W roku wyborczym MSWiA zamierza zablokować najbardziej kontrowersyjne zmiany na mapie administracyjnej kraju, o które wystąpiły lokalne władze. Odrzuconych zostanie dziewięć wniosków na 23, które wpłynęły – dowiedział się DGP.
Wnioski o korekty granic administracyjnych gmin wpływają do MSWiA co roku, w terminie do 31 marca. Następnie rząd do końca lipca musi przyjąć rozporządzenie, w którym rozstrzyga, które zmiany mogą wejść w życie z początkiem kolejnego roku, a które nie. W 2019 r. wpłynęły 22 wnioski od rad gmin dotyczące zmian granic lub nadania im statusu miasta oraz jeden wniosek dotyczący ustalenia granic powiatów.
Projekt rozporządzenia Rady Ministrów w tej sprawie jest już gotowy. Wynika z niego, że rząd zamierza zablokować dziewięć najbardziej kontrowersyjnych wniosków. Także te, o których było głośno w ostatnich miesiącach.
Reklama
Przyblokowane ma być np. powiększenie miasta Lubin na Dolnym Śląsku (chodziło o przejęcie terenów o wielkości ponad 8120 ha). W odpowiedzi gmina wiejska złożyła „kontrwniosek” o przyłączenie do siebie części terenów miasta Lubin.
Nie mniejsze emocje budziły zmiany, jakie mogły dotknąć Kleszczów w woj. łódzkim, czyli najbogatszą gminę w Polsce. Źródłem bogactwa tej jednostki są tereny, na których działa elektrownia i kopalnia węgla brunatnego. W zeszłym roku tylko z podatków płaconych przez te podmioty pozyskała ona ponad 200 mln zł (najwięcej – ponad 130 mln zł – z tytułu podatku od nieruchomości, reszta to opłaty środowiskowe i tzw. opłata eksploatacyjna).

Reklama
Obszary ze starą elektrownią przejąć chciała gmina Bełchatów. Po stronie Kleszczowa miałaby zostać kopalnia, nowa elektrownia oraz działające tam spółki. Ale dzięki tej operacji dochody Bełchatowa miały wzrosnąć o blisko 50 mln zł – niemal tyle, ile wynoszą dziś roczne dochody gminy (przy czym po takiej zmianie stanie się ona płatnikiem janosikowego). Argumentem było to, że Kleszczów nie dzieli się ogromnymi zyskami z funkcjonującej na jego terenie kopalni i elektrowni. Nie będzie zgody także na zmianę granic m.in. Rzeszowa, Krosna i Środy Śląskiej.
MSWiA wskazuje, że zainteresowane samorządy powinny „podjąć działania zmierzające do wypracowania porozumienia”. „W tym celu właściwe byłoby rozważenie przeprowadzenia postępowania mediacyjnego między stronami, także z udziałem innych zainteresowanych jednostek samorządu terytorialnego oraz właściwego wojewody” – sugerują autorzy projektu rozporządzenia.
– Postanowiliśmy nie przekreślać tych projektów, ale zależy nam, by był większy konsensus wokół tych spraw. Nie chcemy, by były one przeprowadzane pod znakiem konfliktów w regionach, także między samorządami a rządem – wyjaśnia w rozmowie z DGP wiceszef MSWiA Paweł Szefernaker. Jego zdaniem dzisiaj widać, że wiele samorządów i korporacji samorządowych ma różne zdanie w zakresie tego, jak dziś dokonywane są korekty granic w Polsce, w zależności od tego, kto i jaki ma interes. – Z jednej strony mamy gminy wiejskie, które postulują np. niedokonywanie zmian granic administracyjnych jednostek częściej niż raz na kadencję. Z drugiej mamy miasta, które domagają się likwidacji tzw. gmin obwarzankowych. Jako rząd jesteśmy otwarci na dyskusje, które w przyszłości będą prowadziły do rozwiązywania tych spraw w pokojowy i przejrzysty sposób – dodaje Paweł Szefernaker.
Wójt Bełchatowa Konrad Koc uważa, że choć główny cel – przejęcie części terenów Kleszczowa – nie został osiągnięty, to jednak powiodło się co innego. – W końcu rządowi urzędnicy dostrzegli, że jest wielka niesprawiedliwość w podziale środków między Kleszczowem i okolicznymi gminami. Gdyby nie nasza akcja, nikt by o tym nie mówił – stwierdza.
Politycy opozycji liczą na to, że PiS zapłaci wysoką polityczną cenę za decyzje przygotowane w projekcie rozporządzenia. Przypominają, że powiększenie miasta Lubin było jednym z nieformalnych warunków powstania sejmikowej koalicji na Dolnym Śląsku między PiS a Bezpartyjnymi Samorządowcami (prezydent Lubina Robert Raczyński jest jednym z liderów tego ruchu). W niedawnej rozmowie z DGP Raczyński wskazywał: „Jeśli ten temat nie będzie poważnie potraktowany, stawia to pod znakiem zapytania koalicję z PiS na Dolnym Śląsku i wiarygodność PiS jako koalicjanta”. Teraz zapewnia, że problemu nie ma. Ale jednocześnie – jak twierdzi – to dlatego, że szykują się rewolucyjne wręcz zmiany. – Rząd boi się robić takie zmiany w roku wyborczym, ale od rządowych oficjeli otrzymałem zapewnienia, że w kolejnej kadencji dojdzie do tak dużych zmian strukturalnych, kompetencyjnych i terytorialnych w samorządach, np. przez likwidację 150 gmin obwarzankowych, że w okolicach 2020 r. trzeba będzie rozpisać nowe wybory samorządowe – przekonuje Raczyński.
O ten scenariusz pytamy polityka PiS z kręgów rządowych. – W partii są różne pomysły, np. dotyczące przyszłości powiatów, ale nie wydaje mi się, żeby na dziś były to jakieś poważnie rozważane koncepcje – komentuje.