Uszczelnienie systemu pracy obcokrajowców nad Wisłą w zamian za pozostawienie możliwości zatrudnienia na oświadczenia – to sedno porozumienia resortów pracy i rozwoju w sprawie pracy Ukraińców w Polsce.
Głównym argumentem ministerstwa Elżbiety Rafalskiej za zastąpieniem oświadczeń systemem zezwoleń była bardzo niska efektywność aktualnych rozwiązań.
Reklama

Reklama
Często zdarzają się sytuacje, gdzie oświadczenia, na podstawie których Ukraińcy przyjeżdżają pracować do Polski, są wystawiane przez świeżo założone firmy lub nawet przez bezrobotnych w zamian za pieniądze. Na tej podstawie Ukraińcy wjeżdżają do Polski, a potem pracują w zupełnie innym miejscu lub w oparciu o zasady ruchu bezwizowego wewnątrz UE jadą dalej na Zachód. Zezwolenia na pracę miały uszczelnić ten system. Teraz ma to się stać w inny sposób.
Jak wynika z naszych informacji, powstaną bazy danych dotyczące pracowników ze Wschodu oraz zapraszających je firm, co powinno pozwolić wyeliminować zjawisko fikcyjnych zaproszeń i handlu nimi. Te zmiany mają wejść w życie od stycznia 2018 r. i dotyczyć pracy krótkoterminowej, czyli trwającej najwyższej sześć miesięcy w ciągu roku. Choć głównie dotyczą Ukraińców, to obejmą również obywateli Armenii, Białorusi, Gruzji, Mołdawii i Rosji.
Wicepremierowi Morawieckiemu zależało na pozostawieniu stosunkowo prostej ścieżki zatrudniania Ukraińców w Polsce (czyli na utrzymaniu oświadczeń), gdyż stanowią oni obecnie jedyne realne i istotne źródło uzupełniania niedoborów na polskim rynku pracy. Uszczelnianie systemu pracy krótkoterminowej oraz zapobieganie wyjazdom Ukraińców na Zachód leżą więc w interesie polskiego rządu.
Porozumienie między resortami rodziny i pracy oraz rozwoju przychodzi w ostatnim możliwym momencie. Unia Europejska zaczyna otwierać się na obywateli Ukrainy i w przyszłym roku dopuści ruch bezwizowy z tego kraju.
W ten sposób Polska straci atut, jakim były preferencyjne – na tle innych unijnych krajów – warunki wjazdu i zatrudnienia.
Jak informuje resort rodziny, do końca września 2016 r. w powiatowych urzędach pracy zarejestrowano ok. 910 tys. oświadczeń o zamiarze powierzenia pracy cudzoziemcom, z czego ok. 97 proc. dotyczyło obywateli Ukrainy. Do końca roku przekroczony zostanie zapewne milion. Liczba zezwoleń na pracę wydanych wszystkim cudzoziemcom do września to ok. 68,5 tys., z czego Ukraińcy stanowią ponad 80 proc.
Łatwość zatrudniania przyjezdnych ze Wschodu to jednak za mało, by gospodarka mogła w pełni korzystać z imigracji. Ekonomiści zwracają uwagę, że Ukraińcy, przyjeżdżając do pracy, mogą robić to legalnie jedynie przez sześć miesięcy. To oznacza, że mamy do czynienia z imigracją silnie rotującą, taką, która rzadko osiedla się na stałe. Przez to polska gospodarka może nie w pełni ją wykorzystać. Eksperci wskazują, że głównym problemem, z jakim będzie się zmagać, będą niekorzystne tendencje w demografii. Zatrudnianie sezonowe może ich nie przełamać.
Według prognoz GUS w 2050 r. liczba ludności Polski wyniesie 33,9 mln osób (w tzw. scenariuszu bazowym). Oznaczałoby to spadek populacji o 4,5 mln osób w porównaniu do stanu obecnego.
Do tego stosunek liczby osób w wieku produkcyjnym do tych, którzy schodzą z rynku pracy, będzie się pogarszał. Mediana wieku ma rosnąć z około 39 lat w 2013 r. do prawie 49 lat w 2035 r. i 52,5 roku w 2050 r. To oznacza rosnące problemy na rynku pracy i coraz większe napięcia w systemie ubezpieczeń społecznych. Bez stałego osiedlania się imigrantów z Ukrainy, którzy nie tylko tu pracowaliby, ale też płacili podatki i składki, system będzie coraz bardziej deficytowy.
Uzgodnienia obu resortów mają się znaleźć w nowelizacji ustawy o instytucjach rynku pracy, którą szybko powinien przyjąć rząd. Bo jednocześnie od kwietnia przyszłego roku mają wejść w życie regulacje dotyczące pracowników sezonowych. Będą oni mogli pracować do ośmiu miesięcy w ciągu roku na podstawie zezwoleń na pracę.