Samorządy nie rozumieją, dlaczego mają płacić za przychodzącą e-korespondencję.
Projekt ustawy o elektronizacji doręczeń w połowie lutego trafił do konsultacji. Założenie jest takie: każdy podmiot publiczny będzie miał własną elektroniczną skrzynkę podawczą w ramach usługi świadczonej przez wyznaczonego operatora (będzie konkurs, ale jest spora szansa, że zostanie nim Poczta Polska). Podmioty prywatne, np. firmy, będą miały pół roku na wskazanie swoich adresów do e-doręczeń (zamiast operatora wyznaczonego, mogą zdecydować się na gracza z rynku komercyjnego). Jeśli tego nie zrobią, zostanie im założona skrzynka „z urzędu” u operatora wyznaczonego. Komunikacja będzie się odbywać między e-skrzynką urzędu i e-skrzynką obywatela.
Choć kierunek wydaje się słuszny, to na projekt Ministerstwa Cyfryzacji (MC) już utyskują ci, którzy na co dzień mają z mieszkańcami najwięcej do czynienia: samorządowcy. – Jeśli ktoś prześle pismo ze swojej e-skrzynki na e-skrzynkę urzędu, koszty tej operacji pokryje adresat, czyli np. urząd gminy. Koszty będą zależne od wolumenu przesyłu. Wyceniona zostanie paczka danych o wielkość 50 MB. Dziś nie wiadomo, na jaką kwotę – wskazuje jeden z włodarzy. Inny dodaje: – Nie znam rozwiązań komercyjnych, w których płaciłbym za transfer danych, których nie zamawiałem.