Czas, w którym lokalne władze miały zdecydować o redukcji uposażeń szefów jednostek, już minął, a z danych Związku Miast Polskich wynika, że samorządy postanowiły kontestować decyzję rządu różnymi sposobami. Czy do porządku przywołają je organy nadzoru? Raczej nie, bo chwilowo umywają ręce. Dla regionalnych izb obrachunkowych to niewygodny temat polityczny, a wojewodowie twierdzą, że nie zawsze mają podstawy prawne, by interweniować.

Cięcia wynagrodzeń na tysiąc sposobów

Przez ostatni miesiąc przez wszystkie samorządy w Polsce przetoczyła się dyskusja, co zrobić w sprawie redukcji wynagrodzeń lokalnych włodarzy. O obniżeniu pensji parlamentarzystów i samorządowców o 20 proc. zdecydował rząd, który próbował odbić się w sondażach po aferze z nagrodami dla ministrów. Lokalni włodarze od początku postrzegali tę sprawę jako polityczną, wychodząc z założenia, że w tym przypadku kara sięga dużo dalej niż wina. Okazuje się jednak, że mało kto zachował się tak, jak chciał tego ustawodawca.
Reklama
Przypomnijmy: Niezależnie od interpretacji całej sytuacji czas na kluczowe decyzje minął z końcem czerwca. Od 1 lipca wynagrodzenia samorządowców powinny być wypłacane zgodnie z taryfikatorem płacowym wynikającym z rozporządzenia Rady Ministrów z 15 maja 2018 roku w sprawie wynagradzania pracowników samorządowych (Dz.U. z 2018 r. poz. 936). Dokument ten zakłada przycięcie o 20 proc. górnych i dolnych widełek jednego ze składników samorządowego uposażenia, czyli wynagrodzenia zasadniczego. Przy czym ustawodawca – świadomie lub nie – nie sprecyzował, czy to samo ma dotyczyć pozostałych składowych, czyli np. dodatków. Samorządy na różne sposoby kombinowały, jak się w tej sytuacji zachować. Związek Powiatów Polskich (ZPP) rozesłał nawet do starostów swoisty „bryk”, gdzie rysował scenariusze i wynikające z nich konsekwencje. Podobnie zachował się Związek Miast Polskich, który rozesłał wskazówki do swoich członków (apla).
1789,42 zł tyle wynosi w 2018 r. kwota bazowa, na postawie której wylicza się maksymalną wysokość wynagrodzenia wójtów, burmistrzów czy starostów. Maksymalna pensja włodarza to siedmiokrotność tej kwoty, czyli 12 525,94 zł

Reklama

Możliwe scenariusze i ich konsekwencje

Jeśli chodzi o sugestie ZPP, to w pierwszym pokazywanym wariancie rada powiatu mogłaby podjąć uchwałę ustalającą wysokość wynagrodzenia starosty zgodnie z treścią rozporządzenia. Wówczas wysokość wynagrodzenia zostałaby obniżona, co nie niosłoby ze sobą żadnych ryzyk prawnych czy politycznych. W drugim wariancie rada powiatu nie podejmowałaby żadnej uchwały w przedmiotowej sprawie, a wynagrodzenie pozostałoby w dotychczasowej wysokości. Wówczas pojawia się ryzyko polityczne („zarzut kierowania się interesem majątkowym wbrew intencjom rządu”) oraz prawne („zarzut naruszenia dyscypliny finansów publicznych”).
W trzecim wariancie rada powiatu nie podejmowałaby żadnej uchwały, a wynagrodzenie byłoby wypłacane w wysokości zgodnej z rozporządzeniem na podstawie decyzji starosty jako kierownika jednostki sektora finansów publicznych (czyli wynagrodzenie pozostawałoby w dotychczasowej wysokości, ale byłoby wypłacane do kwoty zgodnej z rozporządzeniem Rady Ministrów). Tu z kolei jako ryzyko polityczne wskazuje się „zarzuty skierowane przeciwko radzie powiatu odnośnie ochrony wynagrodzenia starosty” oraz „potencjalne ryzyko w przypadku dochodzenia roszczeń płacowych”.

