Polskie przepisy zabraniające zatrudniania małoletnich należą do najsurowszych w Europie. Jeśli ich nie złagodzimy i nie zreformujemy kształcenia zawodowego, bezrobocie wśród młodych nadal będzie bić rekordy
Trzydzieści tysięcy złotych – to maksymalna grzywna, jaką może zapłacić pracodawca, który zatrudni piętnastolatka np. do roznoszenia ulotek lub gazet, pomagania ekspedientom w sklepie, zbierania naczyń w restauracji. Nie ma przy tym znaczenia to, że chodzi o wykonywanie prac lekkich, w okresie wakacji, że sam nastolatek chce sobie w ten sposób zarobić na nowy telefon lub wyjazd nad morze. Firma złamie zakaz zatrudnienia osób poniżej 16. roku życia. W Polsce osoby, które nie osiągnęły takiego wieku, mogą pracować tylko dla jednostek prowadzących działalność kulturalną, artystyczną, sportową lub reklamową, o ile otrzymają zgodę Państwowej Inspekcji Pracy. Czyli dzieciaki mogą legalnie zarabiać na graniu w filmie lub kopaniu piłki – czynnościach, które wcale nie muszą wpłynąć korzystnie na ich rozwój (a raczej mogą powodować uderzenie wody sodowej do niedoświadczonej głowy), ale już nie na pomaganiu w sprzedaży, promocji, sprzątaniu – czyli tych wszystkich pracach, które nie szkodzą ich rozwojowi (a raczej go przyspieszają) i umożliwiają aktywność, która zaprocentuje na przyszłość. W praktyce rodzic w tej kwestii nie ma nic do powiedzenia – choćby dziecko błagało go o pozwolenie, a i sam opiekun chciał, by zdobyło ono doświadczenie i nauczyło się szacunku do pracy, to przepis zakazuje i basta.
Reklama
Pożytki z zatrudnienia

Reklama
Jasny jest oczywiście cel tak restrykcyjnych regulacji – mają one zapobiec wykorzystywaniu dzieci do pracy przez osoby dorosłe. Jednak od czasu ich wprowadzenia świat gwałtownie przyspieszył i młodzi ludzie posiadają dziś często umiejętności znacznie większe niż pełnoletni (choćby w zakresie nowoczesnych technologii). Zmienił się też rynek pracy – wszyscy eksperci podkreślają, że dziś liczą się na nim doświadczenie, mobilność i uczenie się przez całe życie.
– Badania potwierdzają, że podejmowanie pracy jeszcze w okresie np. nauki w szkole zawodowej lub na studiach znacząco zwiększa szanse młodych na znalezienie etatu po zakończeniu edukacji – tłumaczy prof. Mieczysław Kabaj z Zakładu Zatrudnienia i Rynku Pracy Instytutu Pracy i Spraw Socjalnych (IPiSS).
Nie można też pomijać innych zalet zatrudnienia w młodszym wieku. – Praca ma walor wychowawczy. Uczy szacunku do czyjegoś wysiłku, odpowiedzialności, obowiązkowości. Nie musi być podejmowana wyłącznie w celu zarobkowym – wyjaśnia dr Aleksandra Piotrowska, psycholog dziecięcy, prodziekan Wydziału Pedagogicznego Wyższej Szkoły Pedagogicznej Związku Nauczycielstwa Polskiego w Warszawie.
Przepisy tego jednak nie dostrzegają i w rezultacie średni wiek rozpoczęcia kariery zawodowej wciąż się wydłuża, a poziom bezrobocia wśród młodych osiąga rekordowe rozmiary. Polska należy do niechlubnych liderów w UE pod tym względem i znacznie ustępuje krajom, które w szerszym zakresie umożliwiają podejmowanie zatrudnienia osobom niepełnoletnim, w tym również w ramach kształcenia zawodowego. Paradoksalnie to np. Norwegia czy Niemcy, czyli państwa w Polsce uchodzące za te, które wchodzą butami w stosunki rodzinne i naruszają prawa rodziców, dają znacznie większą swobodę w zdobywaniu doświadczeń zawodowych przez małoletnich. Bo tak surowy zakaz zatrudnienia nastolatków to wcale nie wymysł Brukseli lub skandynawskich zwolenników państwa opiekuńczego ani obowiązek wynikający z międzynarodowych konwencji. Sami sobie go narzuciliśmy. A raczej dzieciom.
