Jarosław Kaczyński, prezes PiS, zapowiedział, że w administracji samorządowej i rządowej ma być skromnie. Czy samorządowi włodarze powinni mieć obniżone pensje?
Reklama
Dr Stefan Płażek adwokat, adiunkt w Katedrze Prawa Samorządu Terytorialnego Uniwersytetu Jagiellońskiego / Dziennik Gazeta Prawna
NIE
Co do zasady jestem za oszczędnym państwem i racjonalnym wynagradzaniem w administracji. Na tego typu ruch mógłbym się zgodzić pod warunkiem, że przemawiałby za tym interes publiczny. W tym przypadku nie jest dla mnie zrozumiałe ratio legis, czyli motywy ustawodawcy. Obniżanie pensji tylko dlatego, że spadają sondaże partii rządzącej, jest dla mnie absurdalnym powodem tego typu zmian.
Piotr Uściński poseł PiS, były starosta wołomiński / Dziennik Gazeta Prawna
TAK
Wszyscy widzimy, że samorządowcy pracują różnie i wielu z nich nie zasługuje na płace, które otrzymują obecnie. Z pewnością nie zbiednieją po naszych zmianach. W służbie publicznej, czy jesteśmy samorządowcami, czy politykami, pieniądze nie powinny być najważniejsze. Społeczeństwo nie chce, abyśmy się dorabiali. Nie ma jeszcze decyzji, o ile zmniejszą się wynagrodzenia samorządowców. Niemniej jednak muszą się oni liczyć z tym, że najprawdopodobniej od kolejnej kadencji będą zarabiać mniej. Warto też zastanowić się nad tym, aby zarobki samorządowych włodarzy były bardziej dostosowane do powierzchni gminy lub miasta, a także środków, jakimi dysponują.
O 20 proc. niższe wynagrodzenie mają mieć też posłowie i senatorowie. Czy to nie sprawi, że zarówno o bycie wójtem, jak i parlamentarzystą będą się ubiegać osoby bez kwalifikacji?
Dr Stefan Płażek
NIE
Już obecnie wiele osób w parlamencie to osoby, które znalazły się na listach wyborczych z nadania partyjnego. Również wójtami często zostają osoby, które nie mają odpowiednich kwalifikacji do zajmowania tej funkcji. Po prostu w czasie kadencji uczą się bycia samorządowym włodarzem. Najważniejsza jest informacja dla wyborców, co dany kandydat osiągnął do tej pory. Dlatego od dawna oręduję za tym, aby na plakatach czy listach do głosowania było kilka zdań o kandydacie, jego osiągnięciach. Obecnie nic mi nie mówi podpis typu Jan Kowalski – nauczyciel.
Piotr Uściński
NIE
Zawsze o byciu politykiem, czy wójtem decydują obywatele. To jest ich demokratyczne prawo. Często jest tak, że osoby z wyższym wykształceniem przegrywają z innymi kandydatami, którzy potrafią wyborców przekonać swoimi czynami i argumentami. Decyzja o obniżeniu wynagrodzeń dla parlamentarzystów i samorządowców nie sprawi, że nagle część z potencjalnych kandydatów z tego tylko powodu zrezygnuje.
Ministrowie i sekretarze stanu muszą najpóźniej do połowy maja oddać wielotysięczne nagrody przyznane jeszcze przez Beatę Szydło, byłą premier. Obecny szef rządu zapowiedział, że nie będzie kolejnych. Czy to właściwe rozwiązanie?
Dr Stefan Płażek
TAK
Służba publiczna nie powinna być dodatkowo nagradzana. Z pewnością takie rozwiązanie będzie uczciwsze. W służbach mundurowych również nie ma przyznawania nagród w niejasnych okolicznościach, które tak naprawdę mają doprowadzić do podwyższania niektórym pensji zasadniczej. Ministrowie i ich zastępcy muszą mieć świadomość, że to tylko służba państwu przez pewien czas.
