KONFRONTACJE DGP: Polacy z kategorią D nie mogą zostać przyjęci do armii. Ochotnicy z tą kategorią będą mogli jednak służyć w Wojskach Obrony Terytorialnej.
Reklama
Roman Polko gen. dyw., były dowódca GROM i były szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego / Dziennik Gazeta Prawna
Waldemar Skrzypczak gen. broni, były wiceminister obrony narodowej / Dziennik Gazeta Prawna
Czy to dobry kierunek zmian?

Reklama
Polko: TAK
W wojsku jest coraz więcej stanowisk, które nie wymagają supersprawności fizycznej. Dotyczy to na przykład ekspertów zajmujących się zwalczaniem ataków w cyberprzestrzeni. Armia potrzebuje także arabistów czy analityków. Ta instytucja nie może się zamykać na ekspertów tylko dlatego, że ich stan zdrowia jest nieco gorszy od pozostałych żołnierzy.
Skrzypczak: NIE
Żołnierze z kategorią D wymagają szczególnych warunków służby. Dodatkowo są grupą bardzo roszczeniową. Zgodnie z przepisami należałoby im zapewnić lepsze warunki służby niż pozostałym mundurowym. W sytuacji, kiedy doszłoby do jakiegoś nieplanowanego zdarzenia, armia naraziłaby się na gigantyczne odszkodowania. Sądzę więc, że przyjmowanie niepełnosprawnych osób do wojska nie jest dobrym pomysłem.
Podstawowe szkolenie ochotników do OT, które zakończy się przysięgą, ma trwać zaledwie dwa tygodnie. Czy to wystarczy, aby zostać dobrym żołnierzem?
Polko: TAK
Dwa intensywne tygodnie powinny przygotować młodą osobę do bycia wojskowym. Trzeba jednak pamiętać, że nowych żołnierzy należy systematycznie szkolić także w trakcie służby. To jest lepszy model niż prowadzenie ciągiem kilkumiesięcznych kursów.
Skrzypczak: NIE
Nikt nie wyszkoli dobrego żołnierza w ciągu dwóch tygodni. Tym bardziej że równolegle trzeba przygotować go do złożenia przysięgi, co oznacza również konieczność szkolenia z musztry. Co prawda dwutygodniowe szkolenia wojskowych w czasach II wojny światowej wystarczyły Armii Czerwonej, jednak nie oszukujmy się, na froncie byli oni traktowani jak mięso armatnie. Przyszły żołnierz powinien przygotowywać się do służby co najmniej przez trzy, a nawet cztery miesiące.
W rekrutacji do formacji obrony terytorialnej pierwszeństwo będą miały osoby z organizacji paramilitarnych, a także absolwenci klas wojskowych. Po trzech latach będą mogli ubiegać się o przejście do służby zawodowej. Czy to dobry pomysł?
Polko: TAK
Tym bardziej że w jakimś celu te klasy wojskowe powstają. Wcześniej MON tylko mydlił oczy tym uczniom, że po ukończeniu szkoły trafią do armii zawodowej. Obecnie jest już realna możliwość wprowadzenia do przepisów rozwiązań, które zaliczą tych ochotników do grupy uprzywilejowanych. Trzeba mieć tylko nadzieję, że dowódcy będą się stosowali do tej zasady przy naborze.
Skrzypczak: TAK
Jest do dobry pomysł. W przyszłości dla najlepszych żołnierzy OT powinno się znaleźć miejsce w armii zawodowej. Takie rozwiązania stosują inne armie świata i to jest słuszny kierunek.
Skoro mają powstać wojskowe oddziały terenowe, to czy jest sens utrzymywania Narodowych Sił Rezerwowych?
Polko: NIE
Od początku NSR były wielkim nieporozumieniem i niewypałem. Za ich działania powinni się wstydzić minister obrony Tomasz Siemoniak i jego poprzednik. Od 2010 r. nie udało się pozyskać do tej formacji 20 tys. żołnierzy.
Skrzypczak: NIE
Obecna formacja NSR była wielką pomyłką. Dlatego trzeba niezwłocznie ją rozwiązać, a służących tam ludzi przenieść do Wojsk Obrony Terytorialnej.
Zgodnie z projektem żołnierze szeregowi będą mogli służyć nawet do 55. roku życia, a podoficerowie i oficerowie do 63. Czy umożliwienie dłuższej służby jest zasadne?
Polko: TAK
Polacy coraz dłużej żyją, więc dlaczego nie wydłużać też czasu służby? Osoby w starszym wieku są przecież sprawne intelektualnie i fizycznie. Armia nie może marnować kapitału doświadczonych żołnierzy tylko dlatego, że osiągnęli określony wiek. Takie rozwiązania funkcjonują w NATO. Wielu dowódców Paktu Północnoatlantyckiego przekroczyło 60 lat. W Polsce też musi się to zmienić, bo obecnie system prawny wyrzuca ich za burtę.
Skrzypczak: TAK
Trzeba długo wykorzystywać potencjał wyszkolonych żołnierzy. Można ich chociażby oddelegowywać do ośrodków szkoleniowych. Powinni też trafić do organizacji proobronnych. Takie działania były już praktykowane przed wojną. Mogą oni także zajmować się przygotowywaniem uczniów klas obronnych.