Już po dwóch tygodniach szkolenia ochotnicy do obrony terytorialnej staną się żołnierzami. Co więcej, w nowej formacji będą mogły też służyć osoby z kategorią D.
Reklama
Tak wynika z projektu nowelizacji ustawy z 21 listopada 1967 r. o powszechnym obowiązku obrony Rzeczypospolitej Polskiej wprowadzającej szczegółowe regulacje dotyczące naboru do nowej formacji. Eksperci są zaskoczeni projektowanymi przepisami. Ich zdaniem resort obrony stawia kandydatom na żołnierzy rezerwy zbyt małe wymagania.
Obrona terytorialna w każdym powiecie / Dziennik Gazeta Prawna
Miniszkolenia
Zdaniem MON wojska obrony terytorialnej (WOT) są „w miarę szybkim, tanim i skutecznym sposobem na odbudowę bezpieczeństwa militarnego kraju”. Nowa formacja, której oddziały będą działać na terenie każdego powiatu, ma liczyć 50 tys. osób. Przy czym na początek – już w przyszłym roku – powstaną trzy bataliony, które zostaną zlokalizowane w województwach podkarpackim, lubelskim i podlaskim. W pierwszej kolejności będą do nich przyjmowani absolwencki klas wojskowych, a także członkowie organizacji paramilitarnych. Jednak wraz z rozpoczęciem służby nie będą mogli przynależeć do żadnej partii politycznej ani związku zawodowego, za to otrzymają pieniądze za bojowość gotową i udział w szkoleniach, a także prawo do korzystania ze służby zdrowia poza kolejnością.
I choć nowelizacja trafiła dopiero do konsultacji międzyresortowych, już budzi kontrowersje. Chodzi przede wszystkim o przepis, który przewiduje, że osoba, która po raz pierwszy zostanie skierowana do służby, już po zaliczeniu dwutygodniowego szkolenia podstawowego złoży przysięgę i podpisze kontrakt z armią na okres od roku do sześciu lat.
– To są jakieś kpiny. W ciągu dwóch tygodni nie da się nauczyć żołnierza dobrego strzelania i okopywania. Szkolenie powinno trwać co najmniej cztery miesiące i powinno być przeprowadzone bez żadnych przerw. Inaczej ci żołnierze będą tylko mięsem armatnim – stwierdza były minister obrony narodowej gen. Waldemar Skrzypczak.
Nie mniejsze emocje budzi umożliwienie wstąpienia do WOT osobom z kategorią D (obecnie wyklucza ona służbę w armii). Resort obrony tłumaczy wprowadzenie tego rozwiązania tym, że w nowej formacji potrzebne będą nie tylko osoby sprawne fizycznie. I za przykład podaje informatyków, którzy mogą mieć słabsze kategorie zdrowia. Eksperci są zaskoczeni tym tłumaczeniem. – MON obraża specjalistów, w tym informatyków – mówi Waldemar Skrzypczak. – Osoby z kategorią D są często nie tylko niezdolne do służby pod względem fizycznym, ale też intelektualnym – dodaje.
Wtóruje mu gen. Stanisław Koziej, były szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego. – Z MON płyną sygnały, że wstąpieniem do nowej formacji jest zainteresowanych wiele osób. Po co więc już przed utworzeniem obniżać wymagania. Jest to w tej chwili nieracjonalne – stwierdza Stanisław Koziej. – Tego typu rozwiązanie powinno być ewentualnie wprowadzone już po utworzeniu nowej formacji, oczywiście o ile byłaby taka potrzeba – dodaje.
Pomysłu MON broni tylko gen. Roman Polko, były dowódca GROM. Jego zdaniem dowódcy obrony terytorialnej od początki istnienia nowej formacji powinni mieć taką furtkę. – Do WOT trafi nowoczesny sprzęt, do którego obsługi trzeba będzie przyjąć osoby z wykształceniem specjalistycznym. To nie muszą być osoby sprawne ruchowo – dodaje.
300 zł miesięcznie
Tymczasem jak wynika z projektu nowelizacji w ciągu czterech lat budżet państwa przeznaczy na WOT około 4 mld zł (z czego 400 mln zł już w tym roku). Kwota ta ma nie tylko pokryć koszty szkoleń czy wyposażenia nowych żołnierzy w broń i mundury, ale także wydatki związane z ich gratyfikacją finansową. Rezerwiści mają otrzymywać 300 zł miesięcznie za tzw. gotowość bojową i dodatkowo 200 zł za każdy udział w ćwiczeniach. I choć kwestia wynagrodzenia ma być szczegółowo uregulowana dopiero w rozporządzeniu, to projekt nowelizacji gwarantuje, że nie może ono być niższe niż 10 proc. najniższego uposażenia żołnierza zawodowego (wynosi ono obecnie 2900 zł). Przy czym po trzech latach służby żołnierze WOT zyskają pierwszeństwo w ubieganiu się o przyjęcie do armii zawodowej.
Resort nie zapomniał też o pracodawcach żołnierzy oddziałów terenowych. Otóż zgodnie z nowelizacją, jeśli służba uniemożliwi danej osobie dotarcie do pracy, firma ją zatrudniająca będzie miała prawo do rekompensaty. Jednak by wydatki z tego tytułu maksymalnie zminimalizować, szkolenia WOT będą odbywać się w weekendy – nie rzadziej niż raz w miesiącu.
Ponadto MON chce wydłużyć o trzy lata obowiązek obrony dla podoficerów i oficerów – do 50. roku życia dla szeregowych, a dla kadry wyższej do 63. roku życia. Z projektu wynika też, że MON nie zdecydował się na likwidację Narodowych Sił Rezerwowych. Jednak wszystko wskazuje na to, że sama ona wygaśnie z powodu braku chętnych. Służba WOT będzie bowiem dla żołnierzy rezerwy bardziej opłacalna finansowo.
Etap legislacyjny
Projekt w konsultacjach międzyresortowych