statystyki

Kopernik jednak nie była kobietą. Czy dyskryminacja płacowa jest "rynkowym rasizmem"?

autor: Sebastian Stodolak03.06.2016, 08:05; Aktualizacja: 30.06.2016, 13:09
praca, komputer, internet, kobieta

Kobiety mają mniejszą skłonność do podejmowania ryzykownych działań, szybciej się zniechęcają, są mniej zdecydowane. Słowem, istotnie różnią się od mężczyzn, i to także tym, co bezpośrednio wpływa na poziom płac: asertywnością. Rzadziej bowiem proszą o podwyżkęźródło: ShutterStock

Kobiety zarabiają mniej od mężczyzn. Dlaczego? Są dyskryminowane. Kwestionowanie tej „prawdy” stało się jednym z największych występków przeciw poprawności politycznej. Czy jednak dyskryminacja płacowa naprawdę jest „rynkowym rasizmem”? Czy można jeszcze oddzielić twardą ekonomiczną statystykę od ideologii?

Z dr hab. Joanną Tyrowicz spotykam się w jednej z sieciowych cukierni o amerykańskim rodowodzie. Personel za ladą mieszany. Wszyscy młodzi, raczej nie różnią się stażem pracy. Przypuszczalnie godzą pracę ze studiami. Jak się wydaje, obowiązki mają podobne, równie ciężko pracują. Wszystkie znaki na niebie i ziemi sugerują, że ich pensje także są podobne, albo i nawet równe – bez względu na płeć. Czy tak?

Joanna Tyrowicz z pobłażaniem śmieje się z mojej naiwności. Ekonomistka pracująca na Uniwersytecie Warszawskim i w Narodowym Banku Polskim od lat specjalizuje się w badaniu rynku pracy, w tym luki płacowej pomiędzy kobietami a mężczyznami.

– Zdrowy rozsądek, a także elementarna sprawiedliwość każą oczekiwać, że za tę samą pracę otrzymają oni taką samą pensję. A jednak zbierane na przestrzeni lat szczegółowe statystyki mówią co innego. Ta uśmiechnięta dziewczyna, która podaje panu herbatę, prawdopodobnie zarabia mniej niż jej kolega – zauważa ekonomistka.

OK. Różnice między płacami kobiet i mężczyzn na podobnych stanowiskach to fakt, ale nawet dane Komisji Europejskiej mówią, że akurat Polska nie ma z tym szczególnie dużego problemu. Luka płacowa w naszym kraju to tylko ok. 6,4 proc., podczas gdy średnio w Europie to aż 16,3 proc. O wiele większe powody do zmartwień mogą mieć prorównościowa rzekomo Szwecja (15,2 proc.), Wielka Brytania (19,7 proc.) czy Estonia (29,9 proc.). My mamy poważniejsze problemy.

Joanna Tyrowicz kręci głową. – To uproszczenia. Nie jest u nas wcale tak wesoło – mówi.


Pozostało jeszcze 90% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Polecane

Reklama

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Dowiedz się więcej

Galerie

Polecane