- Polska nie ma interesu w tym, żeby nakłaniać emigrantów do powrotu – mówi dr Agnieszka Fihel z Ośrodka Badań nad Migracjami Uniwersytetu Warszawskiego. – Ta kwestia została mocno upolityczniona w debacie publicznej. Tymczasem pierwsi emigranci ułożyli sobie życie za granicą, a w Polsce borykali się z problemem bezrobocia lub niskich zarobków

Nie ma w Polsce kompletnych danych, które obrazowałyby skalę emigracji Polaków po przystąpieniu naszego kraju do UE. Z danych GUS wynika, że w 2014 roku za granicą żyło 2,2 mln Polaków. Co roku wraca do Polski mniej więcej 100-150 tys. ludzi, ale jednocześnie w tym czasie opuszcza nasz kraj 200-250 tys. osób. Skala migracji powrotnych również jest trudna do policzenia. Wielu emigrantów po krótkim doświadczeniu życia ponownie w Polsce decyduje się na kolejny wyjazd. Według szacunków dotyczących migracji powrotnych w latach 2008–20112 do kraju wróciło od 23 proc. o 32 proc. Jednak nawet 95 proc. z nich nie mieszkało w Polsce trzech miesięcy.

- Migranci, którzy decydują się na powrót to najczęściej osoby, które wyjeżdżały z jakimiś celem: zdobycia umiejętności, zarobienia pieniędzy na mieszkanie czy po prostu chęcią „sprawdzenia się”- mówi dr Agnieszka Fihel z Ośrodka Badań nad Migracjami Uniwersytetu Warszawskiego.

Zdaniem naukowców pozostali emigranci nie wrócą już do Polski. - Biorąc pod uwagę wzrost liczby dzieci urodzonych za granicą przez polskie migrantki oraz wzrost liczby dzieci zaczynających lub kontynuujących edukację w szkołach za granicą, a także zmniejszający się strumień środków finansowych przesyłanych zza granicy do gospodarstw domowych w Polsce, można postawić hipotezę, że emigracja poakcesyjna staje się zjawiskiem bardziej trwałym niż tymczasowym – twierdzi dr Magdalena Lesińska z Ośrodka Badań nad Migracjami Uniwersytetu Warszawskiego, autorka analizy „Migracje powrotne Polaków” opracowanej dla Biura Analiz Sejmowych.

Reklama

Z punktu widzenia interesu państwa, jak czytamy w dokumencie Biura Analiz Sejmowych, migracje powrotne są najbardziej „opłacalne”, jeśli dotyczą określonych grup: wysoko wykwalifikowanych, a także tych, którzy zdobyli w czasie pobytu i pracy za granicą pewien kapitał (finansowy i społeczny, w postaci oszczędności, nowych umiejętności, kontaktów, przedsiębiorczości) oraz są gotowi i zdolni spożytkować go w ojczyźnie. Tymczasem pierwsza fala emigracji to osoby gorzej wykształcone, które często nie mogły w Polsce znaleźć pracy.

Reklama

O emigrantów upominało się już wielu polityków. W 2008 roku, kiedy to zanotowano najwięcej migracji powrotnych, Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej opracowało program „Powrót”. Jego celem było: „Utworzenie jak najlepszych warunków powrotu dla osób, które w ostatnich latach, ze względów ekonomicznych, zdecydowały się na wyjazd z Polski”

Lista działań założonych w programie „Powrót” była długa – planowano m.in. wprowadzenie ulg podatkowych, obniżenie stawki ZUS i zmniejszenie składki emerytalnej, działania na rzecz poprawy wizerunku Polski wśród emigracji, szeroką akcję informacyjną na temat rynku pracy w Polsce (stanowiska komputerowe w konsulatach z dostępem do ofert pracy w Polsce, targi pracy w najliczniejszych skupiskach polskiej diaspory, portal internetowy adresowany do powracających). W praktyce zrealizowano jedynie kampanię informacyjną. Nie zastosowano żadnych zachęt mających na celu skłonienie emigrantów do powrotu.

- Polska nie ma interesu w tym, żeby nakłaniać emigrantów do powrotu – mówi dr Agnieszka Fihel z Ośrodka Badań nad Migracjami Uniwersytetu Warszawskiego. – Ta kwestia została mocno upolityczniona w debacie publicznej. Tymczasem pierwsi emigranci ułożyli sobie życie za granicą, a w Polsce borykali się z problemem bezrobocia lub niskich zarobków. Nasz wzrost gospodarczy nie jest na tyle duży, abyśmy mogli myśleć o stosowaniu szerokich zachęt do powrotu – dodaje Fihel.