Funkcjonowanie klubu go-go, choćby nie w pełni etyczne, nie narusza dobrego imienia jednostki samorządu terytorialnego, na terenie której znajduje się lokal. Uznał tak Sąd Okręgowy w Gdańsku.
Chodzi o głośną sprawę, którą Sopot wytoczył Agencji Reklamowo-Marketingowej Event, prowadzącej klub Cocomo.
Reklama

Reklama
Istnienie przybytków go-go w ostatnich latach stało się solą w oku wielu samorządowców. W szczególności, gdy idzie o kluby Cocomo (i ich następców prawnych). Z ustaleń urzędników wynikało bowiem, że model biznesowy właścicieli tychże lokali opierał się na nachalnym nagabywaniu przechodniów do skorzystania z usług, sprzedaży alkoholu po rażąco zawyżonych cenach oraz naliczaniu zbyt wysokich rachunków nietrzeźwym klientom.
Wrocław i Sopot postanowiły więc wytoczyć powództwa o ochronę dóbr osobistych. Zgodnie z art. 23 ustawy z 23 kwietnia 1964 r. – Kodeks cywilny (t.j. Dz.U. z 2016 r. poz. 380 ze zm.) dobra osobiste człowieka, w tym cześć i wizerunek, pozostają pod ochroną prawa cywilnego niezależnie od ochrony przewidzianej w innych przepisach. Z kolei art. 43 kodeksu dookreśla, że przepisy o ochronie dóbr osobistych osób fizycznych stosuje się odpowiednio do osób prawnych. Tym samym, co do zasady, możliwość wytoczenia tego typu powództwa przez jednostkę samorządu terytorialnego istnieje.
Samorządowcy stwierdzili, że działalność klubów go-go uderza w dobre imię (wizerunek) miast. Z jednej strony bowiem gminy wydają miliony złotych rocznie na promocję i zachęcanie turystów do przyjazdu, a z drugiej przybyłe osoby są źle traktowane. Przez co – jak wykazywali urzędnicy – przeciętny gość może się do danego miasta zrazić. Sąd Okręgowy w Gdańsku przyznał, że rzeczywiście działalność klubu go-go może być nie w smak władzom Sopotu.
– Ale to nie zmienia tego, że powodowa gmina nie może domagać się ochrony prawnej w taki sposób, jaki sformułowała w pozwie – stwierdziła sędzia Ewa Tamowicz, tłumacząc motywy niekorzystnego dla samorządu wyroku.
W ocenie sądu gmina nie może dążyć do uniemożliwienia prowadzenia działalności gospodarczej, która jest legalna. Jeśli są zastrzeżenia do poszczególnych działań przedsiębiorcy, należy sięgnąć po odpowiednie w danej sytuacji środki prawne, a nie powództwo o ochronę dóbr osobistych. Tym bardziej że – co podkreślono w ustnych motywach uzasadnienia – zadaniem własnym gminy nie jest ochrona ludności przebywającej na jej terytorium przed wszelkimi negatywnymi zjawiskami, które mogą ją spotkać. Innymi słowy, fakt, że turysta poczuje się niekomfortowo, będąc nagabywanym do odwiedzin w budzącym skrajne emocje lokalu, nie pozwala samorządowi dążyć do zamknięcia tego lokalu lub ukarania ich właścicieli na drodze cywilnej.
Wyrok gdańskiego sądu to kolejna porażka samorządowców. Niedawno przegrał bowiem przed sądem apelacyjnym Wrocław. W wyroku stwierdzono, że jednostka samorządu terytorialnego nie dysponuje dobrem osobistym w postaci dobrego imienia. Prokurator regionalny postanowił w tamtejszej sprawie skierować skargę kasacyjną do Sądu Najwyższego. W praktyce więc – zarówno w przypadku Wrocławia, jak i Sopotu, który zapowiedział już apelację od wyroku sądu okręgowego – najwięcej będzie zależało od tego, jaką decyzję podejmie Sąd Najwyższy. Ten zaś sprawę powinien rozpoznać jeszcze w tym roku.