Wnioski, zgody, oświadczenia
Kluczowe znaczenie z punktu zatrudnienia osób młodych w Polsce ma art. 65 konstytucji. Zgodnie z nim zakazane jest stałe zatrudnianie dzieci do lat 16. Istotne jest oczywiście to, jak pojęcie „stałe zatrudnienie” zostało zinterpretowane w przepisach niższej rangi. – Kodeks pracy dopuszcza pracę młodocianych, czyli osób, które ukończyły 16 lat i nie przekroczyły jeszcze 18. roku życia, a tylko wyjątkowo tych młodszych. Jednocześnie na podstawie tych regulacji utrwalił się pogląd, że małoletni powinni się przede wszystkim uczyć, czyli realizować obowiązek szkolny, a pracować tylko w zakresie, w jakim umożliwia im to nabywanie umiejętności zawodowych – tłumaczy dr Anna Reda-Ciszewska z Katedry Prawa Pracy Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, ekspert NSZZ „Solidarność”.
W rezultacie zgodnie z kodeksem 15-latków i młodsze dzieciaki można zatrudniać – w drodze wyjątku – wyłącznie w placówkach prowadzących wspomnianą działalność kulturalną, reklamową lub sportową. W ubiegłym roku PIP wydało 2,2 tys. zezwoleń na wykonywanie zadań przez małoletnich w takich podmiotach. Procedura jest dość żmudna. Rodzic lub opiekun składa do okręgowego inspektoratu wniosek, do którego musi dołączyć swoją pisemną zgodę na zatrudnienie dziecka, opinię poradni psychologiczno-pedagogicznej oraz orzeczenie lekarza o braku przeciwwskazań do wykonywania pracy przez dziecko, a także stanowisko dyrektora szkoły, do której uczęszcza małoletni, o możliwości wypełniania obowiązku szkolnego w czasie zatrudnienia. W samym zezwoleniu inspektor pracy określa m.in. rodzaj zadań, jakie może wykonywać małoletni, oraz dopuszczalny dobowy wymiar ich świadczenia. Pomimo tych licznych wymogów w porównaniu z 2013 r. liczba wniosków kierowanych przez rodziców lub opiekunów do PIP wzrosła aż pięciokrotnie (a sama liczba wydanych zezwoleń – trzykrotnie).
– Na pewno to oznaka rosnącej świadomości społecznej – zaczynamy dostrzegać, że występy czy udział dzieci w przedstawieniach lub koncertach to praca. Dorośli otrzymują za taką działalność wynagrodzenie, więc czemu mają nie otrzymywać go dzieci – tłumaczy dr Aleksandra Piotrowska.
Z kolei młodocianych (począwszy od 1 września 2018 r., będą nimi osoby, które ukończyły 15 lat i nie przekroczyły 18. roku życia) można zatrudniać, jeśli ukończyli gimnazjum (wyjątkowo także bez spełnienia tego wymogu) i przedstawią świadectwo lekarskie stwierdzające, że podjęcie pracy danego rodzaju nie zagraża ich zdrowiu. Dopuszczalne jest jednak tylko przyjęcie takich osób w celu przygotowania zawodowego lub do prac lekkich, czyli takich, które nie powodują zagrożenia dla życia, zdrowia i rozwoju psychofizycznego młodocianego oraz nie utrudniają wypełniania obowiązku szkolnego. W absolutnie wyjątkowych sytuacjach można podpisać umowę o pracę w celu przygotowania zawodowego (w formie nauki lub przyuczenia do zawodu) z osobą niemającą 16 lat.
Takie zasady zatrudnienia małoletnich są znacznie bardziej restrykcyjne, niż wymagają tego obowiązujące Polskę międzynarodowe konwencje. Z Europejskiej Karty Społecznej (EKS) z 18 października 1961 r. wynika, że dopuszczalne jest zatrudnienie osób mających co najmniej 15 lat. Dodatkowo przewiduje ona od tej zasady wyjątek – młodsze dzieci można przyjmować do prac lekkich, nieszkodliwych dla ich zdrowia, moralności lub kształcenia. Zatem zatrudnienie, które w Polsce jest dozwolone co najmniej 16-latkom, EKS dopuszcza nawet w przypadku dzieci niemających 15 lat. Wiele krajów sygnatariuszy Karty przyjęło rozwiązania bliższe brzmieniu EKS i dopuszcza możliwość wykonywania prac lekkich przez np. 13- lub 14-latków.
