Wicepremier Morawiecki, prezentując nowe rozwiązania, wskazywał, że tak długi okres ochrony dla akt pracowniczych, jaki mamy w Polsce, nie występuje nigdzie na świecie. grafika Argumentował też, że 10 lat to okres wystarczająco długi, aby pracownik mógł wyjaśnić ze swoim pracodawcą wszystkie sprawy sporne. To także odpowiedni czas, żeby ZUS zgromadził dane będące podstawą do obliczenia w przyszłości emerytury.

Zapewnienia szefa resortu rozwoju nie wyciszyły jednak wątpliwości zgłaszanych wobec projektu.

Najpoważniejsze zastrzeżenia pojawiają się w odniesieniu do braku możliwości kontroli przez pracownika dokumentacji prowadzonej w formie elektronicznej. I dotyczy to zarówno tej przechowywanej przez pracodawcę, jak i gromadzonej w ZUS. Resort rodziny ostrzega też przed konsekwencjami zniszczenia dokumentów już po dekadzie archiwizowania jej przez pracodawców. Część z nich stanowi bowiem dowody w postępowaniu przed ZUS, którymi wykazuje się istnienie prawa do świadczeń oraz ich wysokość. Zniszczenie akt po 10 latach może ograniczyć szanse ubezpieczonych na uzyskanie emerytury czy renty. Efekt projektowanych zmian wydaje się więc na razie jednoznaczny: pracownicy sami będą musieli zadbać o dokumenty potrzebne do ustalenia świadczeń z ZUS, prowadząc de facto domowe archiwum.

Cały tekst znajdziesz na DGP>>