Jak ostatecznie zachowali się radni

Z informacji, jakie napływają do biura Związku Miast Polskich (ZMP), wynika, że najczęstszym rozwiązaniem jest skierowanie projektu uchwały obniżającej wynagrodzenie zasadnicze do rady miasta, a po jego rozpatrzeniu – odrzucenie przez radę. – Prawnicy wśród czynników ryzyka takiego sposobu postępowania wymieniają naruszenie dyscypliny finansów publicznych, ale jest to mało prawdopodobne, gdyż nadal obowiązuje poprzednia uchwała rady miasta dotycząca wynagrodzenia, a także zapisy ustawy zawierające przepisy o 7-krotności kwoty bazowej – przekonuje ZMP. Na drugim miejscu pod względem częstotliwości postępowań (choć o wiele rzadziej niż najczęściej wybierana opcja) plasują się ponoć projekty uchwał przyjęte przez rady (w tym w dwóch przypadkach z inicjatywy radnych). – Odnotowaliśmy także decyzję o niepodejmowaniu żadnych czynności przez oba organy miasta, ponieważ z żadnego przepisu nie wynika obowiązek ich podjęcia (brak przepisów dostosowujących czy wprowadzających) – podaje ZMP. W razie czego, jak wskazuje związek, projekty uchwał mogą być rozpatrywane także po 1 lipca br., jeśli przewidują wejście w życie z mocą obowiązującą od 1 lipca.
O sprawę samorządowych uchwał zapytaliśmy wojewodów, do których tego typu akty prawne – o ile w ogóle podjęte – powinny trafiać do rozpatrzenia w trybie nadzoru. Przykładowo w woj. podkarpackim na 182 jednostki samorządu terytorialnego (160 gmin, 21 powiatów i samorząd województwa) do 9 lipca br. w trybie nadzoru wpłynęły 102 uchwały zmieniające wynagrodzenie wójtów, burmistrzów i prezydentów miast, starostów, marszałka województwa. Żadna z tych uchwał nie została jak dotąd zakwestionowana przez wojewodę.
Z kolei do wojewody świętokrzyskiego w tym samym czasie wpłynęło 77 uchwał (69 gmin i 8 powiatów) ze 116 jednostek do tego zobowiązanych. Do 9 lipca brakowało dokumentów od sejmiku województwa świętokrzyskiego, 33 ze 102 rad gmin oraz pięciu z 13 rad powiatów.
Widać też, że mimo upływających terminów spora część samorządów gra na zwłokę – zupełnie tak jakby patrzyły, jak zachowają się inne jednostki w kraju. Przykładowo, do Opolskiego Urzędu Wojewódzkiego wpłynęło łącznie tylko 38 uchwał w przedmiocie zmiany wynagrodzenia wójta, burmistrza czy starosty (w tym 36 uchwał rady gminy oraz dwie uchwały rady powiatu). – W znacznej części samorządów uchwały podejmowane były na sesjach odbywających się w ostatnich dniach czerwca lub na początku lipca i obecnie wpływają dopiero do organu nadzoru – informuje Martyna Kolemba, rzeczniczka wojewody opolskiego.

Niektórzy poszli jeszcze dalej

Część JST – nie chcąc się narażać – obniżała wynagrodzenia zgodnie z wolą ustawodawcy. Dla niektórych radnych zmiany forsowane przez rząd okazały się wręcz pretekstem do uderzenia szefa gminy jeszcze bardziej po kieszeni, niż wymagają tego nowe przepisy. I tak np. radni miasta Lędziny obcięli wynagrodzenie tamtejszej burmistrz Krystyny Wróbel z 10428 do 5520 zł netto. Zgodnie z wolą radnych jej wynagrodzenie zasadnicze obniżono z 4680 do 3600 zł (a więc ostrzej niż chciał rząd). Przy okazji obniżono też dodatek funkcyjny pani burmistrz z 2100 do 400 zł oraz dodatek specjalny z 40 proc. do 20 proc. wynagrodzenia zasadniczego i dodatku funkcyjnego. Bez zmian pozostaje tylko wysługa lat, która wyniesie 20 proc. wynagrodzenia zasadniczego. „Ustalenie nowej wysokości wynagrodzenia burmistrza powinno nie tylko uwzględniać obowiązujące przepisy, ale również pozwolić przynajmniej w części na pokrycie przez burmistrza dużych strat miasta z tytułu odszkodowań, jakie z budżetu miasta trzeba było wypłacić za błędne decyzje burmistrza w sprawach pracowniczych, w tym uznanych przez sąd za bezprawne” – uzasadnili radni.
Podobny los – choć już nie w tak dotkliwej skali – spotkał burmistrza Ostrowi Mazowieckiej Jerzego Bauera. Od teraz zarabiać będzie w sumie 8,1 tys. zł brutto, czyli o 3660 zł (32 proc.) mniej niż do tej pory. Do ręki dostanie tylko ok. 5,3 tys. zł.

