Wyjeżdżającym w delegację do czasu pracy wlicza się czas podróży tylko wtedy, gdy odbywa się ona w rozkładowych godzinach pracy zatrudnionego. Oznacza to, że za czas, który poświęci na dojazd poza godzinami pracy, nie przysługuje ani czas wolny, ani dodatkowe wynagrodzenie, ani dodatek za pracę w godzinach nadliczbowych.





Nie pomoże tu nawet przytaczanie dokładnego brzmienia zapisów z kodeksu pracy, że czasem pracy jest ten, w którym pracownik pozostaje w dyspozycji pracodawcy w zakładzie pracy lub innym miejscu wyznaczonym do jej wykonywania. Natomiast praca w godzinach nadliczbowych jest pracą ponad obowiązujące pracownika normy czasu pracy. Za każdą przepracowaną nadgodzinę należy mu się dodatek w wysokości 50 proc. wynagrodzenia, a 100 proc. przysługuje za pracę w godzinach nocnych bądź w dni ustawowo wolne od pracy. Jednak czas dojazdu, powrotu (tu niedzielne i wtorkowe popołudnia) oraz pozostawania w miejscu delegacji – jeżeli pracownik nie wykonuje wtedy obowiązków pracowniczych – nie jest pozostawaniem do dyspozycji pracodawcy. Tak stanowi wyrok Sądu Najwyższego. Wyjątkiem będzie sytuacja, gdy w czasie dojazdu w podróży służbowej pracownik rzeczywiście pracuje – np. jest kierowcą i prowadzi samochód, albo – jadąc pociągiem przygotowuje analizę wyników rozmów dla pracodawcy. Wtedy przysługuje mu za tę pracę wynagrodzenie i dodatek za godziny nadliczbowe. Czas przepracowany w podróży służbowej powinien być wykazany w ewidencji jako zapis liczby godzin, które należy zaliczyć do czasu pracy.