Piotr Uściński
TAK
W tym momencie społeczeństwo oczekuje, by ministrowie nie otrzymywali nagród. Jednak uważam, że szef rządu powinien mieć możliwość premiowania tych, którzy ponadprzeciętnie pracują i realizują wzorowo plan rządu i partii rządzącej. Mam więc głęboką nadzieję, że premier skorzysta ze swojego prawa do nagradzania najlepszych. Nie powinno być ustawowego zakazu przyznawania nagród.
Premier Mateusz Morawiecki chciałby też, aby podsekretarze trafili do korpusu urzędniczego. Nie ma pewności, czy do tego rozwiązania przekona Jarosława Kaczyńskiego. Czy wiceministrowie w randze podsekretarzy powinni stać się urzędnikami?
TAK
Dr Stefan Płażek
Jestem za rozszerzeniem korpusu urzędniczego i jednoczesnym zmniejszeniem korpusu politycznego. Muszą jednak być zachowane systemowe gwarancje rozdzielności tych korpusów. Podsekretarze, którzy mieliby stać się nagle urzędnikami, nie mogą tak po prostu przejść do służby cywilnej. Te osoby muszą być zweryfikowane, np. poprzez konkurs, czy rzeczywiście mają kwalifikacje do bycia w służbie cywilnej. Inaczej będziemy mieli do czynienia z koniem trojańskim, bo urzędnikami będą tylko z nazwy.
Piotr Uściński
TAK
Podsekretarze to głównie specjaliści wysokiej klasy, a nie politycy. Jeśli nam zależy, aby pracowali oni dla rządu, to trzeba zadbać, aby zarabiali lepiej. Obecnie jednak nie ma ku temu woli politycznej. Podsekretarze już obecnie są nieformalnymi urzędnikami, bo nie skupiają się na komentowaniu życia politycznego, ale na uczciwej pracy. Ich rola sprowadza się do nadzorowania kilku departamentów i ich wejście do korpusu służby cywilnej doprowadziłoby do realnego odchudzenia liczby członków rządu.
Czy wysocy urzędnicy przez obniżenie im pensji mogą być bardziej podatni na korupcję?
Dr Stefan Płażek
NIE
Działania wbrew prawu są notowane również u ludzi szalenie bogatych. Do tego trzeba mieć na względzie, że obecna władza jest bardzo wyczulona na korupcję i piętnuje wszelkie tego typu niewłaściwe zachowania.
Piotr Uściński
NIE
Podatność na korupcję wykazują osoby z określonymi cechami charakteru. Obawy, że po obniżeniu pensji wysocy urzędnicy będą chcieli się skorumpować, są nieuzasadnione. Dodatkowo tworzymy odpowiedni system, m.in. dotyczący kwestii związanych z projektem ustawy o jawności w życiu publicznym. Ponadto w naszych szeregach nie ma zgody na jakiekolwiek nieprawidłowości w tym względzie.
W 2013 r. Bank Światowy wskazywał, że pensje w budżetówce nie mają charakteru motywacyjnego. Czy należy zreformować system wynagradzania w całej administracji państwowej?
Dr Stefan Płażek
TAK
Każdy system powinien polegać na ekwiwalentności pomiędzy jakością pracy a wysokością wynagrodzenia. Obecnie wiele składników wynagrodzenia, jak na przykład trzynastka, nie ma charakteru motywacyjnego. Pieniądze są wypłacane bez względu na jakość świadczonej przez urzędników pracy.
Piotr Uściński
TAK
System ten potrzebuje zmian, i to nie tylko w stosunku do urzędników zajmujących wysokie stanowiska, ale też innych pracowników – czy to samorządowych, czy rządowych. Trzeba wyeliminować takie sytuacje, że wójt zarabia więcej od ministra, a dyrektor departamentu więcej od swojego szefa, czyli wiceministra, a nawet ministra. Takiej sytuacji nie ma w żadnej firmie, żeby osoba, która ponosi większą odpowiedzialność i odpowiada za wielomiliardowe projekty, zarabiała mniej od tych, którzy nie są równie mocno obciążeni. Debata na ten temat musi się rozpocząć. ⒸⓅ