Posłowie sprzeciwiają się planom Komisji Europejskiej, które dotyczą zmiany zasad wysyłania pracowników za granicę.
Reklama
Tak wynika z uchwały w sprawie projektu zmieniającego dyrektywę 96/71/WE Parlamentu Europejskiego i Rady z 16 grudnia 1996 r. dotyczącą delegowania pracowników w ramach świadczenia usług. Zdaniem posłów zaproponowane zmiany są niezgodne z zasadą pomocniczości. Uchwałą zajmowali się wczoraj.
Posłowie wskazują, że deklarowanym celem złożonego przez KE projektu zmiany dyrektywy jest rozwiązanie problemu nieuczciwych praktyk. W jej ocenie firmy wysyłające pracowników za granicę to nieuczciwa konkurencja dla lokalnych przedsiębiorców, ponieważ oferują niższe koszty świadczonych usług dzięki bardzo niskim pensjom, które wypłacają pracownikom. Dlatego KE proponuje wprowadzenie zasady, że za tę samą pracę w tym samym miejscu powinno przysługiwać to samo wynagrodzenie. Oznacza to, że pracownik z Polski oddelegowany do pracy do Francji, czy Belgii powinien zarabiać tyle co miejscowy. Obecnie przysługuje mu przynajmniej minimalne wynagrodzenie w danym państwie. W efekcie KE chce rozwiązać problem nieuczciwej konkurencji, wprowadzając: obowiązek objęcia pracownika prawem pracy kraju, do którego jest wysyłany (w przypadku kiedy okres delegowania jest dłuższy niż 24 miesiące), zmianę wysokości wynagrodzenia takich pracowników z minimalnej stawki płacy na taką, która będzie uwzględniała wszystkie dodatki obowiązujące w określonych branżach (np. dodatek za staż pracy czy za narzędzia) oraz ustanowienie jednakowego wynagrodzenia dla pracowników zatrudnionych również u podwykonawców. W ocenie polskich firm przyjęcie tych przepisów oznaczałoby koniec delegowania.
– Proponowane przez KE zmiany powinny być oparte na ewaluacji obecnych rozwiązań oraz poprzedzone przeprowadzeniem konsultacji na poziomie europejskim. Tego zabrakło – uzasadniał uchwałę Jan Mosiński, poseł PiS. – Na razie państwa członkowskie powinny się skupić na implementacji tzw. dyrektywy wdrożeniowej w sprawie delegowania, dopiero potem KE powinna decydować się na kolejne zmiany. Dlatego w naszej ocenie zaproponowany projekt narusza zasadę pomocniczości – uzasadniał Jan Mosiński.
Zgodnie bowiem z art. 5 ust. 3 Traktatu o funkcjonowaniu UE Unia podejmuje działania tylko wówczas i tylko w takim zakresie, w jakim cele zamierzonego działania nie mogą zostać osiągnięte w sposób wystarczający przez państwa członkowskie – zarówno na poziomie centralnym, jak i regionalnym oraz lokalnym.
Zdaniem Sejmu obowiązujące obecnie w prawie UE zastosowanie minimalnego wynagrodzenia w państwie członkowskim, na terytorium którego delegowany jest pracownik, pozwala na właściwą ochronę socjalną zatrudnionych. Jednocześnie uwzględnia naturalne różnice w poziomie rozwoju gospodarczego pomiędzy krajami, które przekładają się na pensje. Z tego powodu Sejm uważa, że dalsze wyrównywanie poziomu wynagrodzeń w państwach członkowskich powinno być wynikiem stopniowego rozwoju gospodarczego poszczególnych krajów, a nie działań prawodawczych UE.
– Również Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej jest przeciwko propozycjom KE – komentuje Marek Truskolaski, prezes Work Express.
– Taka uchwała nie ma mocy wiążącej dla KE, ale otwiera możliwość uruchomienia procedury tzw. żółtej kartki – wyjaśnia Marek Benio z Inicjatywy Mobilności Pracy. – Jeżeli parlamenty innych państw UE również podejmą podobne uchwały, prace nad dyrektywą będą mogły zostać zablokowane. Nie ukrywam, że mamy nadzieję, że to się uda – mówi Benio.
Biorą to pod uwagę m.in. takie kraje jak Węgry czy Słowacja.