Miasta pracują nad swym wizerunkiem i budują swoją renomę mozolnie, przez dziesięciolecia i dłużej. Zamawiają specjalne opracowania, tworzą plany, prowadzą działania promocyjne mające na celu wykreowanie u mieszkańców, przedsiębiorców, odwiedzających i w przekazie medialnym pozytywnego odbioru miejsca.
Podobnie przedsiębiorcy – by zarabiać, muszą się promować. W jaki sposób kreować swój przekaz i do kogo go adresować? To zależy od rodzaju biznesu. Gdy chodzi o rozrywkowe uciechy – najlepiej działać w centrach sporych miast, atrakcyjnych turystycznie. Kluby go-go, sex shopy, by zarobić, ściągnąć do siebie żądnych tego rodzaju atrakcji mieszkańców czy turystów, promują się sugestywnie. Nie zawsze też działają etycznie. No i dochodzi do konfliktu. Bo ten rodzaj ekspresji niekoniecznie zgadza się z wizerunkową wizją miasta.
Tymczasem środki zaradcze, jakie włodarze mogą w takiej sytuacji podjąć, są ograniczone. Swoboda działalności gospodarczej wpisana jest bowiem w konstytucję. Konkretnie w art. 22, który mówi, że ograniczenie tej wolności jest dopuszczalne tylko w drodze ustawy i tylko ze względu na ważny interes publiczny. A wizerunek, renoma gminy to, przynajmniej od strony prawnej, wciąż kwestie dyskusyjne. Bo czyż miasto może dysponować dobrym imieniem (dobry wizerunek, renoma wpisują się w to pojęcie)? Wprawdzie art. 43 kodeksu cywilnego określa, że przepisy o ochronie dóbr osobistych osób fizycznych stosuje się odpowiednio do osób prawnych (a miasto taka osobą jest), ale już sądy mają co do tego sporo wątpliwości. I to nie tylko krajowe. W jednym z wyroków Trybunał Sprawiedliwości UE stwierdził, że tworzenie nadmiernych wymogów w celu zniechęcenia przedsiębiorców do zakładania sklepów z akcesoriami erotycznymi jest niezgodne z prawem unijnym.