Nic nie nie grozi za pobieranie muzyki czy filmów z internetu. Ale za ich udostępnianie w sieci już tak.
Reklama
Wokół łamania praw autorskich w internecie narosło kilka mitów. Jednym z nich jest powszechne przekonanie, podsycane kampaniami producentów, że pobieranie plików z utworami z sieci jest kradzieżą. W rzeczywistości o odpowiedzialności karnej w ogóle nie może być mowy.
O odpowiedzialności cywilnej zresztą także, przynajmniej według części prawników.
Najpierw trzeba jednak rozgraniczyć dwie rzeczy – pobieranie plików od ich rozpowszechniania. Powinny o tym pamiętać osoby korzystające z programów służących do wymiany plików (np. peer to peer, torrent).

Reklama
Wiele z nich, w sposób niezależny od użytkownika, udostępnia fragment aktualnie ściąganego pliku. A to już bez wątpienia oznacza złamanie prawa. To samo dotyczy osób, które za pośrednictwem serwisów typu Chomikuj.pl pozwalają innym na ściąganie wrzuconych przez siebie utworów.

Dozwolony użytek

Samo pobieranie przez wielu ekspertów jest traktowane jako dozwolony użytek osobisty, o jakim mowa w art. 23 – Ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych (t.j. Dz.U. z 2006 r. nr 90, poz. 631 z późn. zm.).
Zgodnie z nim „bez zezwolenia twórcy wolno nieodpłatnie korzystać z już rozpowszechnionego utworu w zakresie własnego użytku osobistego”. Przykładem takiego korzystania jest chociażby nagrywanie muzyki z radia. Analogię tę można przenieść do internetu.
Obejrzenie filmu znalezionego w sieci będzie takim samym korzystaniem z utworu. Nie ma przy tym znaczenia, czy ściągniemy plik, czy też oglądamy go „w locie” w przeglądarce internetowej.
I jedno, i drugie przez prawo jest tak samo traktowane. Gdyby więc przyjąć, że oglądanie filmów z sieci wykracza poza dozwolony użytek, to wejście na YouTube oznaczałoby ryzyko naruszenia praw twórców.
Dla pełnego obrazu sprawy trzeba jednak zaznaczyć, iż część prawników uważa, że ściąganie z internetu pirackich plików wykracza poza dozwolony użytek osobisty, gdyż ten zgodnie z art. 35 prawa autorskiego nie może godzić w słuszne interesy twórcy. Dominuje jednak pogląd, że samo pobieranie utworu jest zgodne z prawem. Nie znaleźliśmy wyroku, który przeczyłby tej tezie.
Za udostępnianie plików (nawet ich części, np. za pośrednictwem sieci torrent) grozi już odpowiedzialność zarówno cywilna, jak i karna.
Zgodnie z art. 79 prawa autorskiego od osoby, która je narusza, można się domagać dwukrotności stosownego wynagrodzenia, a gdy naruszenie jest zawinione – jego trzykrotności.
Z kolei art. 116 przewiduje za rozpowszechnianie kary. Najczęściej górnym zagrożeniem będą dwa lata więzienia, ale w przypadku czerpania korzyści majątkowych – trzy lata, a przy uczynieniu z tego stałego źródła dochodu – nawet pięć lat pozbawienia wolności.



Z programami inaczej

Chociaż programy komputerowe to takie same utwory jak muzyka czy filmy, to przez prawo traktowane są wedle szczególnych zasad.
Zgodnie z art. 77 prawa autorskiego są one wyłączone spod dozwolonego użytku osobistego. Już samo ściągnięcie pirackiej aplikacji jest traktowane jako kradzież.
Na podstawie art. 278 kodeksu karnego uzyskanie bez zgody osoby uprawnionej cudzego programu komputerowego w celu osiągnięcia korzyści majątkowej podlega karze od trzech miesięcy do pięciu lat więzienia.
Także przepisy dotyczące paserstwa stosuje się odpowiednio do programów komputerowych. Mianowicie już za samo przyjęcie programu, o którym można przypuszczać, że jest piracki, grozi grzywna, ograniczenie wolności i dwa lata więzienia.
Oczywiście oprócz tego w grę wchodzi odpowiedzialność cywilna. Producent programu może się domagać trzykrotności należnego wynagrodzenia.

Trzeba czytać licencje

Alternatywą dla płatnego oprogramowania mogą być często programy typu freeware. To, że są darmowe, nie oznacza jednak, że można ich używać w dowolny sposób.
Są one chronione tak samo jak płatne oprogramowanie. O zakresie dopuszczalnego korzystania przesądza treść licencji.
Może ona ograniczać prawo do korzystania z programów np. tylko do użytku prywatnego. Przedsiębiorca, który pomimo zapisanego w licencji zastrzeżenia, że „program nie może być używany do celów komercyjnych”, będzie używał oprogramowania w firmie, narazi się na odpowiedzialność zarówno karną, jak i cywilną.
Specyficznym rodzajem licencji opatrzone są programy typu shareware. To najczęściej oprogramowanie, które jest rozpowszechniane za darmo do wypróbowania.
Po ustalonym okresie program przestaje działać, ale czasem nadal można z niego korzystać. Tyle że licencja najczęściej tego zakazuje. Osoba, która zignoruje takie zastrzeżenie i nadal korzysta z aplikacji, chociaż minął już wyznaczony czas, także łamie prawo.
Coraz większą popularność zdobywają także licencje Creative Commons (opatrywane są nimi nie tylko programy, lecz także muzyka, zdjęcia czy teksty).
Dzięki nim autor może samodzielnie określić zasady, na których chce dzielić się swoją twórczością z innymi. Może np. zezwolić na dowolne korzystanie, kopiowanie, rozpowszechnianie, ale pod warunkiem przywołania nazwiska autora.