Niby jest, a jakby jej nie było

Częściej jednak radni stosowali różne wybiegi, które miały na celu wzięcie włodarza w obronę. Obniżano więc np. wynagrodzenie zasadnicze, a jednocześnie podwyższano inne składowe pensji. Tak właśnie postąpili mazowieccy radni. Co prawda ustanowili nowe wynagrodzenie marszałka w oparciu o obowiązujące w tej chwili przepisy, ale jednocześnie zgłosili poprawkę przyznającą mu dodatek specjalny związany z przewodniczeniem przez najbliższe pół roku konwentowi marszałków (jest to dodatek przyznawany na czas ściśle określony). Efekt? Wcześniejsze wynagrodzenie marszałka wynosiło 12525,70 zł, a obecne – 12520 zł. Adam Struzik będzie więc stratny o całe 5 zł 70 groszy. – Żaden z obecnych na sali radnych nie zagłosował przeciw, a jedynie trzech wstrzymało się od głosu. Jak widać, radni województwa uznali, że pomysł, aby karać samorządowców za wysokie premie przyznawane ministrom, nie jest w porządku – komentuje Marta Milewska, rzeczniczka prasowa urzędu marszałkowskiego.
Do ciekawej sytuacji doszło też w Krakowie. Tam rada miasta nie podjęła uchwały o zmianie wynagrodzenia prezydenta Jacka Majchrowskiego, a mimo to… ulegnie ono redukcji. – Prezydent zarabiał do 30 czerwca 2018 roku łącznie we wszystkich składnikach 12525 zł brutto miesięcznie – w tym pobierał wynagrodzenie zasadnicze w wysokości 6,2 tys. zł, które od 1 lipca uległo obniżeniu do 5 tys. zł – podaje Barbara Skrabacz-Matusik, wicedyrektor wydziału organizacji i nadzoru urzędu miasta w Krakowie. Jak słyszymy, wynika to z konstrukcji samej uchwały Rady miasta Krakowa Nr IV/21/14 z 2014 roku. – Rada Miasta nie podjęła uchwały o zmianie wynagrodzenia prezydenta i w zasadzie nie jest ona obowiązkowa, ponieważ określa ona, że prezydent miasta otrzymywać będzie wynagrodzenie w maksymalnej wysokości wynikającej z rozporządzenia, nie wyższej niż limit wynikający z ustawy o pracownikach samorządowych określony jako 7-krotność kwoty bazowej określonej w ustawie budżetowej – wyjaśnia Barbara Skrabacz-Matusik.

Najpierw zastępcy

W Urzędzie Marszałkowskim Województwa Świętokrzyskiego doszło z kolei do sytuacji, w której cięcia dotknęły już wicemarszałków i członków zarządu województwa, ale nie samego marszałka. – Radni sejmiku nie zajmowali się jeszcze sprawą obniżenia uposażenia marszałka, ta kwestia pojawi się w porządku obrad najbliższej, lipcowej sesji sejmiku – powiedziała nam na początku tego tygodnia Iwona Sinkiewicz-Potaczała z biura prasowego urzędu marszałkowskiego. Jeśli zaś chodzi o zmianę wynagrodzenia wicemarszałka i członków zarządu województwa, w tym przypadku decyzja podejmowana jest przez marszałka województwa i ta zmiana już nastąpiła. – Wicemarszałek i członkowie zarządu mają zmniejszone wynagrodzenie po ok. 800 złotych brutto. W przypadku wicemarszałka miesięczne wynagrodzenie przed zmianą wynosiło 12020 zł brutto, obecnie to kwota 11200 zł brutto, natomiast wynagrodzenie członków zarządu zmniejszyło się z 11500 zł brutto do 10700 zł brutto – mówi Iwona Sinkiewicz-Potaczała.
Podobny scenariusz miał miejsce w Lublinie. Tam miesięczne wynagrodzenie brutto prezydenta Krzysztofa Żuka wprawdzie zmniejszyło się, ale tylko o 70 zł (przed zmianą wynosiło 12320 zł, od 1 lipca wynosi 12250zł). Dużo bardziej zmiany odczuli jego zastępcy. Zgodnie z zarządzeniem ich wynagrodzenie miesięczne brutto zmniejszyło się w trzech przypadkach o kwotę 1870 zł, w jednym przypadku o 1760 zł. – Przed zmianą wynagrodzenie miesięczne brutto zastępców prezydenta ogółem wynosiło 13645 zł w trzech przypadkach oraz 13085 zł w jednym przypadku. Od 1 lipca wynagrodzenie miesięczne brutto zastępców prezydenta wynosi w trzech przypadkach – 11775 zł, a w jednym przypadku 11325 zł – precyzuje Joanna Bobowska z biura prasowego w kancelarii prezydenta miasta Lublin.
W Gorzowie Wielkopolskim rada również nie podjęła uchwały na sesji 22 czerwca w sprawie obniżenia wysokości uposażenia prezydentowi i to mimo że projekt uchwały był w tej sprawie procedowany, a sam prezydent optował za jej podjęciem. Za to zastępcy prezydenta przyjęli już zaproponowane przez swojego szefa nowe warunki wynagrodzenia i od 1 lipca mają obniżone uposażenie zgodnie z rozporządzeniem Rady Ministrów. Wynagrodzenie zasadnicze zostało im obniżone o 1,1 tys. zł brutto. Nowe warunki płacy obejmują też zwiększenie dodatku specjalnego o 10 proc. brutto. Przed zmianą uposażenie zastępców prezydenta wynosiło od 12082 do 12810 zł brutto (w zależności od stażu pracy), a obecnie: od 11190 do 11775 zł brutto. – Większość radnych uznała, że dotychczasowe wynagrodzenie prezydenta nie jest wygórowane, zestawiając je z wykonywaną pracę i ponoszoną odpowiedzialnością. Przyjęto także, że to radni decydują, w jakiej wysokości ma być ono ustalone. Podczas dyskusji podkreślano, iż obniżenie maksymalnej wysokości uposażenia zasadniczego określone w rozporządzeniu Rady Ministrów z 15 maja br. jest krzywdzące i ogranicza idę samorządności – tłumaczy decyzję radnych Ewa Sadowska z urzędu miasta.