Miliony złotych utraconych subwencji wyrównawczych , a niekiedy nawet dopłaty do budżetu. W takiej rzeczywistości budzą się teraz samorządy, na których terenach postawiono wiatraki
PROBLEMY GMIN ZWIĄZANE Z WIATRAKAMI - NIŻSZE SUBWENCJE, UTRACONE DOCHODY / Dziennik Gazeta Prawna
To przewrotny skutek ostatniego wyroku rozszerzonego składu 7 sędziów Naczelnego Sądu Administracyjnego z 22 października 2018 r. (sygn. akt II FSK 2983/17). Głośna wygrana gmin przed NSA, która zapowiadała odwrócenie niekorzystnego dla nich trendu opodatkowania wiatraków, okazała się dla wielu samorządów mieczem obosiecznym.
Z jednej strony odzyskają one bowiem część podatków za 2017 r., których firmy nie chciały płacić, bo uznawały, że powinny uiszczać go na starych zasadach. NSA ostatecznie przerwał ten spór. Potwierdził, że w spornym roku to gminy miały rację i zasadnie naliczały wyższy podatek, bo zmieniły się wtedy przepisy, a wraz z nimi wzrosła podstawa opodatkowania.
Reklama
Jest jednak druga strona medalu. Nagły zastrzyk pieniędzy za poprzedni rok zawyżył bowiem ich dochody. To z kolei sprawia, że obecnie jawią się one – w świetle okołobudżetowej sprawozdawczości – jako bogatsze niż są w rzeczywistości. A to oznacza, że należy im się już niższa subwencja wyrównawcza. W skrajnych przypadkach gminy nie tylko dostaną mniej, ale i same oddadzą część swoich pieniędzy w formie tzw. janosikowego.

Reklama

Subwencja stracona

Z informacji DGP wynika, że scenariusz ten właśnie ziszcza się dla co najmniej kilkudziesięciu gmin. W przyszłym roku muszą się one liczyć z subwencją wyrównawczą niższą średnio o ok. 1 mln zł w porównaniu do tego roku. Część z nich wręcz dopłaci do budżetu centralnego, niekiedy ponad pół miliona złotych.
Bywa, że utrata dochodów jest jednak ponad trzy razy wyższa niż średnia. – Zgodnie z informacją ministra finansów roczna kwota subwencji ogólnej dla naszej gminy na 2019 r. w części wyrównawczej wynosi 0 zł, podczas gdy w 2018 r. było to ponad 2,9 mln zł – informuje nas Danuta Wiatrowska, skarbnik miasta i gminy w Sztumie.
Mniej wyniesie strata gminy Michów. W związku z wyższym opodatkowaniem elektrowni wiatrowych w 2017 r. pożegna się ona z kwotą prawie 2 mln zł. Łącznie 1,8 mln zł dochodów (ok. 1,5 mln subwencji wyrównawczej, do tego wpłata do budżetu ok. 257 tys. zł) ubędzie w gminie Kisielice. Podobnego rzędu straty odczuje też gmina Pelplin, która musi liczyć się ze stratą subwencji wyrównawczej w wysokości ponad 1,7 mln zł w stosunku do obecnego roku.
W wielu przypadkach kwota, nawet gdy nie jest dużo niższa nominalnie, to wciąż oznacza dla gmin znaczącą stratę. – Chociaż w naszym przypadku subwencja wyrównawcza na 2019 r. jest niższa „tylko” o ponad 465 tys. zł, to jest to prawie 40 proc. dotychczasowej kwoty – informuje Anna Mokwa, skarbnik gminy Subkowy.
– Opodatkowanie za 2017 r. zwiększyło się o ponad 3,1 mln i z tego powodu nie otrzymaliśmy subwencji wyrównawczej na przyszły rok. Tymczasem bez uwzględnienia tego podatku powinna ona wynosić ponad 1 mln zł. Zamiast tego dopłaciliśmy do budżetu 228 tys. zł. W sumie jesteśmy więc stratni o ponad 1,2 mln zł – ubolewa Maria Gąsecka, skarbnik Gminy Gościno.
W jeszcze gorszej sytuacji są samorządowcy z gminy Dygowo. – Straciliśmy subwencję ogólną, część wyrównawczą w wysokości ponad 1 mln zł, a do tego musimy dopłacić do budżetu państwa prawie 580 tys. zł – podaje Sylwia Kot, skarbnik Dygowa.

Wyrok był, rząd milczy

To nie koniec wiatrakowych problemów gmin. Wyrok NSA to jedno, a inicjatywa legislacyjna rządu, który uchwalił zmianę opodatkowania farm wiatrowych z mocą wsteczną, to drugie. Wciąż toczy się spór o utracone wpływy z podatku od nieruchomości, który w tym i w przyszłych latach będzie już ponownie naliczany niekorzystnie dla gmin.
To pokłosie ostatniej nowelizacji ustawy o odnawialnych źródłach energii, która z racji wprowadzenia zmian z mocą wsteczną (od 1 stycznia 2018 r.) zmotywowała niezadowolone gminy, by złożyły wniosek do Trybunału Konstytucyjnego.
Samorządy domagają się też wyrównania strat, które ta nagła zmiana spowodowała w ich budżetach. Nagle okazało się bowiem, że przyjdzie oddać im miliony złotych podatku (łącznie mowa o nawet 466 mln zł rocznie). Przed wyborami rządzący zapowiadali, że uwzględnią postulaty samorządowców. Zapewniali też, że już pracują nad instrumentami wsparcia. Od początku nie kryli jednak, że wprowadzenie rekompensat dla gmin za utratę nie będzie łatwym zadaniem, bo sytuacja każdej gminy jest inna.
Zarówno resort finansów, jak i energii podkreślały przy tym, że na wypracowanie konkretnego rozwiązania trzeba będzie poczekać, aż zapadnie ów przełomowy wyrok NSA.

Wołanie na puszczy

Rzecz w tym, że wyrok jest, a odpowiedzi wciąż nie ma. – W dalszym ciągu brak jest sygnału, by zagadnienie to było przedmiotem jakichkolwiek rozważań ze strony rządowej – mówi Przemysław Szczepanowski, zastępca wójta gminy Świecie nad Osą.
Brak reakcji rządu skłonił samorządowców do wystosowania kolejnego apelu do minister finansów Teresy Czerwińskiej i premiera Mateusza Morawieckiego, w którym podnoszą konieczność wypłacenia rekompensat dla gmin poszkodowanych przez wiatrakowe rewolucje. – Niestety, nasz poprzedni apel do dziś pozostał bez odpowiedzi – konstatuje gorzko Szczepanowski.