Strumień pieniędzy z UE osłabnie, więc zawczasu trzeba się przygotować na poszukiwanie innych źródeł finansowania.
Polska na tle innych krajów Wspólnoty radzi sobie bardzo dobrze z wykorzystaniem środków unijnych. Wyzwaniem jest jednak dobre przygotowanie się do kolejnej perspektywy finansowej. Do takich wniosków doszli uczestnicy panelu „Nowa perspektywa budżetowa UE – nowe drogi polskich samorządów”, który zainaugurował dwudniowy kongres „Perły samorządu”. Organizatorami wydarzenia byli: „Dziennik Gazeta Prawna” i miasto Gdynia.
Daniel Baliński, zastępca dyrektora departamentu strategii rozwoju Ministerstwa Inwestycji i Rozwoju, poinformował, że średnie wykorzystanie środków unijnych w Polsce wynosi 69,2 proc.
– Oczywiście w różnych regionach ten poziom jest różny. Najlepiej wypada województwo pomorskie, tutaj poziom wykorzystania sięga 84 proc., najgorzej sytuacja wygląda w woj. kujawsko-pomorskim z niespełna 61 proc. zagospodarowanych pieniędzy – wyjaśniał.
Reklama
Zapewnił jednak, że w żadnym województwie nie ma niebezpieczeństwa utraty środków.
Fakt, że mądrze inwestujemy powierzone nam środki unijne, podkreślił Olgierd Geblewicz, marszałek województwa zachodniopomorskiego.

Reklama
– Uważam, że w Polsce mamy jeden z najlepszych poziomów wykorzystania pieniędzy z UE, czego dowodem jest 11 regionów z Polski wymienianych w czołówce najlepszych we Wspólnocie – zaznaczył. – To powoduje, że procesy inwestycyjne nabierają tempa. Mogę podać przykład mojego województwa, gdzie już w grudniu zrealizowaliśmy zasadę n+3 dla tego roku. Jestem pewien, że na poziomie regionalnym nie stracimy ani jednego euro – dodał.
Jego słowa potwierdził Marek Prawda, dyrektor przedstawicielstwa Komisji Europejskiej w Polsce.
– Nic złego się nie dzieje. Nawet jeśli my uważamy, że coś u nas jest nie tak, to w skali całej Unii polska samorządność ma świetną opinię. Unia nam kibicuje, aby wszystko nam się udawało – zapewnił Prawda.
W ocenie Beaty Daszyńskiej-Muzyczki, prezesa Banku Gospodarstwa Krajowego, wysiłek wkładany przez samorządy i ministerstwa, aby wydawać wszystkie pieniądze i zainwestować je mądrze, jest potężny.
– Urynkowiliśmy już 104 mld zł z perspektywy finansowej na lata 2014–2020. Każda złotówka została efektywnie wydatkowana – wyjaśniła Daszyńska–Muzyczka.
Także prezydent Gdyni Wojciech Szczurek był zdania, że sytuacja budżetów samorządowych nie jest zła, co potwierdza fakt, że z roku na rok te budżety rosną.

