Rząd rozważa ułatwienia dla pracowników z Ukrainy. Ale to nie wszystko. Polskim władzom przestaje się również spieszyć z wdrożeniem dyrektywy o pracownikach sezonowych. – Nie ma presji. Wprawdzie powinna być ona wdrożona, ale w wielu państwach europejskich jest z tym krucho – zauważa wiceszef resortu rodziny i pracy Stanisław Szwed. – Wkrótce powinny się zacząć prace nad zmianą dyrektywy o ruchu bezwizowym. Z jednej strony w krajach, gdzie rozwiązania były bardziej restrykcyjne, procedury się upraszcza. Nam będzie się próbowało je zaostrzyć (chodzi o procedury dotyczące wpuszczania na teren Polski cudzoziemców spoza strefy Schengen – red.) – zauważa wiceszef resortu rodziny i pracy. Członkowie rządu, z którymi rozmawialiśmy, przyznają, że to decyzje Brukseli liberalizujące reżim Schengen dla Ukraińców zmieniają perspektywę spojrzenia na ich pobyt i pracę w Polsce. W dłuższej perspektywie po prostu nie chcemy stracić grupy, która może pomóc – przynajmniej częściowo – rozwiązać kryzys demograficzny.

Zmiany w polityce migracyjnej są konieczne właśnie z uwagi na starzenie się polskiego społeczeństwa. Zmiany struktury demograficznej przyspieszą jeszcze przez obniżenie wieku emerytalnego. Zdaniem ekspertów to ostatni dzwonek, by utrzymać atrakcyjność Polski dla obywateli Ukrainy jako miejsca pracy. Rada UE podjęła polityczną decyzję o zniesieniu wiz w miniony czwartek. Zanim zostanie ona wprowadzona w życie, państwa członkowskie muszą uzgodnić nowy mechanizm, który pozwoli szybko zawiesić ruch bezwizowy (nie tylko z Ukrainą), jeśli z danego państwa na masową skalę zaczną napływać migranci. W najkorzystniejszym dla Ukraińców scenariuszu „bezwiz” ruszy w pierwszej połowie 2017 r.

Decyzja zapadła niemal dokładnie w trzecią rocznicę rozpoczęcia protestów przeciwko wstrzymaniu przez prezydenta Wiktora Janukowycza rozmów o stowarzyszeniu z UE. Po ucieczce Janukowycza nowe władze podpisały umowę stowarzyszeniową, jednak dopiero ruch bezwizowy będzie pierwszym namacalnym dla przeciętnego mieszkańca kraju efektem zbliżenia z Zachodem. Co ma swoją wymowę zwłaszcza w sytuacji wzrostu zainteresowania wyjazdami do pracy za granicę. Dopiero w tym roku Ukraina zdołała wyjść z recesji wywołanej rewolucją, aneksją Krymu i wojną w Zagłębiu Donieckim. Kryzys sprawił, że po 2014 r. wyemigrował ponad 1 mln mieszkańców Ukrainy.

– Wyjeżdżają głównie młodzi, w wieku 18–29 lat. 65 proc. naszych migrantów pracuje w Europie legalnie – mówiła „Ekspresowi” szefowa Europejskiego Kongresu Ukraińców Jarosława Chortiani. Według ubiegłorocznego sondażu GfK Ukraine co trzeci mieszkaniec tego kraju, który rozważa wyjazd do pracy, chciałby trafić do Polski. Plusem są bliskość językowa, kulturowa i geograficzna oraz łatwiejsze procedury. – Ukraińcy są chętni do przyjazdu. Pytanie, jak długo, bo zaraz za efektami wprowadzenia ruchu bezwizowego, któremu jeszcze rok temu sprzeciwiali się choćby Niemcy czy Francuzi, pójdą następne kroki ułatwiające Ukraińcom pracę w tych krajach i zanim się obejrzymy, ich już tu nie będzie – mówi Cezary Kaźmierczak ze Związku Przedsiębiorców i Pracodawców.

Zainteresowanie na Zachodzie rośnie, więc rząd powinien reagować już teraz. – Ukraińcom trzeba zaoferować kartę stałego pobytu, sprzyjającą osiedlaniu się na stałe i zwiększającą podaż pracy na dłuższą metę, a nie przejściowo. Kiedy inne kraje będą otwierać rynek pracy, zaczną wysysać nam siłę roboczą, bo zapłacą jej więcej – uważa główny ekonomista Crédit Agricole Jakub Borowski. To ma być recepta na przyspieszające niekorzystne zmiany na rynku pracy. Jak wynika z długoterminowej prognozy FUS, między 2015 a 2020 r. liczba osób w wieku produkcyjnym miała się zmniejszyć o 500 tys. Jednak ostatnia decyzja o obniżce wieku emerytalnego drastycznie zwiększyła to tempo. W efekcie takich osób będzie aż o 1,5 mln mniej niż w 2015 r.

