Rząd przyjął wczoraj projekt ustaw o Państwowej Inspekcji Bezpieczeństwa Żywności oraz ustawy wprowadzającej te przepisy. Nowa superinspekcja złożona z kilku innych działających obecnie instytucji ma ruszyć od 1 stycznia przyszłego roku, choć eksperci biorą pod uwagę, że termin ten w trakcie prac parlamentarnych może zostać o kilka miesięcy przesunięty. Podobnego zdania byli przedstawiciele resortu rolnictwa.
Reklama
– Zapisany w projekcie ustawy termin 1 stycznia 2018 r. jest mało prawdopodobny. Wydaje się, że inspekcja ma szansę zacząć funkcjonować od 1 lipca – poinformowała w Sejmie Ewa Lech, podsekretarz stanu w Ministerstwie Rolnictwa i Rozwoju Wsi.

Reklama
Minister rolnictwa Krzysztof Jurgiel, od początku proponował, by połączyć wszystkie jemu podległe inspekcje zajmujące się kontrolowaniem żywności oraz włączyć do tego także część innych instytucji. Rządowy projekt zakłada połączenie Państwowej Inspekcji Weterynaryjnej (PIW), Państwowej Inspekcji Ochrony Roślin i Nasiennictwa (PIORiN), Inspekcji Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych (IJHARS). Dodatkowo nowy urząd miałby przejąć część kompetencji podległej ministrowi zdrowia Państwowej Inspekcja Sanitarnej (PIS), a także Inspekcji Handlowej (IH) i Inspekcja Ochrony Środowiska. Minister zdrowia jest przeciwny włączeniu do tego urzędu Inspekcji Sanitarnej. Jak podkreśla, to on w rządzie odpowiada za zdrowie Polaków.
O losy budzącej kontrowersje ustawy pytali w zeszłym tygodniu posłowie. Mieli wysłuchać informacji pełnomocnika rządu do spraw organizacji struktur administracji publicznej właściwych w zakresie bezpieczeństwa żywności na temat aktualnego stanu prac. – Moje kompetencje mają charakter organizacyjno-logistyczno-techniczny. Nie odpowiadam za sprawy legislacyjne – wyjaśnił Jarosław Pinkas, pełnomocnik rządu. Do ostatniej chwili nie było więc wiadomo, czy po raz kolejny przyjęcie ustawy będzie przez rząd przekładane.
Utworzenie nowej inspekcji w praktyce oznaczać będzie, że część kompetencji utracą samorządy lokalne. Centralna instytucja będzie kontrolowała żywność „od pola do stołu”. Jednostki terenowe nie będą, jak dotychczas, podporządkowane wojewodom lub władzom samorządowym, lecz kierownictwu nowej inspekcji. Nadzór nad inspekcją ma sprawować minister rolnictwa. Ma to, zdaniem rządu, zwiększyć przejrzystość systemu, obniżyć koszty i wyeliminować ewentualne spory między różnymi urzędami.
Jedna inspekcja z pewnością ułatwi życie rolnikom. Plany te budzą jednak wiele obaw wśród ekspertów zajmujących się zdrowiem. Wskazują oni, że resort rolnictwa dba o interesy rolników i ułatwianie im działalności. Może to powodować dążenie do obniżania wymogów czy np. nieeksponowanie zdarzeń, które mogłyby negatywnie odbić się na eksporcie płodów rolnych czy mięsa do innych państw, zwłaszcza tych na Wschodzie. Na te problemy zwraca też uwagę Marek Posobkiewicz, główny inspektor sanitarny.
– Jeżeli w jednych rękach znajdzie się bezpieczeństwo żywnościowe, czyli to, aby produkować dużo, oraz nadzór nad bezpieczeństwem żywności, może dojść do konfliktu interesów – stwierdza.
– To zła wiadomość, mieliśmy nadzieję, że uda się przekonać decydentów do tego, że nadzór nad jakością i bezpieczeństwem żywności nie powinien podlegać resortowi rolnictwa. Obawiamy się, że inne państwa mogą wykorzystać te zmiany jako pretekst do ograniczania importu polskiej żywności – mówi mecenas Dobrawa Biadun, ekspertka Konfederacji Lewiatan. Równocześnie podkreśla, że pomysł połączenia samych inspekcji podległych resortowi rolnictwa ma głębokie uzasadnienie i przedsiębiorcy od dawna o takie zmiany apelowali. – Mniej kontroli, a bardziej efektywne – mówi Biadun. ⒸⓅ