Nie pomoże tu nawet przytaczanie dokładnego brzmienia zapisów z kodeksu pracy, że czasem pracy jest ten, w którym pracownik pozostaje w dyspozycji pracodawcy w zakładzie pracy lub innym miejscu wyznaczonym do jej wykonywania. Natomiast praca w godzinach nadliczbowych jest pracą ponad obowiązujące pracownika normy czasu pracy. Za każdą przepracowaną nadgodzinę należy mu się dodatek w wysokości 50 proc. wynagrodzenia, a 100 proc. przysługuje za pracę w godzinach nocnych bądź w dni ustawowo wolne od pracy. Jednak czas dojazdu, powrotu (tu niedzielne i wtorkowe popołudnia) oraz pozostawania w miejscu delegacji  – jeżeli pracownik nie wykonuje wtedy obowiązków pracowniczych – nie jest pozostawaniem do dyspozycji pracodawcy. Tak stanowi wyrok Sądu Najwyższego. Wyjątkiem będzie sytuacja, gdy w czasie dojazdu w podróży służbowej pracownik rzeczywiście pracuje – np. jest kierowcą i prowadzi samochód, albo – jadąc pociągiem przygotowuje analizę wyników rozmów dla pracodawcy. Wtedy przysługuje mu za tę pracę wynagrodzenie i dodatek za godziny nadliczbowe. Czas przepracowany w podróży służbowej powinien być wykazany w ewidencji jako zapis liczby godzin, które należy zaliczyć do czasu pracy.

Natomiast za czas dojazdu w podróży służbowej przypadającej w godzinach, w których pracownik miał świadczyć pracę zgodnie z rozkładem czasu pracy, przysługuje mu normalne wynagrodzenie za pracę.

Podstawa prawna

Art. 128 art. 1511 ustawy z 26 czerwca 1974 r. – Kodeks pracy (Dz.U. z 2016 r. poz. 1666). Wyrok Sądu Najwyższego z 23 czerwca 2005 r., sygn. akt II PK 265/04.