Bogaci garną się do pracy
Dobrym przykładem jest Dania. Zgodnie z tamtejszymi regulacjami co do zasady dopuszczalne jest zatrudnienie osoby, która ukończyła 15 lat. Do wspomnianych prac lekkich, takich jak np. roznoszenie gazet, pomoc przy sprzątaniu w restauracji czy dowożenie sprawunków do klientów małych sklepów, piekarni itp. można zatrudniać nawet młodsze dzieci – wystarczy, że mają ukończone 13 lat. Te, które jeszcze takiego wieku nie osiągnęły, mogą pracować jedynie w ramach działalności kulturalnej (film, radio, teatr, telewizja) za zezwoleniem odpowiednich służb. Podobny do polskiego surowy zakaz obowiązuje zatem w Danii dzieci 12-letnie i młodsze, a nie – jak w Polsce – nawet 15-latków. Jednocześnie przepisy chronią młodych pracowników przed nadużyciami. W dni, w które dzieci w wieku 13–14 lat uczęszczają do szkoły, czas ich pracy nie może przekraczać dwóch godzin (oraz 12 godzin w tygodniu, w którym się uczą). Z kolei w okresie wolnym od nauki mogą wykonywać lekkie prace najwyżej przez siedem godzin dziennie i nie dłużej niż 35 godzin tygodniowo. Przepisy te w praktyce są całkowicie przestrzegane – w 2013 r. nie zgłoszono żadnego przypadku naruszeń w tym zakresie.
Podobne zasady zatrudnienia dzieci obowiązują w Norwegii. Również w tym kraju dozwolone jest zatrudnianie małoletnich, którzy ukończyli 15 lat. Młodsze dzieci mogą wykonywać zadania w ramach działalności kulturalnej, a te, które mają skończone 13 lat, także prace lekkie. Z kolei w celu przygotowania zawodowego pracę mogą świadczyć osoby 14-letnie (za zgodą szkoły). Identyczne jak w Danii są także obostrzenia dotyczące czasu pracy (zarówno osób w wieku 13–15, jak i 15–18 lat). Z kolei w Austrii dzieci, które ukończyły 13 lat, mogą wykonywać prace lekkie w firmach rodzinnych. Również w tym kraju co do zasady – podobnie jak w Norwegii i Danii – dozwolone jest zatrudnienie osób mających co najmniej 15 lat. Wyjątkiem – oprócz wspomnianych prac lekkich – jest np. możliwość zarobkowania w ramach działalności kulturalnej lub reklamowej albo praktyk zawodowych.
– To charakterystyczne zjawisko. W państwach zamożniejszych osoby młode znacznie częściej podejmują pracę jeszcze w trakcie nauki. Dorabiają w weekendy, wakacje, po to by zarobić na własne wydatki. W Szwajcarii zetknąłem się z przypadkiem, gdy studenci z bardzo zamożnych amerykańskich rodzin w okresie przerw w nauce podejmowali prace fizyczne. W uboższych krajach tendencja jest odwrotna – młodzi ludzie znacznie częściej uzależnieni są od finansowania przez rodzinę – wyjaśnia prof. Mieczysław Kabaj.
Uczeń ma zakuwać
Tym, co odróżnia Polskę od krajów Europy Zachodniej, jest także model szkolnictwa zawodowego. We wskazanych krajach rozwinięte jest kształcenie dualne. Polega ono na łączeniu nauki z pracą – dla przykładu młoda osoba uczęszcza do szkoły przez dwa dni w tygodniu, a przez trzy pracuje w zawodzie, którego teoretyczne tajniki poznaje w placówce oświatowej (lub jeden tydzień jest w szkole, a następny spędza w pracy itp.).
– W Niemczech, Szwajcarii, Danii czy Holandii takim systemem objęta jest większość osób uczących się zawodu, w Polsce – jeśli podliczymy osoby kształcące się w szkołach zawodowych i technicznych – tylko około 10–15 proc. A jest to najskuteczniejszy sposób na wzrost zatrudnienia osób młodych. Uczniowie objęci systemem dualnym nie tylko lepiej poznają zarówno praktyczne, jak i teoretyczne tajniki zawodu, ale też znacznie szybciej znajdują zatrudnienie – tłumaczy prof. Mieczysław Kabaj.
Podkreśla, że w Polsce na przestrzeni ostatnich dekad liczba uczniów zasadniczych szkół zawodowych znacząco się zmniejszyła (w rekordowych latach uczyło się w nich i zdobywało praktyczne doświadczenie około 500 tys. osób). W roku szkolnym 2013/2014 uczęszczało do nich już tylko 186 tys. osób (czyli aż o 12,7 tys. mniej niż rok wcześniej; spadek o 6,5 proc.). – Jednocześnie przez tyle lat nie zmienił się zasadniczo model nauczania w tych placówkach. Teoretycznie ma ono odpowiadać zapotrzebowaniu na poszczególne kwalifikacje na rynku pracy, ale w praktyce współpraca na linii szkoły – urzędy pracy – firmy nie działa najlepiej. Centra Kształcenia Praktycznego są niedofinansowane, często dysponują technologiami sprzed wielu lat, które nie są już wykorzystywane przez pracodawców. Niestety przez tyle lat rządzący wciąż nie dostrzegają, że nasz model przygotowania zawodowego osób młodych się nie sprawdził – tłumaczy prof. Kabaj.
