenie stanu faktycznego, podczas gdy w październiku odrzucił wniosek obwinionego o przeprowadzenie dowodu i przesłuchanie radnych jako „nieprzydatny do stwierdzenia danej okoliczności oraz (…) w sposób oczywisty zmierzający do przedłużenia postępowania”.
Ta historia – na razie – dobrze się skończyła. Na wysokości zadania stanął sąd. Sędzia sądu rejonowego Marcin Mosiołek przeprowadził krótki wywód na temat relacji art. 61 Konstytucji RP, art. 18 ust. 2 ustawy o dostępie do informacji publicznej oraz art. 11b ustawy o samorządzie gminnym.
„Orzecznictwo sądów administracyjnych i poglądy doktrynalne wskazują (...), że pojęcie wstępu na sesje rady gminy i posiedzenia jej komisji użyte w art. 11b ust. 2 ustawy z dnia 8 marca 1990 r. o samorządzie gminnym (...), podobnie jak i pojęcie dostępu do posiedzeń kolegialnych organów władzy publicznej, użyte w art 3 ust. 1 pkt 3 ustawy z dnia 6 września 2001 r. o dostępie do informacji publicznej (…), należy interpretować szeroko, a więc także w kontekście art. 61 ust. 2 Konstytucji RP, jako prawo obywatela do rejestracji dźwięku lub obrazu z obrad rady gminy i posiedzeń jej komisji (wyrok WSA w Łodzi z dnia 9 lipca 2008 r., wyrok WSA z Łodzi z dnia 13 sierpnia 2014 r. II SAB/Łd 69/14) (…)
Wskazać należy, że art. 11b ust. 2 ustawy o samorządzie gminnym koresponduje z art. 18 ustawy o dostępie do informacji publicznej, w tym zakresie, w jakim potwierdza prawo dostępu do posiedzeń rady gminy. Jednakże w dalszej części przepis ten rozszerza prawo dostępu do posiedzeń kolegialnych na posiedzenia komisji rady gminy. Nie ma też wątpliwości, że komisje rady gminy mają charakter kolegialnych organów pomocniczych rady gminy w rozumieniu art. 18 ust. 2 ustawy o dostępie do informacji publicznej. Dla ich jawności i dostępności konieczny jest zatem przepis ustawy albo aktu wydanego na ich podstawie lub gdy organ pomocniczy tak postanowi.
Właśnie art. 11 b ust. 2 ustawy o samorządzie gminnym, zapewnia ustawową podstawę jawności i dostępności posiedzeń komisji rady gminy w rozumieniu art. 18 ustawy o dostępie do informacji publicznej”.

Do sędziów

Chcieliśmy napisać tekst o jawności. O tym, jak ważna jest ona dla realizacji praw jednostki. O tym, że każda i każdy z nas ma prawo do wiedzy o sprawach, które nas dotyczą. Czy bowiem rewitalizacja w biednej wiejskiej gminie nie jest istotną sprawą dla jej mieszkańców? Czy mogą oni mieć problem z zapamiętaniem nowych słów i mogą chcieć zapisać sobie wersję cyfrową dyskusji, żeby potem jeszcze raz sprawdzić, o czym dokładnie była mowa?
Ten tekst jest i o tym. Ale czujemy, że najbardziej traktuje o wadze sądów. Być może to kwestia atmosfery dni, w których ten tekst piszemy. Tak czy inaczej, w tej sprawie niezależny sąd był kluczowy. Naszym partnerem w obronie praw są zazwyczaj sądy administracyjne. A w nich nie zawsze mamy poczucie, że sędziowie czytają konstytucję i pomagają nam używać naszych praw. Pisaliśmy o tym w „Prawniku” przez ostatnie dwa lata. Przez następne dwa chcielibyśmy pisać o tym, jak sądy wypełniły swoją rolę. Dlatego ten tekst dedykujemy sądownictwu. Sędziowie, stójcie na straży naszych praw i wolności! To właśnie po to Was potrzebujemy.