W ostatnich tygodniach wystartowało kilka programów, które wspólnymi siłami opracowały resorty środowiska oraz rolnictwa i rozwoju wsi. Są to m.in. „Agroenergia” i „Usuwanie folii rolniczych i innych odpadów z działalności rolniczej”.

Zagospodarowanie folii rolniczych jest dziś jedną z największych bolączek rolników i samorządów. O rozwiązanie problemu już w zeszłym roku apelowała Krajowa Rada Izb Rolniczych.

Porządki na polach

Skąd się wziął? Popyt na odpady rolnicze (m.in. folie czy sznurki do wiązania balotów) drastycznie zmalał w ciągu ostatnich dwóch lat, od kiedy Chiny przestały skupować plastiki z krajów UE, co doprowadziło do nadpodaży tworzyw sztucznych na rynku europejskim. A to sprawiło, że wiele firm, które do tej pory odbierały folie rolnicze z gospodarstw bezpłatnie (a nawet dopłacały rolnikom), zyskując dobry jakościowo surowiec do recyklingu, teraz przestało to robić, bo na taki towar nie ma zbytu.

Efekt jest taki, że dziś gospodarstwa niemal toną w foliach. Problem zauważyli rządzący, którzy obawiają się, że bez systemowego odbioru takich odpadów mogą one zostać wyrzucone na dzikie wysypiska albo spalone.

– To problem głównie dużych gospodarstw. Nowy system segregowania i zbiórki tego typu odpadów z rolnictwa przetestujemy w kilku powiatach. Jeżeli się sprawdzi, zostanie rozszerzony na cały kraj – przekonuje Jan Krzysztof Ardanowski, minister rolnictwa.

Pilotaż programu już ruszył i obejmuje siedem gmin z Mazowsza, w których – jak wyjaśniają rządzący – jest duże nagromadzenie gospodarstw, gdzie z racji na intensywną hodowlę bydła takich odpadów występuje najwięcej. Są to gminy: Czerwin, Goworowo, Ostrów Mazowiecka, Rzekuń, Stary Lubotyń, Troszyn i Wąsewo.

Otrzymają one bezzwrotne dotacje. W sumie mogą liczyć na dofinansowanie w łącznej wysokości ponad 406 tys. zł, co ma pozwolić unieszkodliwić w sumie ponad 730 ton odpadów rolniczych.

Sęk w tym, że to kropla w morzu potrzeb, a większość rolników – już drugi rok z rzędu – musi sobie radzić z problemem na własną rękę. Na zmiany też przyjdzie im poczekać, bo pilotaż ma trwać do 2021 r. i dopiero po jego zakończeniu resort środowiska przeanalizuje, na ile taki system odbioru odpadów jest efektywny. Jeżeli bilans wypadnie pomyślnie, to podobne rozwiązanie ma zostać wdrożone na terenie całego kraju.

Wątpliwości prawne

W rozwiązaniu problemu z foliami nie pomagają też niejasne przepisy. Nie wynika z nich bowiem bezpośrednio, kto w praktyce powinien być odpowiedzialny za zagospodarowanie tej kłopotliwej frakcji. Za tym, by obowiązek ten ciążył na rolnikach (są oni wytwórcami odpadów), przemawia m.in. to, że folie są produktami ubocznymi działalności rolniczej. Nie mogą być więc traktowane jak odpady komunalne. A tylko za takie odpowiedzialne są gminy.

Rzecz w tym, że przepisy definiujące, czym są odpady, pozostawiają duże pole do interpretacji. Zgodnie bowiem z art. 3 ust. 1 pkt 7 ustawy o odpadach (Dz.U. z 2018 r. poz. 992 ze zm.) za odpady komunalne uznaje się nie tylko te powstające w gospodarstwach domowych, ale również m.in. „odpady, które ze względu na swój charakter lub skład są podobne do odpadów powstających w gospodarstwach domowych”. Kierując się taką wykładnią przepisów, część gmin decydowała się odbierać folie. Zwłaszcza że było to opłacalne.

Od takiej interpretacji odżegnuje się jednak Ministerstwo Środowiska. W ocenie resortu folie powstające w działalności rolniczej nie mogą zostać uznane za odpad komunalny. Oznacza to, że rolnik wytwarzający takie odpady ma obowiązek zagospodarować je własnym sumptem, zgodnie z art. 22 ustawy o odpadach. Resort przyznaje przy tym, że folie takie były często odbierane bez dodatkowych opłat.

Wielu samorządowców zgadza się z ministerstwem, że utylizacja folii nie leży już w kompetencjach gminy i nie powinna być, wbrew oczekiwaniom niektórych rolników, finansowana z budżetu samorządu. – Problem dotyczy ok. 5 proc. mieszkańców, a folia nie jest odpadem z gospodarstwa domowego, tylko odpadem produkcyjnym – przekonuje Rafał Kowalczyk, wójt gminy Wąsewo.

Zielona energia i czyste dachy

Rządzący pokładają też dużą nadzieję w rozwoju odnawialnych źródeł energii, które dobrze się sprawdzają w rozproszonej zabudowie i mogą z powodzeniem zasilać mniejsze zakłady czy gospodarstwa. Odpowiedzią na to ma być program „Agroenergia”, opracowany przez oba resorty i wdrażany przez Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej (NFOŚiGW).

W sumie przewidziano w nim ponad 200 mln zł na dotacje (80 mln zł) i pożyczki (120 mln zł) dla rolników, którzy chcą zainwestować w panele fotowoltaiczne, turbiny wiatrowe, energetykę wodną i geotermalną, a także budowę biogazowni. Beneficjenci mogą otrzymać do 40 proc. zwrotu kosztów inwestycji, nie więcej jednak niż 800 tys. zł.

Samorządy będą mogły też przyspieszyć likwidację azbestu, który – jak wynika z unijnych wymogów – musi całkowicie zniknąć z polskich dachów do 2032 r. Niestety, wciąż mamy w tej kwestii liczne zaszłości, a tempo wymiany pokryć dachowych jest za wolne. Ministerstwo Środowiska zapowiedziało już, że do 2023 r. przeznaczy ponad 170 mln zł na program usuwania azbestu skierowany do gospodarstw domowych. Od 1 sierpnia rolnicy mogą też wnioskować o dopłaty do wapnowania gleb, co ma przeciwdziałać degradacji użytków rolnych. Tu budżet NFOŚiGW wynosi ok. 300 mln zł.

Cukier będzie taniał przez najbliższe miesiące