Młodzi bezrobotni
Zarówno rygorystyczne obostrzenia w zakresie możliwości podejmowania pracy przez małoletnich, jak i zaniedbanie szkolnictwa zawodowego spowodowało negatywne konsekwencje. Według danych Eurostatu bezrobocie wśród osób w wieku 15–24 lata w Polsce wynosi 23,9 proc. i należy do najwyższych w UE (w praktyce wyprzedzają nas jedynie kraje Europy Południowej – Hiszpania, Grecja, Włochy – czyli te, które w znaczący sposób dotknął kryzys ekonomiczny). Na przeciwległym biegunie są te kraje, które zapewniają większą swobodę w podejmowaniu pracy przez młode osoby i stosują dualne kształcenie zawodowe. We wspomnianej Danii wskaźnik bezrobocia wśród młodych wynosi 12,6 proc., w Austrii – 10,3 proc., a w Norwegii – 7,9 proc. Najmniej problemów ze znalezieniem pracy mają młodzi Niemcy. Tamtejsza stopa bezrobocia w omawianej grupie jest najniższa w całej UE i wynosi zaledwie 7,7 proc. Z kolei wskaźnik zatrudnienia osób w wieku 15–24 przekracza za to we wszystkich tych krajach poziom 50 proc. (z wyjątkiem Niemiec, w których wynosi on 47 proc.). W Polsce pracę ma tylko co czwarta taka osoba.
– Skutki wynikające z braku łączenia nauki i wykonywania pracy są ewidentne. Dla przykładu w przypadku osób kształcących się w systemie dualnym przeciętny okres pomiędzy zakończeniem edukacji a znalezieniem zatrudnienia wynosi 1–2 miesiące. W Polsce absolwenci szukają pracy średnio przez kilkanaście miesięcy, przy czym 40 proc. podejmuje jeszcze w tym czasie praktyczną naukę zawodu, ponieważ okazuje się, że po zakończeniu kształcenia nie posiadają umiejętności niezbędnych na rynku pracy – tłumaczy prof. Mieczysław Kabaj.
Według danych GUS w I kw. 2015 r. 319 tys. osób w wieku 15–24 lata było zarejestrowanych jako bezrobotni. Ci z wykształceniem gimnazjalnym i niższym poszukiwali pracy średnio przez 13,5 miesiąca, ze średnim ogólnokształcącym – 12 miesięcy, policealnym i średnim zawodowym – 11,9 miesiąca, a z wykształceniem wyższym – 10,4 miesiąca. Jednocześnie wydłuża się przeciętny wiek, w którym młodzi ludzie kończą edukację i wchodzą na rynek pracy (głównie ze względu na wzrost liczby osób studiujących).
Z danych Eurostatu wynika, że w Polsce przekracza on już 22 lata (średnia w UE to 21 lat). Pod tym względem jesteśmy w czołówce państw unijnych – później na rynek pracy wchodzą jedynie mieszkańcy sześciu innych państw Wspólnoty. Ta informacja nabiera szczególnie negatywnego znaczenia w zestawieniu z danymi dotyczącymi łączenia edukacji z pracą. W Polsce decyduje się na to jedynie 12 proc. osób w wieku 20–24 lata (14. miejsce wśród państw UE), podczas gdy we wspomnianej wcześniej Danii wskaźnik ten osiąga ponad 40 proc., a w Niemczech prawie 30 proc.
– Także podejmowanie pracy w okresie studiów ma istotne znaczenie. Prowadziłem kiedyś zajęcia dla grupy przyszłych ekonomistów. Okazało się, że na 40 osób zaledwie trzy były kiedykolwiek w zakładzie pracy. W innej grupie około 80 proc. studentów łączyło naukę z pracą. Dla nich studiowanie miało praktyczny wymiar – wiedzieli, jaką wiedzę i umiejętności chcą zdobyć, po to aby je wykorzystać w praktyce – tłumaczy prof. Kabaj.
Do zmiany
Nie da się nie dostrzec, że skutki ostrych zakazów dotyczących wykonywania pracy przez małoletnich są coraz bardziej odczuwalne. Koszt tego ponosi całe społeczeństwo – choćby ze względu na konieczność udzielania pomocy młodym bezrobotnym. Sytuacja ta nie zmieni się, jeśli nie zmodyfikujemy zasad wchodzenia młodzieży na rynek pracy.