Wydatki rosną, nie z winy gmin

– Wyzwaniem jest natomiast niekorzystna zmiana proporcji udziałów środków finansowych: spada niestety udział własny w kasach samorządowych – ostrzegł prezydent. – Dla przykładu: przekształcanie użytkowania wieczystego, które pełniło rolę quasi-podatku, już nam dochodów nie przeniesie, bo zmiana regulacji prawnych nas tych pieniędzy pozbawia. To samo dotyczy zmian w edukacji, która skutkuje zwiększonymi wydatkami dla gmin. Jeśli do tego dodamy rosnące koszty realizacji inwestycji, to mamy pełen obraz sytuacji – dodał.
Zaznaczył przy tym, że samorządowcy już zaczynają się zastanawiać, czy w którymś momencie nie zabraknie im środków na sfinansowanie udziałów własnych w realizacji inwestycji z wykorzystaniem pieniędzy unijnych.
– Samorząd nie był definiowany jako konkurent polityczny, to wydzielona część władzy publicznej. Wspólnie musimy więc czuć, że dzielimy co prawda pomiędzy siebie zadania, ale współpracujemy, aby te zadania jak najlepiej realizować – zaapelował.
Optymistą jest Roman Szełemej, prezydent Wałbrzycha.
– Polska wykorzysta wszystkie środki dobrze albo bardzo dobrze, co do tego nie mamy wątpliwości, ale obraz makro nie jest już taki jednorodny – wyjaśnił. – Miasta średnie i małe potrzebują wsparcia. Budżety rosną w różnym tempie i co za tym idzie, także zdolność absorpcji jest różna – mówił Szełemej.
W jego ocenie niektóre miasta mogą mieć poważne problemy z wykorzystaniem całości środków, o które wnioskowały.
– Trzeba więc przygotować indywidualne narzędzia dla małych i średnich miast, które pomogą im zrealizować zadania postawione przed polskimi miastami – stwierdził. – Przekazywanie środków w ten sam sposób i z tym samym założeniem niezależnie od możliwości ich wykorzystania pogłębi różnice pomiędzy miastami – dodał prezydent Wałbrzycha.
Do przykładu z własnego podwórka odwołał się Olgierd Geblewicz, który odpowiadając na pytanie prezydenta Wałbrzycha, wyjaśnił, że w Zachodniopomorskiem dano wolną rękę mniejszym ośrodkom, aby stworzyły własne mikrostrategie dla wykorzystania środków.
– I co się okazało? Większość zrezygnowała z dużych projektów, bo nie była w stanie uzbierać wkładu własnego – poinformował marszałek. – Do tego dochodzi konieczność realizacji piątki Kaczyńskiego, która także obciąża gminy. Zdolność do wykorzystania środków unijnych będzie więc jeszcze mniejsza. Jeśli dziś mają problemy, to co będzie za kilka lat? A trzeba podkreślić, że walka o dotacje będzie ostrzejsza, bo środki w kolejnych perspektywach będą mniejsze – dodał Geblewicz.

Zmierzch wielkich projektów?

Szukając rozwiązania tego problemu, Marek Prawda stwierdził, że skoro w kolejnej perspektywie środków dla Polski ma być o 23 proc. mniej, to trzeba się skupić na tym, aby maksymalnie oszczędzić na cięciu wydatków na inwestycje.
– Pomóc może uproszczenie procedur i ograniczenie celów wyznaczonych przez państwo, na które trzeba koniecznie przeznaczyć pieniądze – powiedział Prawda. – Filozofia w Unii też się zmienia, nie ma już podejścia, aby premiować tych, którzy najlepiej wykorzystują środki i aby „zasypywać rowy”. Dziś budżet stał się narzędziem, aby reagować tam, gdzie dzieje się źle – dodał.
Także w ocenie prezydenta Szełemeja czas wielkich infrastrukturalnych projektów minął, być może przyszedł czas na mądre powiązanie wyzwań z technologiami, na szukanie złotego środka.
– Być może ekologia, projekty przetrwania są dobrym wyjściem – zastanawiał się. – Zintegrowane Inwestycje Terytorialne są dowodem na to, że takie rozwiązanie się sprawdza.
Prezes Daszyńska-Muzyczka wskazała, że obszarem szczególnej troski powinna być infrastruktura twarda.
– Mamy tu bardzo dużo do nadrobienia, potrzeby finansowe sięgają w tym obszarze 573 mld euro, a przypomnę, że w kolejnej perspektywie przewidziano na te wydatki tylko 40 mld euro – wyjaśniła. – Tak więc prosta matematyka pokazuje, że jeśli nic nie zrobimy, to dogonimy Europę… już za 100 lat. Musimy więc poszukiwać pieniędzy poza Unią, w Kanadzie, Chinach, Korei, bo fundusze europejskie nie wystarczą.
W tym kontekście prezydent Gdyni zapewnił, że niebezpieczeństwa dla rozwoju samorządów na pewno nie ma.
– Z każdą sytuacją będziemy sobie radzić. Dziś jesteśmy w trakcie debaty o wykorzystaniu środków w kolejnych perspektywach. To, czego nam potrzeba, to uzgodnienie jednego głosu w tej sprawie dotyczącego chociażby utrzymania dotychczasowego poziomu wsparcia w wykorzystaniu pieniędzy i gwarancji zrównoważonego rozwoju naszego kraju – mówił Wojciech Szczurek.