Pomysłów na zmianę prawa pracy w Polsce jest wiele, a ścierają się tutaj dwie opcje: wrażliwi społecznie (reprezentowani w Polsce przez związki zawodowe) chcieliby jeszcze większej ochrony zatrudnionych, ich oponenci (reprezentowani przez organizacje pracodawców) nie chcą do tego dopuścić, wskazując, że obowiązujące przepisy i tak związują ręce przedsiębiorcom i spowalniają rozwój gospodarczy.

Obydwie siły próbują wywierać wpływ na rząd, a zgłaszane propozycje zmian są zazwyczaj wypadkową obydwu tych opcji. Część propozycji jest jednak na tyle kontrowersyjna (czytaj: radykalna), że nie mają szans na realizację. Oto kilka najgłośniejszych propozycji zgłaszanych w ostatnim czasie.

1. Płaca minimalna

Polskie prawo gwarantuje wszystkim zatrudnionym na umowę o pracę minimalne wynagrodzenie, podnoszone co roku o wskaźnik inflacji. Jej podwyżkę może zaproponować także rząd, co niedawno zrobił - w 2015 roku płaca minimalna ma wzrosnąć z 1680 zł do 1750 zł. Niezadowolenia decyzji tej nie kryli niezadowolenia zarówno pracodawcy, jak i związkowcy. Przy okazji po raz kolejny rozpętała się dyskusja - która toczy się zresztą od lat - o tym, jak wysoka powinna być płaca minimalna, a nawet, czy powinna w ogóle istnieć.

Według związków, podwyżka zaproponowana przez premiera jest zbyt mała a najniższa płaca powinna stanowić ponad 50 proc. przeciętnego wynagrodzenia i być od niego zależna, czyli wynosić około 1950 złotych. Jeżeli związkowcy musieliby iść na kompromis, to graniczną minimalną sumą jest 1800 zł brutto. Działacze wskazują, że w porównaniu z Europą nasza płaca minimalna jest wciąż niska.

Pracodawcy oponują twierdząc, że poziom płacy minimalnej nie odbiega znacząco od podobnej relacji w innych krajach europejskich (chociaż obydwie strony powołują się przy tym na wyniki badań w UE, czasami te same, ale inaczej interpretowane) i oczywiście rządowa podwyżka im się także nie podoba. Organizacje pracodawców chciałyby w ogóle zlikwidować płacę minimalną, a w zamian zrezygnować z części podatków i innych danin w nich zawartych, zwiększając w ten sposób płace netto najniżej zarabiających. Business Center Club wysunęło też propozycję, polegającą na zróżnicowaniu wysokości najniższej pensji ze względu na wysokość bezrobocia i wielkość przeciętnego wynagrodzenia w danym regionie.

Szczegółowo o propozycjach pracodawców i związkowców przeczytasz tutaj>>

Związkowcy odrzucają ten pomysł, skłaniają się natomiast ku dwóm innym propozycjom: zróżnicowaniu płacy minimalnej ze względu na branże (na przykład inne stawki dla fryzjerów, dla programistów czy dla pracowników biurowych) oraz minimalnej pracy godzinowej, która według OPZZ miałaby wynosić minimum 11 zł. Oczywiście w obydwu przypadkach nieprzekraczalną barierą miałaby być wysokość płacy minimalnej, najlepiej wyższej niż jest teraz.

2. Wynagrodzenia będą jawne

Związkowcy chcieliby także wprowadzić jawność płac wszystkich pracowników i pracodawców. OPZZ obiecywał nawet projekt ustawy w tej sprawie. "Ujawnienie PIT, szczególnie przez osoby zajmujące ważne funkcje w życiu społecznym, ucięłoby spekulacje na temat poziomu dochodów elit biznesu, polityków czy dziennikarzy. Dzięki temu powszechna stałaby się wiedza, jaka jest relacja między poziomem wynagrodzeń związkowców (nawet tych najlepiej zarabiających) i poziomem dochodów prezesów spółek, elit dziennikarskich czy środowisk politycznych" - tłumaczyła w 2013 roku w swoim stanowisku strona związkowa.

Ponadto upowszechnienie tych informacji mogłoby pomóc walczyć z dyskryminacją płacową w firmach. O tym, komy tak naprawdę służy tajemnica płac w Polsce, przeczytasz tutaj>>

Jak na razie projektu nie ma, a zgodnie z przepisami Kodeksu cywilnego i Kodeksu pracy wynagrodzenie jest zaliczane do dóbr osobistych pracowników, podlega ochronie i jest objęte tzw. autonomią informacyjną. Jak potwierdził Sąd Najwyższy w uchwale z 1993 roku, wysokość zarobków poszczególnych pracowników jest tajna, a ich udostępnienie jest naruszeniem dóbr osobistych. Pracodawca nie ma przy tym prawa przekazywać informacji o zarobkach pracownika nie tylko innym osobom zatrudnionym  firmie (czyli współpracownikom), ale także osobom trzecim. Wyjątki muszą wynikać z konkretnych przepisów prawa.