To oznacza mniej miesięcznych składek do ZUS czy mniejsze wpływy z PIT i innych podatków. Musimy tych ludzi czymś zastąpić. Jeśli zadziała polityka prorodzinna, jej skutki zobaczymy za 25 lat. Teoretycznie za dwa, trzy lata mogą się pojawić efekty powrotu Polaków z emigracji, ale to tylko przy dobrych scenariuszach. Szybciej mogą przyjść tylko efekty polityki migracyjnej. A już obecnie rynek pracy jest bliski stanu równowagi i stał się rynkiem pracownika.

– Badania koniunktury pokazują, że firmy narzekają na brak możliwości zatrudnienia wykwalifikowanych pracowników. A jeśli rynek pracy jest w równowadze, trudno szukać pracowników wśród bezrobotnych, bo często nie mają oni kwalifikacji lub nie są gotowi podjąć pracy. Wydaje się, że zachęcenie Ukraińców do pracy w Polsce jest absolutnie kluczowe z punktu widzenia aktywności w przetwórstwie i usługach – zauważa Jakub Borowski. Inaczej negatywne efekty braku działań możemy zobaczyć w malejącym wzroście PKB.

Fala migracyjna zalewa Wyspy po ogłoszonym brexicie

Mamy ciekawy paradoks: liczba pracowników z Europy Środkowo-Wschodniej nad Tamizą wzrosła po referendum za wyjściem z Unii.

Takich osób na koniec września było o 46 tys. więcej niż na koniec czerwca. Łącznie liczba pracowników z krajów, które przystąpiły do Unii Europejskiej 1 maja 2004 r. – a więc Polski, Czech, Słowacji, Węgier, Słowenii, Litwy, Łotwy oraz Estonii – wyniosła na koniec III kw. 1,053 mln. Office for National Statistics (ONS), czyli brytyjski GUS, ujmuje pracowników tych narodowości łącznie, więc nie sposób określić, jaka nacja stanowi największy odsetek. Wiele wskazuje jednak na to, że są to Polacy – łącznie z faktem, że polski stanowi w Zjednoczonym Królestwie najczęściej używany język po angielskim.

Na koniec II kw. 2004 r., czyli krótko po naszym przystąpieniu do UE, liczba pracowników z krajów akcesyjnej ósemki wyniosła 63 tys. osób i od tej pory szybko rosła. Niecałe cztery lata później, w marcu 2008 r. przekroczyła 0,5 mln. Niezrażeni kryzysem finansowym mieszkańcy Europy Środkowo-Wschodniej ciągnęli za kanał La Manche dalej, aż ich liczba przekroczyła po raz pierwszy milion w czerwcu br. Laburzyści, którzy otworzyli rynek pracy dla osób z akcesyjnej ósemki, obiecywali, że z naszego regionu nie przyjedzie do pracy w UK więcej niż kilkaset tysięcy osób.

We wrześniu w Zjednoczonym Królestwie pracowało 258 tys. obywateli Bułgarii i Rumunii. Warto przypomnieć, że antyimigracyjna retoryka zagościła na stałe w brytyjskiej debacie publicznej wobec perspektywy otwarcia tamtejszego rynku pracy właśnie dla mieszkańców tych krajów 1 stycznia 2014 r. Tuż przed zniesieniem okresu przejściowego pracowało ich na Wyspach 130 tys.

Łącznie, według brytyjskiej statystyki, na koniec III kw. nad Tamizą pracowało 3,49 mln osób spoza Zjednoczonego Królestwa, z czego 2,26 mln pochodziło z Unii Europejskiej, a 1,23 mln było narodowości pozaunijnej. To znaczy, że od czerwca 2004 r. liczba siły roboczej spoza UK wzrosła na Wyspach o 2 mln osób.

Pomimo tego zalewu cudzoziemców brytyjski rynek pracy ma się doskonale. Stopa bezrobocia (rozumiana jako odsetek ludności nieaktywnej ekonomicznie, a nie jako bezrobocie rejestrowane) w październiku wyniosła 4,8 proc. – jest to najlepszy wynik od sierpnia 2005 r. Warto przy tym zaznaczyć, że wpływ imigracji na wartość tego wskaźnika w Wielkiej Brytanii był znikomy. Nawet w najgorszym momencie po kryzysie finansowym bezrobocie nie przekroczyło 8,5 proc. (poziom ten osiągnęło w październiku 2011 r.). 

4,8 proc. bezrobocie w Wielkiej Brytanii w październiku

1,053 mln liczba pracowników z krajów akcesyjnej ósemki

3,49 mln liczba pracowników spoza Zjednoczonego Królestwa