– Ten dokument zbulwersował środowisko wydawców – tak o założeniach nowej ustawy o otwartych zasobach publicznych autorstwa resortu Michała Boniego mówi Włodzimierz Albin, prezes Polskiej Izby Książki (PIK).
Reklama
Ogólną ideą projektu jest, by wszystkie utwory sfinansowane ze źródeł publicznych – mapy, opracowania, filmy itp. – były dostępne co do zasady do dowolnego i darmowego wykorzystania dla wszystkich zainteresowanych.
– To próba zmiany prawa autorskiego bocznym torem – zarzuca Albin.
– Rok po ACTA jesteśmy wciąż w tym samym punkcie. Dyskusja stała się tylko bardziej ideologiczna, padają bardziej demagogiczne i populistyczne hasła – dodaje Wiesław Podkański, prezes Izby Wydawców Prasy.

Reklama
Wydawcy przekonują, że na początek wystarczyłoby wykorzystać obecne regulacje i otworzyć zasoby, którymi dysponuje strona publiczna: np. treści nieobjęte prawem autorskim lub dostępne na bazie zakupionych licencji. Według nich to, co proponuje resort administracji i cyfryzacji, to eksperyment, na którym może ucierpieć wielu przedsiębiorców.
– Nie chodzi o otwartość ani tym bardziej o wolność, lecz o darmowe korzystanie z cudzej twórczości – recenzuje założenia ustawy prof. Wojciech Cellary z Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu.
PIK ma też wątpliwości co do ich konstytucyjności. Tłumaczy, że w grę może wchodzić naruszenie swobody gospodarczej, ochrony własności i praw nabytych. „Otwarcie zasobów” traktuje raczej jako „upaństwowienie zasobów”.
– Brakuje rachunku zysków i strat proponowanych zmian. W teście regulacyjnym jest informacja o 15 tysiącach podmiotów wydawniczych, które mogą ponieść straty z powodu wprowadzenia ustawy. I ministerstwo przechodzi nad tym do porządku dziennego – utyskuje prezes PIK.
Izba wskazuje, że jedną z głównych wartości, jakie mają być osiągnięte przyszłą ustawą, jest prawo obywateli do wiedzy.
– Tego rodzaju „prawo do darmowej wiedzy” nie ma jednak charakteru konstytucyjnego – stwierdza.
Ocenia wręcz, że projektowana ustawa naruszyłaby konstytucyjną zasadę równego traktowania, gdyż udzielałaby nieuzasadnionych preferencji podmiotom, które nie ponosiły trudu i kosztów działalności twórczej. Mogłyby natomiast eksploatować utwory, prawa pokrewne i prawa do baz danych podmiotów, które taki trud i koszty poniosły.
Zupełnie inne zdanie na temat założeń mają Stowarzyszenie Wikimedia Polska, Centrum Cyfrowe czy Fundacja e-Państwo. Dziś dyskusji ciąg dalszy: minister Michał Boni zaprosił ludzi biznesu i przedstawicieli organizacji społecznych na Kongres Wolności w internecie, aby dyskutować m.in. o prawie autorskim i otwartych zasobach.
Prawo do darmowej wiedzy nie ma charakteru konstytucyjnego