Recykling jest dla nas priorytetem – deklaruje resort środowiska. Jednocześnie wydłuża okres przejściowy pozwalający gminom stosować stare zasady.
Samorządy jeszcze przez pół roku mogą zawierać nowe umowy na odbiór odpadów w podziale nie na pięć, ale tylko na trzy frakcje (suche, zmieszane i szkło). Pozwoli to większej liczbie gmin utrzymać do stycznia 2020 r. stary, tańszy, a przy tym mniej ekologiczny system gospodarowania odpadami. W praktyce zyskają więc dodatkowy czas na dostosowanie się do zmian, które – co do zasady – powinny zostać wdrożone już w lipcu 2017 r.
Tak w największym skrócie można podsumować rozporządzenie w sprawie szczegółowego sposobu selektywnego zbierania wybranych frakcji odpadów (Dz.U. z 2018 r. poz. 2482), które wyszło z Ministerstwa środowiska. Resort twierdzi, że mieszkańcy „będą mogli przez dłuższy czas ponosić mniejsze koszty związane z selektywnym zbieraniem wybranych frakcji odpadów”. W uzasadnieniu czytamy też, że „zapewni to ciągłość funkcjonowania systemu gospodarowania odpadami komunalnymi i umożliwi sprawniejsze dostosowanie się do nowych wymogów”.
ikona lupy />
Segregacja odpadów w Polsce / DGP

Chaos terminów

Umowy zawarte przed wejściem w życie rozporządzenia (czyli przed 1 stycznia 2017 r.) zachowywały ważność i pozwalały odbierać odpady po staremu, czyli bez podziału na pięć pojemników, do 30 czerwca 2021 r. Sęk w tym, że przepisy nie przewidywały, by po 1 lipca 2017 r. (okres przejściowy na dostosowanie pojemników wynosił pół roku) można było podpisać nowe umowy na tych samych zasadach. Od tego czasu konieczne było uwzględnienie systemu pięciofrakcyjnego w każdej nowej umowie, co windowało koszty.
Resort zauważa, że postawiło to w trudnym położeniu te samorządy, którym umowy wygasły lub zostały wypowiedziane w krótkim czasie po wejściu w życie rozporządzenia. Musiały one wtedy dostosować się do nowych warunków, podczas gdy gminy, w których umowy zawarto przed styczniem 2017 r., teoretycznie mogły mieć spokój z segregacją pięciopojemnikową aż do 2021 r. A to oznacza nie tylko niższe koszty, ale też więcej czasu na przygotowania do pełnego wdrożenia śmieciowej reformy.
W ocenie resortu oba te argumenty przemawiają za wyrównaniem szans gmin. Te z nich, w których umowy wygasną (lub zostaną rozwiązane) przed 30 czerwca 2019 r., będą mogły zawrzeć nowe na starych zasadach, ale – w przeciwieństwie do obecnych regulacji – datą graniczną nie będzie już koniec czerwca 2021 r., tylko 1 stycznia 2020 r. Dlaczego? Tego resort środowiska nie wyjaśnia, co wytknęło mu Rządowe Centrum Legislacji (RCL), pisząc, że w uzasadnieniu brakuje wyjaśnienia, dlaczego wybrano takie, a nie inne daty.

Cios z zaskoczenia

Problem też w tym, że tak znaczące zmiany spadły na gminy znienacka, w popołudniowych godzinach przed świątecznym weekendem. Resort zrezygnował z przesłania projektu do konsultacji z samorządowcami. Trafił on jedynie do komisji prawniczej RCL. Co więcej, na jego zaopiniowanie resort dał jeden dzień, uzasadniając karkołomne tempo tym, że zmiany „powinny wejść w życie w jak najkrótszym terminie, jeszcze w 2018 r.”.
– Zmiana rozporządzenia to premia dla maruderów, którzy do ostatniej chwili zwlekali z wprowadzeniem nowego systemu, a teraz zaoszczędzą, bo pięciopojemnikowy system jest zdecydowanie droższy – mówi Dariusz Matlak, ekspert ds. gospodarki odpadami.
Zwraca uwagę, że taki tryb procedowania wzbudza wątpliwości nie tylko co do przewidywalności prawa i wiarygodności organów je stanowiących, ale przede wszystkim konsekwencji polityki środowiskowej resortu.
– Jeszcze niedawno rozporządzenie ws. selektywnego zbierania było sztandarowym rozwiązaniem ministerstwa. Miało się ono przyczynić m.in. do odzyskiwania surowców i obniżenia kosztów gospodarowania odpadami – wskazuje ekspert.

Stolica oburzona

Zdaniem Macieja Kiełbusa, partnera w Kancelarii Ziemski & Partners, w Polsce nie ma już zbyt wielu gmin, które nie przystąpiły do wdrażania nowego systemu.
Jedną z nich była Warszawa, w której do 1 stycznia 2019 r. obowiązywał system trzyfrakcyjny. Ministerstwo Środowiska wielokrotnie podkreślało, że jest to niechlubny przykład dla innych samorządów. Urzędnicy stołecznego ratusza nie kryją dziś oburzenia, że resort opublikował projekt rozporządzenia tuż po tym, gdy Warszawa w końcu otworzyła oferty na odbiór odpadów. I pytają, dlaczego resort zmienia reguły bez wiedzy samorządów kilka dni przed wdrożeniem nowego systemu w stolicy.
– Wszyscy wiedzieli, kiedy jest otwarcie ofert w Warszawie – w największym postępowaniu przetargowym w Polsce. Czy to przypadek, że minister publikuje projekt rozporządzenia tego samego dnia wieczorem i robi to bez konsultacji z samorządami, a innym resortom daje 24 godziny na zgłoszenie uwag w tak ważnej dla wszystkich sprawie? – oburza się Michał Olszewski, wiceprezydent Warszawy.
Podkreśla, że jeszcze w 2016 r. samorządy apelowały o zgodę na wydłużenie czasu na wprowadzenie nowego systemu. Resort twierdził wówczas, że do zachowania tego terminu obligują nas unijne przepisy. Tymczasem teraz okazuje się, że ten okres wdrożenia można jednak przedłużyć.
– Skoro obowiązek segregacji na pięć frakcji był tak istotny, to dlaczego minister nie zmienił rozporządzenia wcześniej, tylko zrobił to dopiero pod koniec 2018 r.? – zastanawia się Olszewski.