Niespełna 12 tys. studentów odbyło w ubiegłym roku praktyki w urzędach administracji rządowej. Tak wynika ze sprawozdania szefa służby cywilnej. To co najmniej o 5 tys. mniej od minimalnych założeń programu zainicjowanego przez rząd Ewy Kopacz.

Centralne zarządzanie

Zdaniem Dobrosława Dowiata-Urbańskiego, szefa służby cywilnej, program nie spełnił minimalnych założeń przede wszystkim dlatego, że szefowie poszczególnych instytucji byli zmuszani do organizacji praktyk na siłę. Zdaniem ekspertów przełożyło się to na ich jakość, a w konsekwencji na niskie zainteresowanie studentów.

– Przy czym małe zainteresowanie to nie tylko efekt zbytniego sformalizowania procesu, lecz także braku korelacji między terminem startu projektu a kalendarzem roku akademickiego – dodaje Dobrosław Dowiat-Urbański.

Jego opinię potwierdza także środowisko akademickie. – Trzeba zadbać, aby jak najlepiej i najskuteczniej administracja rządowa dotarła ze swoją ofertą do studentów. Nie mogą być oni zbyt późno zaskakiwani takimi decyzjami – wskazuje Ariel Wojciechowski z Rady Wykonawczej Parlamentu Studentów RP.

Jednak jego zdaniem programu zapoczątkowanego przez rząd Ewy Kopacz nie należy likwidować. Zaznacza, że to była pierwsza edycja, a jej efekty powinny służyć wyciągnięciu wniosków na przyszłość.

– Warto się zastanowić nad kontynuacją programu, bo praca w administracji publicznej może być satysfakcjonująca – dodaje.

Z kolei Dowiat-Urbański podkreśla, że dzięki programowi podjęto przynajmniej działania, które miały skłonić urzędy, uczelnie i studentów do wypracowania mechanizmów pozwalających na opracowanie ciekawych, przydatnych młodym ludziom praktyk i odejście od stereotypu praktykanta archiwisty lub wydziałowego baristy. – Taką zmianę udało się chyba zainicjować – stwierdza szef służby cywilnej.

Wątpliwa jakość

Niestety, wszystko wskazuje na to, że ubiegłoroczne praktyki dla studentów nie były na wysokim poziomie. To dlatego, że urzędy nie były do nich odpowiednio przygotowane.

– Dyrektorzy poszczególnych komórek nie mieli gdzie posadzić praktykantów, brakowało zarówno biurek, jak i komputerów. Studenci w takich sytuacjach mogli czuć tylko zażenowanie, bo przecież przyszli, aby czegoś się nauczyć, tymczasem lądowali przy kserokopiarce – zauważa Rober Barabasz, szef Sekcji Krajowej Pracowników Administracji Rządowej i Samorządowej NSZZ „Solidarność”.

Według niego o liczbie miejsc dla odbywających praktyki powinien decydować kierownik jednostki organizacyjnej, a nie odgórnie premier. I raczej tak się stanie. W rozmowie z DGP szef służby cywilnej oznajmił bowiem, że urzędy nadal powinny organizować praktyki, ale nie w formie sformalizowanego i centralnie sterowanego procesu.

Studenci są zaskoczeni, że rząd chce zdecentralizować praktyki. Przede wszystkim obawiają się, że pozbawione nadzoru urzędy nie będą zainteresowane organizowaniem staży. – Odejście od centralizacji jest trochę popadaniem ze skrajności w skrajność. A przecież można przeprowadzić badania i sprawdzić, w jakich częściach kraju jest zapotrzebowanie na praktyki w administracji – tłumaczy Ariel Wojciechowski. – Może się okazać, że w jednym województwie wystarczy, aby na 20 pracowników urzędu przypadał jeden praktykant, a w innych ten wskaźnik można obniżyć lub podwyższyć – zastrzega.

Płatne staże

Szef służby cywilnej postuluje też w raporcie, aby studenci odbywali staże płatne. Z prośbą o rozważenie tej propozycji zwrócił się do Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. Ten postulat popierają związkowcy, którzy podkreślają, że za każdą pracę powinno się płacić. Przy czym zdaniem Roberta Barabasza rząd powinien uruchomić na pieniądze dla stażystów specjalny fundusz. – Wynagrodzenia dla nich nie mogą pochodzić z funduszu wynagrodzeń poszczególnych urzędów, bo one i tak nie są zbyt duże – informuje Barabasz.

Pomysł płatnych staży w urzędach popiera także dr Stefan Płażek z Uniwersytetu Jagiellońskiego. – Trzeba rozważyć wypłatę nawet symbolicznego wynagrodzenia. Przy czym nie może być tak, że studenci wykonują fikcyjną pracę. A tak niestety też się dzieje – podnosi.

Z kolei studenci przestrzegają przed wylaniem dziecka z kąpielą.

– Nie może też być tak, że jak student będzie miał do wyboru ciekawy bezpłatny staż w spółce Skarbu Państwa i staż w urzędzie, to zdecyduje się na ten drugi tylko dlatego, że otrzyma dodatkowo 300 lub 400 zł – wskazuje Ariel Wojciechowski z Rady Wykonawczej Parlamentu Studentów RP. – Ale student na pewno nie powinien dopłacać do stażu – dodaje.

Resort pracy na razie zapoznaje się z raportem i wypracowuje stanowisko w sprawie odpłatnych staży. Niezależnie od stanowiska pozostaje pytanie, czy dodatkowe środki na ten cel znajdą się w budżecie państwa.