Do 15 marca 2015 r. każdy zainteresowany może wziąć udział w konsultacjach społecznych dotyczących ewentualnej zmiany unijnych regulacji w zakresie czasu pracy. Komisja Europejska wznowiła zawieszony w 2011 r. przegląd dyrektywy z 4 listopada 2003 r. dotyczącej niektórych aspektów organizacji czasu pracy (Dz.Urz. L 299, 18/11/2003).

Opinie uzyskane na podstawie konsultacji mają być podstawą do wdrożenia zmian w dyrektywie.

Wątpliwości co do konieczności ich wprowadzenia nie mają eksperci i partnerzy społeczni. – Wynik konsultacji w sprawie zmian dyrektywy będzie miał kluczowe znaczenie dla przyszłości UE postrzeganej z perspektywy ekonomicznej. Czas pracy, jego organizacja i rozliczanie bezpośrednio się przekłada na poziom konkurencyjności gospodarki – mówi dr Monika Gładoch, radca prawny, ekspert Pracodawców RP.

O co pyta Komisja

Przygotowana przez KE ankieta konsultacyjna nie jest skomplikowana, ale dotyczy szerokiego zakresu tematycznego. Komisja wskazuje w niej warianty zmian, ale umożliwia przedstawienie autorskich propozycji w tym zakresie.

Jednym z ważniejszych zagadnień, o które pyta, dotyczy równoległego zatrudnienia na podstawie kilku umów. Chodzi o to, czy normy dotyczące czasu pracy (przeciętnie 48-godzinny tydzień pracy, 11-godzinny dobowy odpoczynek) należy stosować oddzielnie do każdego z takich kontraktów (tak jak obecnie), czy też łącznie do wszystkich. To drugie rozwiązanie lepiej zabezpieczałoby prawo zatrudnionych do odpoczynku.

– W swojej opinii zwróciliśmy uwagę, że problem świadczenia obowiązków na podstawie różnych umów prowadzi w praktyce – np. w przypadku lekarzy – do obchodzenia norm czasu pracy – wskazuje prof. Marcin Zieleniecki, ekspert NSZZ „Solidarność”.

Jednak wprowadzenie zasady, że normy przelicza się na pracownika, a nie jego umowy, będzie wywoływać kontrowersje.

– Z perspektywy bogatej i dbającej o przestrzeganie norm Skandynawii takie rozwiązanie byłoby wskazane i jest oczekiwane. Jednak w wielu mniej zamożnych krajach utrudniłoby utrzymanie się rodzinom, bo praca na jednym etacie często nie pokrywa ich potrzeb – uważa Grzegorz Orłowski, radca prawny, Kancelaria Patulski, Orłowski, Walczak.

Jego zdaniem ograniczenia są wskazane, ale powinny dotyczyć prac, które mają wpływ na bezpieczeństwo publiczne – aby zapobiec ewentualnym wypadkom wynikającym z przemęczenia.

Innym kluczowym elementem konsultacji jest też możliwość wydłużenia okresów rozliczeniowych czasu pracy, co ułatwia firmom dostosowanie godzin wykonywania obowiązków do swoich potrzeb. KE przedstawia wiele wariantów tego typu rozwiązań, np. możliwość wprowadzenia zasady, że z mocy prawa w każdym sektorze można stosować maksymalnie 6-miesięczny okres, a nie jak obecnie jedynie 4-miesięczny.

– Zwróciliśmy uwagę Komisji na to, że przepisy powinny jasno precyzować ograniczenia w stosowaniu wydłużonych okresów. Chodzi o określenie kategorii pracowników czy też systemów czasu pracy, które nie mogłyby być nimi objęte – podkreśla prof. Marcin Zieleniecki.

Stałe zagadnienia

Tradycyjnie przy dyskusji o czasie pracy pojawia się także wątek klauzuli opt-out. Bruksela pyta, czy należy ją zachować w niezmienionej postaci (czyli że za zgodą pracownika można nie stosować wobec niego zasady przeciętnie 48-godzinnego tygodnia pracy), zupełnie usunąć z dyrektywy, czy też zmodyfikować (np. zapewnić skuteczniejszą ochronę pracownikom, którzy są objęci omawianym wyjątkiem).

Jeden z przedstawionych w ankiecie wariantów zakłada zniesienie klauzuli opt-out przy jednoczesnym dokonaniu pewnych ustępstw wobec pracodawców (np. mniej rygorystycznego rozliczania dyżurów).

– Możliwość odstępowania od ochronnych norm dotyczących czasu pracy należy zachować. Moim zdaniem klauzula opt-out powinna być dostępna nie tylko w służbie zdrowia, ale także w innych gałęziach gospodarki – uważa dr Monika Gładoch.

Podkreśla jednak, że rozwiązanie to nadal powinno być stosowane na zasadzie wyjątku.

– Standardem musi pozostać przeciętnie 48-godzinny tydzień pracy – dodaje.

Konsultacje obejmą także inne tradycyjne elementy dyskusji o czasie pracy, czyli dyżur służbowy i okres pozostawania w gotowości do świadczenia obowiązków. Bruksela chce m.in. wiedzieć, czy do dyrektywy należy włączyć interpretację Trybunału Sprawiedliwości UE, zgodnie z którą cały okres dyżuru (czyli czasu, w którym pracownik ma obowiązek pozostawania w miejscu zatrudnienia lub innym wskazanym przez pracodawcę) należy wliczać do czasu pracy (wyrok w sprawie C-151/02 Jaeger). Alternatywnym rozwiązaniem może być np. wprowadzenie zasady, że sposób definiowania dyżuru powinien być uzgadniany w każdym sektorze przez partnerów społecznych. Wówczas możliwe byłoby np. ustalenie, że tylko część nieaktywnego okresu dyżuru może być rozliczana jako czas pracy.

Te zagadnienia w szczególności dotyczą konkretnych grup zawodowych, w tym np. lekarzy. Tym ostatnim KE odrębnie poświęca uwagę. Konsultacje obejmują pytania m.in. o to, czy odstępstwa w zakresie ich prawa do odpoczynku (przewiduje je obecna dyrektywa) powinny być utrzymane, a nawet rozszerzone (w trosce o dostępność do świadczeń medycznych), czy też jednak ograniczone (w trosce o bezpieczeństwo pacjentów).

Nowe tematy

Komisja chce również sprawdzić, na ile potrzebne jest unormowanie niestandardowych form lub trybów świadczenia pracy. Chodzi tu przede wszystkim o telepracę czy umowy „zero godzin” (praca na wezwanie szefa). Dyrektywa nie obejmuje szczegółowo tych rozwiązań. Została opracowana ponad 20 lat temu, gdy technologie informacyjno-komunikacyjne nie były tak rozwinięte i nie funkcjonowało wiele rodzajów stanowisk pracy.

Podobny cel ma pytanie dotyczące tego, czy dyrektywa powinna pomagać w godzeniu obowiązków zawodowych i rodzinnych. Komisja wskazuje dwa warianty ewentualnych zmian, które zakładają m.in. możliwość wystąpienia o szczególne rozwiązania w zakresie czasu pracy (np. elastyczne godziny wykonywania obowiązków) w zależności od sytuacji osobistej zatrudnionego oraz prawo do należytego rozpatrzenia jego wniosku.

– Obawiam się, że zmiany w dyrektywie będą prowadzić do uregulowania wszystkich aspektów związanych z czasem pracy. Krajowi ustawodawcy będą mieli problemy z wprowadzeniem rozwiązań, które w realiach danego państwa byłyby optymalne. Nie popieram tak szczegółowej dyrektywy – podsumowuje Grzegorz Orłowski.