Ilościowe wskaźniki jasno pokazują poprawę sytuacji na rynku pracy. Zdaniem ekspertów to za wcześnie, by ogłosić sukces. Pod względem jej jakości pozostajemy daleko w tyle za Europą.

Bezrobocie spada niezmiennie od kilku miesięcy. W lipcu spadło do zaledwie 8,6 proc. Był to najlepszy wynik od 1990 r. Co więcej zdaniem Eurostatu zharmonizowana stopa bezrobocia w czerwcu (uwzględniająca szarą strefę gospodarki) wyniosła u nas tylko 6,2 proc. Średnia dla wszystkich krajów UE wyniosła 8,6 proc. Dla większości branż, zdaniem analityków nadszedł więc rynek pracownika. Coraz częściej pojawiają się głosy, że dotyczy to już wszystkich branż.

- To prawda, że bezrobocie spada. Jednak z naszego punktu widzenia wciąż jest zbyt wysokie. W czerwcu było 1, 4 mln zarejestrowanych bezrobotnych. Do tego należy doliczyć niezarejestrowanych bezrobotnych, których jest około pół miliona. To daje nam łącznie prawie dwa miliony ludzi bez pracy. Trzeba również pamiętać o tym, że co roku na rynek pracy wkracza około 450 tys. absolwentów uczelni wyższych. Na „już” potrzeba więc stworzenia około 2,5 mln miejsc pracy – mówi Bogdan Grzybowski, dyrektor Wydziału Polityki Społecznej OPZZ. I dodaje: w każdej chwili może się również okazać, że do Polski wrócą ci, którzy wyjechali do pracy do Wielkiej Brytanii na krótko przed referendum ws. Brexitu.

Po Brexit nie będzie Polback. Jeśli będą musieli, Polacy wyjadą do innych krajów UE

Reklama

Z szacunków Manpower wynika, że prognoza netto zatrudnienia po korekcie sezonowej, wynosi +9 proc.. Dodatnia prognoza dla naszego kraju odnotowywana jest 13. kwartał z rzędu. W ujęciu kwartalnym wynik pozostaje na zbliżonej pozycji, natomiast w ujęciu rocznym wzrasta o 4 punkty procentowe Spośród 750 przebadanych w Polsce pracodawców, 18 proc. przewiduje zwiększenie całkowitego zatrudnienia, 5 proc. zamierza redukować etaty a 70 proc. nie planuje zmian personalnych w najbliższym kwartale. – Pracodawcy zgłaszają coraz więcej ofert pracy, ale jest ich wciąż mniej niż osób, które tracą zatrudnienie. Tych pierwszych pojawia się 120-140 tys. na kwartał, podczas gdy w drugim kwartale 2016 roku pracę straciło 390 tys. osób – mówi Grzybowski. - Poza tym pracodawcy zgłaszają coraz większe zapotrzebowanie na tanich pracowników ze Wschodu. W 2014 roku miało to być 350 tys. osób, a już rok później 815 tys. Tylko w pierwszej połowie tego roku, pracodawcy chcieli pozyskać 600 tys. pracowników spoza Polski. W tym tempie do końca roku na nasz rynek wkroczy 1,2 mln Ukraińców – dodaje.

Do tego dochodzi duże zróżnicowanie regionalne. Choć w dużych miastach praktycznie nie ma bezrobocia, to w „Polsce powiatowej” sytuacja wygląda zgoła inaczej. Wciąż są miasta takiej jak Radom, Bytom czy Włocławek, gdzie bezrobocie przekracza 15 proc. W powiatach najgorsza sytuacja panuje w Szydłowcu, Braniewie i Kętrzynie, gdzie bezrobocie wynosi odpowiednio: 28,7 proc., 24,7 proc. i 24,3 proc. W tych regionach pracy szukają głównie robotnicy przemysłowi i pracownicy słabo wykwalifikowani. Tymczasem rynek potrzebuje kierowników, specjalistów, pracowników biurowych średniego i wyższego szczebla.

Reklama

Już nawet handlowcy mają pracę. Wśród zawodów nadwyżkowych znalazła się tylko jedna profesja

Z danych MRPiPS wynika, że na rynku pracy najbardziej brakuje specjalistów z zakresu branży IT: projektantów aplikacji sieciowych i multimediów, programistów aplikacji, analityków systemów komputerowych, specjalistów do spraw rozwoju systemów informatycznych i specjalistów do spraw sprzedaży z dziedzin informatycznych. Brakuje także pracowników call center i pracowników przygotowujących posiłki typu fast food. O ile ci pierwsi mogą mówić o rynku pracownika i o tym, że to oni dyktują warunki pracodawcom, o tyle pracownicy call centre mogą o tym zapomnieć. – Ilościowa zmiana na rynku pracy musi za sobą pociągnąć zmianę jakościową. Sam spadek bezrobocia jest dobrym asumptem do zmiany zasad wynagradzania, wysokości pensji czy umów z pracownikami – tłumaczy dr Iwona Kukulak-Dolata z Katedra Polityki Ekonomicznej Uniwersytetu Łódzkiego.

- Ożywienie na rynku pracy nie oznacza, że od razu dogonimy kraje Europy Zachodniej. Na to musimy poczekać jakieś 10 – 20 lat. Jeśli jednak ten trend się utrzyma to zauważalną poprawę warunków pracy odczują pracownicy wszystkich branż w ciągu kilkunastu miesięcy. W tej chwili ze względu na ceny usług takich jak call centre, nie ma możliwości podwyższenia zarobków. Jednak ze względu na niedobór rąk do pracy, pracodawcy będą musieli dostosować poziom wynagrodzeń – tłumaczy Łukasz Kozłowski, ekspert ekonomiczny Pracodawców RP.

Współczesne niewolnictwo: Polska niechlubnym liderem Europy

- Do pracowniczego Eldorado wciąż nam daleko – mówi dr Iwona Kukulak-Dolata. Jak tłumaczy – choć rośnie zatrudnienie to nasze zadowolenie z pracy pozostaje na niezmiennie niskim poziomie. Największą winę ponosi za to niski poziom wynagrodzeń, bo choć średnia pensja wciąż rośnie, to nasza siła nabywcza – nie i odbiega ona znacznie od tej w Europie Zachodniej. – Do tej pory tłumaczono to naszą niską produktywnością. Tymczasem jej poziom stale rośnie. Co więcej, dane pokazują, że tam gdzie zachodni koncern dostarcza technologie do pracy analogiczne do tych, które obowiązują w zamożniejszych krajach, okazuje się, że jesteśmy tak samo produktywni – mówi dr Iwona Kukulak-Dolata

- Wydajność naszej pracy wzrosła w ostatnich latach o 55 proc., a wynagrodzenia w tym samym czasie o 38 proc. Podobnie wygląda relacja PKB – wzrost w ciągu 15 lat o 60 proc. – do wynagrodzeń – wzrost o 41 proc. - podsumowuje Bogdan Grzybowski.