Z dofinansowania do edukacji, kursów językowych, studiów podyplomowych czy MBA korzysta w Polsce co drugi top menedżer i blisko 2/3 tych średniego szczebla. Prywatne ubezpieczenia zdrowotne opłacane przez pracodawcę ma 1/3 pracowników szczebla menedżerskiego. Za to z pracowniczych programów emerytalnych (PPE) korzysta zaledwie co siódmy z nich – wynika z badań przeprowadzonych przez międzynarodową firmę konsultingową Kienbaum.
– Śladowa liczba polskich firm oferuje taki dodatek do pensji. Tylko 12 proc. menedżerów wyższego i średniego szczebla i jedynie 5 proc. osób na stanowiskach specjalistycznych bierze udział w programach emerytalnych. W porównaniu z firmami zachodnimi to bardzo mało – mówi Iwona Cekal z Kienbaum. – Co ciekawe, wynika to nie tyle z przyczyn finansowych, ile z polskiej mentalności. Polacy zdecydowanie wolą inne formy wynagradzania, takie jak prywatna opieka zdrowotna, karnety sportowe, szkolenia, dofinansowanie nauki, ubezpieczenie na życie czy nisko oprocentowane pożyczki firmowe – dodaje Cekal. Zatem nie ma podaży, bo nie ma popytu. I odwrotnie.
W krajach zachodnich menedżerowie średniego i wyższego szczebla powszechnie biorą udział w firmowych PPE i jest to jeden z ważniejszych profitów branych pod uwagę przy planowaniu ścieżki kariery. Takie ubezpieczenie gwarantuje sporo wyższą emeryturę. Po 10 latach pracy w firmie pracownik otrzymuje pulę świadczeń proporcjonalnie do przepracowanych lat, i to nawet gdy zostanie zwolniony ze stanowiska albo sam odejdzie. W ramach PPE zagraniczne firmy kupują też dla swoich menedżerów akcje albo jednostki funduszy inwestycyjnych, które ci mogą spieniężyć po przejściu na emeryturę.