– Nie widzę powodów, dla których konieczne jest utrzymywanie tak rygorystycznych zakazów dotyczących wykonywania prac przez dzieci. Jest wiele prac lekkich, które mogłyby one wykonywać – np. roznoszenie zakupów lub ich pakowanie w sklepie, wyprowadzanie psa. Nie powinniśmy im tego zabraniać, oczywiście zapewniając jednocześnie nadzór nad taką aktywnością, aby nie dopuścić do nadużyć – twierdzi dr Aleksandra Piotrowska.
Aby zrealizować tego typu zmiany, nie trzeba zmieniać konstytucji. Ta zabrania przecież jedynie stałego, a nie dorywczego lub sezonowego zatrudniania dzieci (np. w okresie ferii lub wakacji). To przepisy niższej rangi (w tym przypadku kodeks pracy), które można łatwiej zmienić, są w tym zakresie bardziej rygorystyczne.
– Jednocześnie nie można nie zauważyć, że opinia społeczna w sprawie wykonywania pracy przez dzieci jest przesiąknięta hipokryzją – z jednej strony obowiązuje surowy zakaz zatrudniania z wyjątkiem występów np. w teatrze lub reklamie, a z drugiej doskonale zdajemy sobie sprawę z tego, że wiele dzieci, w szczególności tych z ubogich rodzin, wykonuje pracę, i to niejednokrotnie ciężką. Chodzi np. o zatrudnianie przy pracach w rolnictwie i sadownictwie – zauważa dr Aleksandra Piotrowska.
To zjawisko, występujące przede wszystkim na wsi, trudno oszacować. Rolnicy w zdecydowanej większości nie są pracodawcami, a więc nie podlegają kontrolom Państwowej Inspekcji Pracy. Dodatkowo wciąż funkcjonuje społeczne przyzwolenie na to, by dzieci ze wsi pomagały przy pracach rolnych. Takie zajęcia bywają dużo bardziej wymagające niż te, jakie zgodnie z prawem wykonują dzieci w państwach, w których obowiązują mniej rygorystyczne zakazy związane z zatrudnieniem małoletnich.
– Teoretycznie warunki, w jakich pracę mogliby dziś wykonywać małoletni, są cywilizowane. Moim zdaniem powinniśmy jednak utrzymać zasadę, że zatrudnienie dzieci ma służyć jedynie przygotowaniu zawodowemu, czyli nauce. W tym zakresie można wiele zrobić – kształcenie zawodowe w Polsce powinno zapewniać możliwość zdobycia szerszych umiejętności praktycznych. Zmiana w tym zakresie wymagałaby jednak przemodelowania całego systemu edukacji – uważa dr Anna Reda-Ciszewska.
Reforma nauczania – zdaniem ekspertów – powinna prowadzić do wdrożenia w Polsce dualnego systemu kształcenia. – Zaletą łączenia nauki z pracą nie jest tylko to, że osoby, które decydują się na takie rozwiązanie, łatwiej znajdują etat. Młodzi ludzie uczą się zaangażowania w to, co robią. Znam przykład małego zakładu z woj. pomorskiego, zajmującego się produkcją mebli gdańskich, w którym pracują adepci kształcący się w systemie dualnym. Te osoby doskonale sobie radzą w miejscu pracy, bo widzą efekty swojego wysiłku i lubią to, co robią. Taką wartość na rynku pracy trudno przecenić – mówi prof. Mieczysław Kabaj. Podkreśla, że np. w Niemczech to pracodawcy współfinansują kształcenie osób młodych. – Około 60 proc. uczących się zawodu po skończeniu nauki zawodu pozostaje jednak w firmach, w których uczyło się fachu. Skoro im się to opłaca, to czemu nie miałoby być korzystne dla naszych przedsiębiorstw – dodaje ekspert IPiSS.
Nikt oczywiście nie sugeruje, że wszystkie polskie dzieci mają nagle obowiązkowo zdobywać doświadczenia zawodowe. Dojrzewanie do podjęcia decyzji w sprawie zatrudnienia to sprawa indywidualna. Ważne jednak, by tego odgórnie nie utrudniać i aby była to kwestia wyboru, a nie przymusu lub zakazu. Zwłaszcza że nikt nas do przesadnej ochrony w tym zakresie nie zmusza.
W państwach zamożniejszych osoby młode znacznie częściej podejmują pracę jeszcze w trakcie nauki. Dorabiają w weekendy, wakacje, po to by zarobić na własne wydatki. W uboższych krajach młodzi ludzie znacznie częściej uzależnieni są od finansowania przez rodzinę