Narodowe embarga na ukraińskie zboże stwarzają więcej problemów, niż rozwiązują - mówi Benoît Biteau, wiceprzewodniczący Komisji Rolnictwa i Rozwoju Wsi (AGRI) przy Parlamencie Europejskim.

Jak ocenia pan decyzję Komisji Europejskiej o nieprzedłużaniu embarga na ukraińskie zboże?
Benoît Biteau, wiceprzewodniczący Komisji Rolnictwa i Rozwoju Wsi (AGRI) przy Parlamencie Europejskim / PE / fot. Marc Dossmann/PE

Zacznę od tego, że agresja Rosji na Ukrainę stawia nas w bardzo trudnej sytuacji. Putin chce wywołać napięcia w Unii Europejskiej. Kwestia rolnictwa, zaraz po dostawach gazu, jest szczególnie istotna. Moskwa obecnie wykorzystuje kwestie zboża, aby nastawić państwa członkowskie przeciwko sobie. Odmawiając przedłużenia porozumienia czarnomorskiego w sprawie zbóż, po raz kolejny używa broni żywnościowej, co jest niedopuszczalne. Ataki na infrastrukturę ukraińskich portów rzecznych na Dunaju też są absolutnie nieakceptowalne.

Za decyzją Komisji Europejskiej o zawieszeniu embarga na ukraińskie zboża stoi wyraźny brak konsultacji z władzami krajów, które są najbardziej dotknięte importem, czyli mających bezpośrednią granicę z Ukrainą. Niemniej jednak reakcja polskiego rządu również podlega krytyce, szczególnie ze względu na formę, jaką przyjęła. Obawiam się, że kontekst wyborczy w Polsce i wybory 15 października zostaną wykorzystane przez Kreml do działań destabilizacyjnych.

Czy Komisja Europejska konsultowała się z Komisją Rolnictwa przy Parlamencie Europejskim?

Nie przeprowadzono formalnych konsultacji w tej sprawie ani z Komisją Rolnictwa, ani z Parlamentem Europejskim, nad czym bardzo ubolewam. W kwestiach związanych z polityką zagraniczną Unia Europejska musi działać bardziej demokratycznie.

Jakie byłoby pana stanowisko jako wiceprzewodniczącego?

Jako poseł do Parlamentu Europejskiego należący do Grupy Zielonych zawsze opowiadałem się za pełnym wsparciem dla Ukrainy, ostrzegając moich kolegów o wadze kwestii związanych z rolnictwem. Chcemy, aby Unia Europejska pomogła polskim rolnikom, a także rolnikom z innych krajów UE. Należy tego dokonać w sposób skoordynowany i bez stawiania wszystkich przed faktem. Musimy ułatwić i przyspieszyć transport ukraińskich produktów rolnych przez porty Europy Północnej, aby wesprzeć kraje najbardziej narażone w przypadku ewentualnego zamknięcia transportu ukraińskiego zboża.

Polska nie żądała zablokowania ukraińskiego importu do tych krajów, ale raczej ochrony własnego rynku.

Należy pamiętać, że na rolników w krajach graniczących z Ukrainą wpływa przede wszystkim nie Komisja Europejska, ale firmy chcące spekulować na rynku krajowym ze szkodą dla krajowych producentów. Komisja Europejska powinna podjąć działania w tej sprawie, aby chronić europejskich producentów przed spekulantami. Ukraińskie zboża muszą spełnić swoją funkcję i dotrzeć tam, gdzie są potrzebne, zwłaszcza do krajów globalnego Południa. Komisja musi wdrożyć wszystkie niezbędne środki, aby tak się stało.

Nawet kosztem krajów członkowskich?

Mam wrażenie, że w tym przypadku interesy państwa trzeciego, Ukrainy, okazały się ważniejsze niż interesy państw członkowskich – Słowacji, Rumunii, Polski, Węgier. Natomiast sytuacja jest złożona. Unia Europejska musi także uwzględnić podstawowe interesy geostrategiczne. Wsparcie dla Ukrainy jest jednym z nich i niezbędne jest także wsparcie krajów importujących ukraińskie zboże, aby ich ludność nie cierpiała głodu.

Jak ocenia pan decyzję Węgier, Polski i Słowacji o nałożeniu embarga na ukraińskie towary?

Sposób, w jaki ogłoszono to rozwiązanie, wydaje mi się szczególnie niezręczny. Te embarga stwarzają więcej problemów, niż rozwiązują. Uważam, że należy wdrożyć inne rozwiązania, a w szczególności wezwać do solidarności europejskiej, ponieważ konsekwencje importu ziarna z Ukrainy dla producentów zbóż przykładowo w okolicach Paryża nie są takie same, jak dla producentów zbóż w okolicach Rzeszowa. Żałuję, że głos komisarza Janusza Wojciechowskiego nie został usłyszany i nie mógł on skutecznie przekazać obaw, jakie w tej sytuacji mają rolnicy ze wschodniej części UE.

W rewanżu Ukraina złożyła wniosek przeciwko Polsce do WTO.

Światowa Organizacja Handlu nigdy nie wydawała mi się najlepszym miejscem do szukania porozumienia w sporach handlowych. Nie jest to też najszybsze rozwiązanie. Władze ukraińskie działały w pośpiechu.

Jaki byłby optymalny scenariusz zakończenia konfliktu pomiędzy tymi trzema krajami UE a Ukrainą?

Użycie terminu „konflikt” jest niewłaściwe. Słowa mają swoją wagę. Istnieje konflikt między Rosją a Ukrainą, a nie między wschodnimi krajami UE a Ukrainą. Jeśli mówimy o sporze, to najlepszym sposobem na jego rozwiązanie jest omówienie tematu na szczeblu Rady Europy z innymi głowami państw i rządów oraz znalezienie kreatywnych rozwiązań, dzięki którym zboże trafi tam, gdzie jest najbardziej potrzebne.

Uważa pan, że możliwe jest, aby KE ponownie rozważyła wdrożenie unijnego embarga?

Prawdę mówiąc – nie mam pojęcia. Trzeba by zapytać Komisję Europejską.

Patrząc długofalowo – jak UE powinna bronić interesów swoich producentów żywności przed napływem taniej żywności z Ukrainy czy Azji?

Moja grupa w Parlamencie Europejskim zawsze była bardzo krytyczna wobec liberalizacji handlu produktami rolnymi narzuconej przez Światową Organizację Handlu. Od 1995 r. suwerenność żywnościowa UE jest podważana przez te przepisy, co zasadniczo przynosi korzyści wielkim światowym przedsiębiorstwom, takim jak Glencore, ADM i Cargill, które również powinny zostać pociągnięte do odpowiedzialności za obecną sytuację. Myślę, że najwyższy czas zakwestionować te umowy, a także dwustronne umowy o wolnym handlu z innymi krajami, takimi jak Nowa Zelandia. Złożyłem poprawkę mającą na celu odrzucenie umowy z Nową Zelandią. Byłem bardzo zaskoczony, gdy zobaczyłem, że polski eurodeputowany Krzysztof Jurgiel, zasiadający w Komisji Rolnictwa Parlamentu Europejskiego, nie poparł tej propozycji. Polski rząd zresztą też nie. ©℗

Rozmawiał Nikodem Chinowski