Wyborczy wyścig nabiera rozpędu. Partie stopniowo ujawniają kandydatów, a rząd przycina wynagrodzenia włodarzy. Politycy podejmują też kierunkowe decyzje, jak dalej powinien funkcjonować samorząd. Niezależnie od tego, kto wygra, pewne jest jedno – czeka nas głęboka reforma, być może największa od czasu restytucji polskiej samorządności.
Wprawdzie dla ugrupowań politycznych najważniejsze jest odpowiednie wypromowanie kandydatów i w konsekwencji zdobycie przyczółków władzy w regionach, to jednak w zaciszu gabinetów oraz przy opracowywaniu politycznych programów snute są plany dotyczące zmian systemowych w polskim samorządzie. Przewidziane późną jesienią elekcje będą więc pierwszym krokiem do realizacji tych zamierzeń. Jeśli dana partia zdobędzie władzę w sejmikach oraz umieści swoich ludzi na kluczowych stanowiskach na niższych szczeblach samorządu, przeprowadzenie systemowej reformy będzie znacznie prostsze – bez tarć czy napięć, które towarzyszyły np. obecnej ekipie rządzącej wprowadzającej zasadę dwukadencyjności czy nowy kodeks wyborczy. Przyszłoroczne wybory parlamentarne będą swoistym podsumowaniem tych przygotowań do systemowych zmian, które już dziś – mniej czy bardziej bezpośrednio – zapowiadają partie. Przy czym ich pomysły bardzo często wzajemnie się wykluczają. O tym, kto wygra, zdecydują obywatele, którzy najpierw na jesieni tego roku, a następnie w przyszłym roku (podczas wyborów parlamentarnych) opowiedzą się za którąś z tych wizji.
Propozycje prawicy
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.