3. Dłuższy tydzień pracy

Wiele kontrowersji wywołał poselski projekt ustawy nowelizującej przepisy Kodeksu pracy. Zgodnie z nim pracodawca za przepracowany dzień wolny będzie miał prawo wypłacić zatrudnionemu dodatek do wynagrodzenia za każdą przepracowaną godzinę w tym dniu. Teraz w takiej sytuacji pracownikowi należy się dzień wolny, nawet wówczas, gdy pracownik wolałby gotówkę. Więcej na ten temat przeczytasz tutaj>>

Według związków zawodowych i Polskiej Inspekcji Pracy zmiana oznaczałby likwidację pięciodniowego tygodnia pracy. Zdaniem PIP, wypłata dodatku na wniosek zatrudnionego sprawiłaby, że rekompensowanie w ten sposób zatrudnienia w dniu wolnym stałoby się powszechną praktyką.

Opinie ekspertów są podzielone - przeczytaj wszystkie za i przeciw projektowi>>

Tym opiniom stanowczo zaprzeczył minister pracy i polityki społecznej Władysław Kosiniak-Kamysz i zaznaczył, że projekt PO nie wprowadza sześciodniowego tygodnia pracy. "Tydzień pracy jest pięciodniowy i to się nie zmieni. Nie po to były pewne zmiany, które zaszły wiele lat temu, żeby wracać do złego kierunku" - mówił minister w Sejmie 20 października, broniąc propozycji PO.

4. Ozusowanie śmieciówek

Donald Tusk, zanim odszedł z rządu, postanowił zrobić jeszcze porządek z umowami, na jakich pracują Polacy. A dane są niepokojące - na umowach śmieciowych, czyli kontraktach zawieranych, by ominąć prawo pracy (chodzi o umowy zlecenia, o dzieło i samozatrudnienie) - pracuje co szósty Polak>> W swoim tzw. drugim exposé były już premier przedstawił wyliczenia, z których wynika, iż ponad 5,5 miliona ludzi nie płaci lub płaci zaniżone składki na ubezpieczenia i obciążenia podatkowe. W związku z tym Tusk ogłosił zresztą rok 2014 "początkiem końca śmieciówek". "Rozpoczniemy prace nad zakończeniem niechlubnej ery śmieciówek; (...) śmieciówki to praca odarta z godności i poczucia bezpieczeństwa na przyszłość. Zaproponujemy rozwiązania, które będą pierwszymi krokami, które będą początkiem tego marszu" - mówił Tusk, przedstawiając plany rządu na ten rok.

Rząd zaczął od oskładkowania umów-zleceń. Propozycje - z pewnymi oporami - poparli zarówno pracodawcy, jak i związki,i w efekcie w październiku Sejm uchwalił regulacje w tej sprawie. Zgodnie z nowelizacją ustawy o ubezpieczeniach społecznych od 1 stycznia 2015 r. ozusowane zostaną dochody członków rad nadzorczych, a dopiero od 1 stycznia 2016 r. powstanie obowiązek odprowadzania składek do ZUS od wszelkich umów zleceń do wysokości minimalnego wynagrodzenia za pracę.

Jak teraz płaci się składki od umowy zlecenia dowiesz się tutaj>>

5. Maksymalny limit trwania umów

Rząd chce także znowelizować Kodeks pracy, aby przeciwdziałać nadużywaniu zawierania terminowych umów o pracę.

Zgodnie z przedstawionymi w październiku propozycjami Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej, okres zatrudnienia na podstawie umowy o pracę na czas określony nie będzie mógł przekroczyć 33 miesięcy. Ponadto łączna liczba tych umów nie będzie mogła przekraczać trzech. Jeżeli limity te zostaną przekroczone, to dzień po upływie 33 miesięcy, bądź od dnia zawarcia czwartej umowy, pracownik będzie traktowany jak zatrudniony na podstawie umowy na czas nieokreślony.

Propozycje MPiPS zakładają również, że długość okresu wypowiedzenia umowy o pracę zawartej na czas określony ma być uzależniona od okresu zatrudnienia u danego pracodawcy analogicznie, jak w przypadku umowy zawartej na czas nieokreślony. Okresy wypowiedzenia umowy na czas określony i na czas nieokreślony miałyby więc wynosić: 2 tygodnie - w przypadku zatrudnienia u danego pracodawcy przez okres krótszy niż 6 miesięcy; 1 miesiąc - w przypadku zatrudnienia przez okres co najmniej 6 miesięcy oraz 3 miesiące - w przypadku zatrudnienia okresu co najmniej 3 lat.