W ciągu czterech lat zatrudnienie w służbie cywilnej zmalało o 2,6 tys. etatów. W ubiegłym roku ubyło ich blisko tysiąc, za to średnie wynagrodzenie wzrosło o 76 zł. Takie informacje zawiera sprawozdanie szefa służby cywilnej o stanie administracji rządowej za 2014 r. Dokument trafił już do akceptacji przez premiera.

Służby cywilne w 2014 r.

Służby cywilne w 2014 r.

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Podnoszą kwalifikacje

Z analizy danych za ubiegły rok wynika, że najwięcej etatów ubyło w urzędach skarbowych – 424, administracji niezespolonej (kierownicy jednostek terenowych podlegający bezpośrednio resortom, a nie wojewodom, np. dyrektorzy izb skarbowych lub celnych) – 234 i ministerstwach – 198. Łącznie liczba etatów zmniejszyła się o 964. W efekcie w służbie cywilnej na koniec 2014 r. było 120,4 tys. stanowisk. W ubiegłym roku przybyło jednak 8 etatów kierowniczych, 244 koordynujących i ponad pół tysiąca stanowisk samodzielnych. W zamian zlikwidowano aż 1,4 tys. stanowisk wspomagających i 264 specjalistyczne.

– To, że jest coraz mniej stanowisk pomocniczych, świadczy o tym, że pracownicy administracji rządowej podnoszą swoje kwalifikacje i awansują na wyższe stanowiska, a te niższe po prostu nie są obsadzane – przekonuje prof. Bogumił Szmulik ekspert ds. administracji publicznej, radca prawny z Kancelarii Radców Prawnych Szmulik i Wspólnicy sp.k.

– To dobrze, że do redukcji zatrudnienia dochodzi w ten sposób. Gwałtowana redukcja, jaką pierwotnie planował rząd (12 tys. osób – red.), nie jest wskazana. Mogłoby się to odbić na jakości obsługi Polaków – dodaje.

Tymczasem związki zawodowe urzędników są zaniepokojone tym, że wzrasta liczba stanowisk koordynujących i dyrektorskich.

– Zamiast likwidować stanowiska kierownicze, a z tych zaoszczędzonych pieniędzy tworzyć dodatkowe etaty merytoryczne, robi się odwrotnie. A przecież od większej liczby szefów, którzy z reguły są obsadzani z nadania politycznego, nie polepszy się obsługa klientów – stwierdza Robert Barabasz, szef sekcji krajowej pracowników administracji rządowej i samorządowej NSZZ „Solidarność”.

Rosną płace

O ile zatrudnienie w administracji systematyczne spada, o tyle w przypadku płac mamy do czynienia z odwrotną tendencją. Członkowie korpusu służby cywilnej nie mają generalnie powodów do narzekania. Zamrożenie funduszu płac od 2009 r. nie przekłada się bowiem na brak wzrostu średnich pensji. Według wyliczeń szefowej służby cywilnej najniższe zarobki dotyczą tylko 8,1 tys. etatów. Tyle osób zarabiało w ubiegłym roku poniżej dwóch tysięcy złotych. Z kolei pensje powyżej 5 tys. złotych miesięcznie otrzymuje prawie 9 tys. członków korpusu. Przy czym najwięcej osób wynagradzanych jest na poziomie od 2,4 tys. zł do 2,6 tys. zł (taka płaca dotyczy ponad 18 tys. osób). Średnia płaca urzędnika państwowego wraz z trzynastką jest o ponad 800 zł wyższa od średniej krajowej. W ubiegłym roku wzrosła o 76 zł i wynosi łącznie 4,846 zł.

Największe podwyżki dotyczyły ministerstw, w których płaca wzrosła w ubiegłym roku o 190 zł. Średnia pensja wynosi tam blisko 7,3 tys. zł. Na drugim miejscu jest administracja niezespolona – tu wynagrodzenia wzrosły średnio o 112 zl (4 tys. zł), a następnie placówki zagraniczne i urzędy skarbowe.

– Ten wzrost jest bardziej symboliczny i powstał w skutek likwidacji tysiąca etatów. Generalnie większość urzędników posiada wyższe wykształcenie i zna języki obce, a ich zarobki są na poziomie około 2,6 tys. zł. Takie płace nie napawają optymizmem – przekonuje Tomasz Ludwiński, przewodniczący rady Sekcji Krajowej Pracowników Skarbowych NSZZ „Solidarność”.

Sami najlepsi

Ze sprawozdania wynika, że w ubiegłym roku podobnie jak w poprzednich latach nie było zbyt dużo słabych ocen pracy członków korpusu służby cywilnej. W 2014 r. oceną okresową objęto ponad 28 tys. urzędników, a jedynie 109 z nich otrzymało negatywną notę.

– System ocen w służbie cywilnej wymaga doprecyzowania, bo często negatywne noty są przyznawane w oderwaniu od konkretnych faktów lub po prostu sprowadzają się do polowania na pracownika – stwierdza dr Stefan Płażek, adwokat, adiunkt z Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Dodaje, że urzędy obawiają się przyznawać najniższe noty, bo jest duża szansa, że będą one skutecznie zakwestionowane przed sądem.